Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Nie zamykam się w jednej dziedzinie

- Dla mnie ślad manualny ma niepowtarzalną wartość, którą trudno jest powtórzyć w sferze cyfrowej - mówi ilustrator i projektant Grzegorz Myćka*, którego wystawa Czarno. I biało. I nie zostanie otwarta 23 lutego w Galerii Jerzego Piotrowicza pod Koroną.

. - grafika artykułu
"Koegzystencja", rys. Grzegorz Myćka

Dlaczego zainteresował się pan sztuką?

Chyba... samoistnie. Pamiętam, że już w wieku pięciu-sześciu lat dużo szkicowałem, rysowałem, bazgrałem. Zauważyli to moi rodzice i poprowadzili mnie dalej w tym kierunku posyłając do szkoły plastycznej. Od najwcześniejszych lat utrzymywałem kontakt z materią wizualną i chyba to mnie "przytrzymało" przy sztuce.

Uczył się pan w Poznaniu?

Pochodzę z Zielonej Góry i tam skończyłem liceum plastyczne. Potem przez trzy lata studiowałem grafikę na Uniwersytecie Zielonogórskim. Kończąc go, byłem jednocześnie na pierwszym roku grafiki na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Teraz finalizuję na nim studia doktoranckie. Sądzę, że póki co to będzie na tyle, jeśli chodzi o moją edukację [śmiech].

Co pociągnęło pana do projektowania plakatów i tworzenia ilustracji?

Będąc na pierwszym roku studiów trafiłem do pracowni prof. Marszałka, w której zacząłem bardziej zajmować się tym zagadnieniem. Zaszczepiono tam we mnie zamiłowanie do formy skrótowo-syntetycznej, w której poprzez uproszczenie staram się oddać maksimum przekazu.

Czy byli twórcy, na których początkowo próbował się pan wzorować, bądź ich twórczość była dla pana ważnym punktem odniesienia?

Często gdy ktoś pyta mnie o inspiracje, to uświadamiam sobie, że żyjąc w rzeczywistości, na której tak duże piętno odcisnęła tzw. Polska Szkoła Plakatu, niemożliwym jest uniknięcie większego lub mniejszego jej oddziaływania. Mieli na mnie wpływ tacy reprezentanci Szkoły, jak Tomaszewski, Lenica czy Młodożeniec. Bardzo lubiłem też Starowieyskiego ze względu na jego niezwykle dynamiczną kreskę, ale już od tej fascynacji odszedłem. Poza tym nie stronię od twórców reprezentujących bardziej współczesne podejście - Szwajcarów, Niemców czy Japończyków, których łączą z Polską Szkołą Plakatu pewne wspólne mianowniki w myśleniu o formie.

Staram się być dosyć wszechstronny, stąd moje inspiracje nie ograniczają się tylko do twórców plakatu. Jestem otwarty na działalność performerów, projektantów, rysowników, ilustratorów. Sam nie jestem zresztą twórcą, który pracuje tylko w jednym medium. Zajmuję się rysunkiem, grafiką warsztatową, animacją czy muzyką - dlatego moje inspiracje wręcz nie mogą zamykać się w jednej dziedzinie.

Czy w kontekście pracy grafika zdarzyły się panu doświadczenia z agencją reklamową, czy robienia "chałtur"? Działa pan wyłącznie w świecie projektowania dla kultury czy wybiera pan również zlecenia komercyjnie?

W agencji nigdy nie pracowałem, ale mam spore doświadczenie w projektowaniu komercyjnym. Miałem szczęście, że dosyć szybko ustawiłem siebie w dziedzinie, w której zajmuję się projektowaniem dla kultury, inicjatyw artystycznych związanych z koncertami, wystawami, rozmaitymi przeglądami, czy po prostu wydarzeniami z zakresu sztuki. Jest to z reguły mniej komercyjna praca niż działanie w agencji reklamowej czy dużym studiu graficznym. Zgłaszają się do mnie jednak ludzie z najróżniejszych sfer zawodowych. Ktoś gdzieś o mnie usłyszał po czym był zainteresowany projektem logotypu, okazjonalnego plakatu bądź dedykowanej specjalnie ilustracji.

Ostatnio miałem na przykład przyjemność pracować dla Pierre René, firmy z branży kosmetycznej. To duża marka, która ma siedzibę w Polsce. Zaproszono mnie do zaprojektowania trzech autorskich ilustracji do ich nowej linii paletek. Była to współpraca komercyjna, ale prowadzona na bardziej autorskich zasadach, bo zależało im, by gotowy projekt był konkretnie moją wizją.

Czy gdy ktoś zwraca się do pana z propozycją współpracy, to wskazuje, co go do pana przyciągnęło mówiąc "Pan to ma to i tamto?".

Zdarza się, że ludzie zgłaszając się do mnie wprost mówią, że oczekują projektu z widocznym śladem pociągnięcia pędzlem. Lubuję się w stosowaniu ograniczonych środków wyrazu, często wykorzystując jedynie czarny tusz i gruby pędzel, którym staram się maksymalnie wydobyć niuanse kontrastu, dobrze oddać wyraz twarzy, pozy i układy ciała. Można powiedzieć, że stosuję surową, niemalże ascetyczną estetykę. Czasem zawężam wszystko wręcz do jednej linii, której staram się nadać dodatkowe znaczenie, bo poza pierwotnym odbiorem jej kształt często ma w sobie jeszcze coś więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

Pana projekty wyróżnia akcentowanie odręcznego rysunku. Czy zdarza się panu tworzyć również "analogowo" swoje plakaty?

Jak najbardziej. Zresztą mówię swoim studentom, żeby nie zaczynali pracy od narzędzia cyfrowego, tylko aby ich działanie miało punkt wyjścia w śladzie manualnym - w szkicu, geście, pociągnięciu pędzla. Namawiam ich do większej odwagi w stosowaniu takich narzędzi jak ołówki, farby czy kredki.

Sądzę, że posiadanie doświadczeń, gdy przede wszystkim manualnie tworzy się swoje prace, daje większą świadomość przy późniejszym budowaniu kompozycji i w ogóle przy zamykaniu formy. Stąd staram się zawsze zaczynać swoją pracę od podejścia manualnego. Wychodząc od szkicu, trochę się przy tym bawię - wycinam, maluję, rwę... Eksploruję w ten sposób rozmaite obszary.

Nieuniknionym jest jednak wykończenie wszystkiego już w cyfrowym świecie. Trzeba przygotować projekt do druku, czasem nanieść zmiany kolorystyczne, dodać retusze... To jednak dopiero etap drugorzędny.

Gdzie pan uczy?

Uczę takich przedmiotów jak Plakat i Ilustracja wydawnicza, Narzędzia projektowania graficznego i Projektowanie dla Kultury w Collegium da Vinci. Wykładam też na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Poza tym, prowadzę Pracownię Grafiki w Centrum Kultury Zamek.

Osoby w jakim wieku uczęszczają na zajęcia w Zamku?

Mam całe spektrum słuchaczy - od licealistów, poprzez studentów i absolwentów, aż po osoby po sześćdziesiątce. Ta grupa tworzy bardzo ciekawy zbiór osobowości, który daje mi zupełnie nową perspektywę, niż praca na uczelni. Ci ludzie zapisują się z własnej woli na moje zajęcia dlatego Pracownia Grafiki w Zamku reprezentuje inną dynamikę w stosunku do zajęć z narzuconymi tematami i wymogiem oceny.

Czy często najpierw tworzy pan coś fizycznie, a potem skanuje i przerabia?

Tak - skanuję, bądź robię zdjęcia. Często zdarza mi się, gdy wpadnie mi do głowy pomysł, że naszkicuję coś na niewielkim skrawku z papierów, które panoszą się na biurku, zapisując sobie datę i godzinę. Potem może okazać się to interesujące i po zeskanowaniu wylądować w warstwie komputerowej, ulegając dalszej obróbce cyfrowej, by skończyć jako część plakatu czy ilustracji.

Czego będzie dotyczyć wystawa Czarno. I biało. I nie?

Wystawa będzie zbiorem moich najnowszych plakatów i ilustracji. Wiele z nich ociera się o komentarz społeczny, a czasami nawet polityczny. Będą też prace oparte o czysty dowcip, w humorystyczny sposób opisujące pewne zagadnienia czy doświadczenia, które mi się przytrafiły. Nie określam siebie jednak jako komentatora rzeczywistości, bo są osoby o wiele bardziej pod tym względem zaangażowane. Uważam siebie raczej za obserwatora. Staram się podejmować interesujące mnie wątki i przekazać je w ciekawej formie artystycznej.

Plakaty, zarówno społeczne jak i kulturalne, będą na wystawie uzupełniać formalnie to, co pojawi się w prezentowanych ilustracjach. Całość złoży się na spójny obraz mojej wrażliwości ilustratora i projektanta.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Grzegorz Myćka - ur. w 1989 roku, doktorant na Wydziale Grafiki i Komunikacji Wizualnej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Zajmuje się grafiką warsztatową i projektową, ilustracją oraz krótkimi formami animowanymi. Laureat międzynarodowych i krajowych konkursów z zakresu plakatu, ilustracji i filmu animowanego m.in. Złoty Medal na Międzynarodowej Wystawie "Satyrykon" w Legnicy, Brązowy Medal na Międzynarodowym Triennale Plakatu w Toyamie w Japonii, Nagroda Specjalna na Międzynarodowym Triennale Plakatu w Trnavie na Słowacji. Laureat Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współtworzy grupę artystyczno-projektową BiG POSTER, członek kolektywu ilustratorów z Poznania ILU NAS JEST.

  • wystawa prac Grzegorza Myćki Czarno. I biało. I nie
  • 23.02-7.03
  • Galeria Jerzego Piotrowicza pod Koroną
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021