Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Jogin też człowiek

- Nigdy nie znamy całej prawdy, nie wiemy, co w kimś siedzi, z jakiego miejsca startuje. Nie możemy go oceniać tylko dlatego, że w książce coś napisano, albo dlatego, że my sami tego nie potrzebujemy. Ja na przykład w ogóle nie traktuję jogi wyczynowo, bo dla mnie jest to higiena życia codziennego - mówi Barbara Libako*, instruktorka jogi.

. - grafika artykułu
Barbara Libako, fot. archiwum prywatne

Wesołe jest życie joginki?

Czasami wesołe, czasami smutne. Wszystkie emocje są ważne, ale ważniejsze jest to, z którą emocją chcemy zostać na dłużej i czy umiemy sobie z tym poradzić.

Zaczęłaś praktykować jogę, bo...

Wymyśliłam, że skoro joga działa na mnie tak dobrze - ale jako ćwiczenia fizyczne, bo tym na początku dla mnie była, i pozostanie na długo jako aktywność, a nie mam czasu jej praktykować, podobnie jak podróżować, chodząc do pracy, to dlaczego by tego nie połączyć? Travel Yoga powstała z czysto osobistych pobudek, nie ma co udawać, że było inaczej. Nie uległam żadnemu wypadkowi, nie wypaliłam się zawodowo, joga też nie pozwoliła mi wyjść z depresji. Bo jej nigdy nie miałam. Miałam zawsze ciekawe i dobre życie. Robiłam, co chciałam, i być może właśnie dlatego podjęłam decyzję, żeby już zawsze robić to, co lubię.

Już zaczęłaś w sumie odpowiadać na to pytanie - masz czas na własną praktykę, ucząc innych?

Mam, ale nie codziennie. Chyba nie mam też takiej potrzeby. Joga mnie rozwija, ale robi to także dużo innych rzeczy.

To trudna praca?

Praktyka własna? Nie. Trudne jest to, żeby stanąć na macie, sama decyzja. A potem, że nie będziesz szukać kogoś, kto cię poprowadzi. To istota samopoznania. Nauczyłam się tego, kiedy byłam na warsztatach, które poprzedzała praktyka własna o godzinie piątej. Na pewno bym się nie zmotywowała do wstawania, gdyby prowadzący nie odnotowywał, kto się pojawił. A chciałam skończyć ten kurs.

Rozwój ducha i ciała musi iść w parze?

Nie wiem, czy musi. Bo są też ludzie, którzy pozostają tylko przy fizycznym aspekcie jogi i nie mają zamiaru nigdzie dalej się wybierać, jawnie o tym komunikując.

I to jest OK?

Jeżeli to jest im potrzebne, to chyba tak. Każdy ma swoją ścieżkę i swój czas.

Z lektur, które mam za sobą, wynika, że jednak nie.

Nigdy nie znamy całej prawdy, nie wiemy, co w kimś siedzi, z jakiego miejsca startuje. Nie możemy go oceniać tylko dlatego, że w książce coś napisano, albo dlatego, że my sami tego nie potrzebujemy. Ja na przykład w ogóle nie traktuję jogi wyczynowo, bo dla mnie jest to higiena życia codziennego. Chcę być sprawna jeszcze długi czas.

Podobnie jak grupa seniorów, z którymi prowadziłaś kiedyś zajęcia? Ta, która siedziała na macie i nie potrzebowała krzesełek.

Dokładnie tak. Poza tym nie mogę robić czegoś tylko po to, żeby zaspokoić własne ego, a przy okazji się uszkodzić, bo moje ciało to też narzędzie pracy.

Zajęcia dla dzieci też prowadzisz?

To nie moja bajka.

A czym seniorzy Cię przekonali?

Bo też kiedyś nimi będziemy.

Dziećmi już byliśmy...

No, ale nie można być nauczycielem wszystkich i wszystkiego. Jeżeli chodzi o seniorów, to po prostu chciałam, żeby mieli lepsze życie. Żeby byli jak ich rówieśnicy zza granicy. Nie każdy senior jednak nadaje się na takie zajęcia.

Jakich w takim razie zapraszałaś?

Takich, którzy dbają o siebie i wiedzą, że nic samo się nie zrobi.

Na Twoich zajęciach zwykle spotykam kobiety.

Lubię kobiety i wcale nie silę się na to, żeby robić zajęcia dla mężczyzn. Dobrze się czuję w towarzystwie kobiet, choć kiedyś wcale tak nie miałam. W ogóle marzy mi się taka wspólnota wspierających się kobiet. Oczywiście nie mam nic przeciwko wspólnocie mężczyzn w bardzo bliskim sąsiedztwie.

Masz czasem wrażenie, kiedy przychodzi na zajęcia nowa osoba, że to nie jest miejsce dla niej?

Kiedyś tak miałam, oceniałam, o czym przed chwilą rozmawiałyśmy. Teraz jednak tak nie robię. Życie mnie zaskoczyło. Może mój rozwój w jodze objawia się właśnie tym? A może to doświadczenie i umiejętność wyciągania wniosków? Nie wiem, ale dla mnie to dobry objaw.

Pamiętasz, kiedy sama weszłaś pierwszy raz na matę?

Oczywiście! Jakieś piętnaście lat temu. Straszna nuda. Wtedy.

Co z perspektywy czasu sama sobie byś wtedy poradziła?

Nic, bo zrobiłam wszystko świetnie (śmiech). Weszłam na matę, bo byłam nierozciągnięta. Od razu zaznaczyłam jednak, że filozofia jogi mnie nie interesuje, że po coś innego to robię.

Bez medytacji i sałaty?

Absolutnie. Zresztą wtedy mało kto uczył jogi w Poznaniu. Bardzo się zdziwiłam, że nie mogłam się wygiąć. Bo z zewnątrz to wyglądało na takie proste. Oczywiście, że gdzieś tam pojawiała się ambicja, ale najważniejsze było to, że po jodze fantastycznie się czułam.

Miałaś swojego mistrza?

Na zajęciach, na które chodziłam, nikt nic nie opowiadał o jodze, były to tylko asany, rzadko praca z oddechem, więc na dzień dobry zapisałam się na kurs instruktorski. Chciałam wiedzieć, o co w tej jodze chodzi. Skończyłam AWF, więc z anatomią miałam już co nieco do czynienia. Ale z samą jogą i jej filozofią nie bardzo. Na przypadkowo wybranym kursie znalazłam się w grupie ludzi, którzy byli dosyć zaawansowani w swojej praktyce, mieli już swoje grupy... Na początku w ogóle mnie ten kurs nie porwał, jednak znowu potwierdziło się, jak ważni są ludzie, których spotykamy na swojej drodze. Prowadzący to szkolenie jogin i fizjoterapeuta okazał się człowiekiem, za którego sprawą zmieniłam ścieżkę mojego życia o co najmniej 130 stopni. Niesamowicie kompetentny, kompletnie nieindoktrynujący, mówiący językiem, jakiego potrzebowałam, oczywiście niebywale sprawny. A to, że był (i jest nadal) przystojnym facetem, to już mały szczegół. Gdybym spotkała wtedy na kursie kogoś innego, to kto wie. Być może nie byłabym w tym miejscu, co teraz. A zajęcia zaczęłam prowadzić, bo ktoś szukał zastępstwa.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Cały czas coś zmieniam. Chyba stałam się bardziej akceptująca. Zamieniłam dekadencję na działanie. Przestałam odgrywać jakieś scenki w życiu. Jakieś role, które nie są moje. Zaczęłam zarządzać stresem (albo tak mi się wydaje). Radzę sobie z jego skutkami, a to było dla mnie bardzo ważne.

Dobry nauczyciel jogi to taki, który jest prawdziwy?

Zależy czego od niego chcesz. Zresztą co to znaczy dobry? Możesz np. szukać kogoś, kto w trakcie zajęć wyciśnie z ciebie siódme poty. Dla innego to będzie taki, który medytuje. A może dobry to taki, który wyczuje, czego potrzebujesz. I nie będzie wymagał czegoś, czego nie możesz zrobić, albo wręcz przeciwnie, będzie wiedział, że stać cię na więcej.

Co się pomija, mówiąc o jodze?

No właśnie ciekawe jest to, że bardzo dużo mówi się o jodze. Był taki moment, kiedy byłam już zmęczona tym, że wszyscy praktykują jogę. Ale już mi przeszło. Teraz cieszę się z tego, że joga stała się tak powszechna. 

Rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik

*Barbara Libako - nauczycielka jogi integralnej i pasjonatka podróży. Właścicielka Studia Jogi na Soli w Grocie  Solnej Galos, ale na praktykę zaprasza także w ramach wyjazdów z Travel Yoga. Wszystkoistka. W jodze jak w życiu, eksperymentuje.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021