Ayo, co było pierwsze: zainteresowanie Koreą czy cosplayem?
Ayo: Tak naprawdę pierwsza była fascynacja Japonią, z której cosplay się wywodzi jako całe skomplikowane zjawisko. Jako nastolatka byłam zakręcona na punkcie mangi i anime, jeździłam na konwenty, na których podziwiałam barwne kostiumy, ale sama się nie przebierałam. Potem były studia z koreanistyki i po nich na poważnie zajęłam się cosplayem, ale też nie jako osobną pasją, a raczej "doczepką" do mojej głównej pasji, którą było (i nadal jest) nagrywanie coverów na kanał YouTube i stylizowanie się na postacie, które w tych coverach odgrywałam. Gdy pojawił się w moim życiu Helper, przygotowywanie strojów weszło na dużo wyższy poziom.
Podobno istnieje rozróżnienie między kostiumem, który ma pełnić określoną funkcję przez określony czas, a ubraniem, które przy całej swojej estetyce będzie też służyć przez całe lata. Helper, szyjesz kostiumy czy ubrania?
Helper: Zdecydowanie szyję ubrania. Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem działać w rekonstrukcji historycznej, nie znałem żadnej osoby, która wytłumaczyłaby mi, jak dany element historycznego stroju działa i jak go poprawnie wykonać. A nie dość, że taki strój musiał spełniać wyśrubowane wymagania i być zgodny z tym, co wiemy ze źródeł historycznych, to jeszcze dobrze, żeby przetrwał różne warunki pogodowe i żył dłużej niż przez jeden sezon. Dlatego wypracowałem własne metody konstruowania i szycia, które już ze mną zostały. Jeśli tworzę jakąś "sylwetkę", to najpierw dzielę ją na warstwy i nad każdą z nich główkuję osobno. Staram się szyć rzeczy takimi, jakimi mogłyby być w danym uniwersum przy jednoczesnym zachowaniu współczesnej wygody i funkcjonalności.
Czy stroje cosplay mają podobnie surowe wymagania jak stroje w rekonstrukcji historycznej? Przykładowo, jeśli chciałabym uszyć kostium inspirowany Pocahontas z animacji Disneya, to czy mógłby być różowy?
H.: Musimy rozróżnić cosplay robiony "dla siebie" od cosplayu konkursowego. W pierwszym przypadku - hulaj dusza, piekła nie ma, miksuj wzory, kolory, inspiracje. W drugim przypadku są już warunki, które trzeba spełnić, by przejść eliminacje na konkurs, i jeszcze więcej warunków do spełnienia, by ten konkurs wygrać.
A.: Dla cosplayerów świętością jest ilustracja referencyjna zwana "refką". Naszym celem jest jak najbliższe odwzorowanie refki, choć nie bez pola do własnej interpretacji. Bo jeśli postać ma wiktoriański gorset, to nie jest powiedziane, że i Twój strój musi koniecznie zawierać gorset na modłę wiktoriańską. Doceniany jest po prostu spójny plan na całość kostiumu. My akurat lubimy się sugerować epoką historyczną, do której nawiązuje cały strój lub jego element.
H.: Najprościej chyba podać przykład epoki średniowiecznej, którą mniej lub bardziej inspiruje się większość uniwersów high fantasy.
A.: I tu ciekawym przykładem niech będą spodnie. W grach animacja często sugeruje, że postacie noszą spodnie z licowej skóry. A przecież to by nie miało sensu, bo nie dość, że takie spodnie błyszczałyby jak naoliwione, to jeszcze wydawałyby charakterystyczne dźwięki przy każdym ruchu. Kto normalny by w czymś takim chodził, żył, biegał po lesie? Zamiast szyć zgodnie z tym, co podpowiadają refki, cosplayerzy wpadają na różne rozwiązania - niektórzy szukają materiału zbliżonego do skóry, inni kierują się tylko kolorem, a jeszcze inni sięgają do źródeł historycznych i inspirują się tym, jak dawniej szyto spodniopodobne elementy ubioru.
Czy zdarzyło się Wam, że jakiś pomysł wyglądał świetnie w wyobraźni, a w wykonaniu już niekoniecznie i trzeba było go modyfikować?
A.: Oj, zdarza się to nam prawie za każdym razem!
H.: Bardzo często, biegając po konwentach w danym kostiumie, zauważam coś, co trzeba poprawić lub ulepszyć. Czasem dla widowiskowości stroju, a czasem dla własnej wygody. Takie monitorowanie, jak strój realnie się sprawdza, zawsze działa na jego korzyść.
A.: Aż nadszedł konkurs ECG w Paryżu, przed którym polecono nam, by oszczędzać nasze kostiumy, by wyglądały na jak najbardziej nowe i nieśmigane...
H.: Zastosowaliśmy się do tej rady, przez co przeoczyliśmy kilka rzeczy, które można było ulepszyć wcześniej na spokojnie, a nie "na wariata" na ostatnią chwilę.
Na przykład?
H.: Rękawiczki, które rozrywały się na każdym kroku. Jeszcze na dobę przed naszym wylotem siedziałem i doszywałem kolejne zapasowe komplety tych przeklętych rękawiczek.
A.: Interpretując daną refkę, uznaliśmy, że aż cztery elementy stroju są uszyte z tego samego materiału. Kupiliśmy więc całą belę i stworzyliśmy te cztery rzeczy. Dopiero w trakcie użytkowania okazało się, że materiał nie nadaje się do noszenia na dłoniach. W takich chwilach zastanawiamy się - czy wymieniamy wszystkie cztery elementy, by zachować spójność, czy tylko ten jeden?
H.: Okazało się też, że mój naramiennik rozpina się i rusza na ramionach, więc musiałem stworzyć naprędce nowe zapięcia. To wszystko wyszłoby w praniu, gdybyśmy nosili te stroje regularnie.
A.: Z drugiej strony rada, którą dostaliśmy, wcale nie była taka od rzeczy i bezpodstawna. Powszechnie w szyciu strojów nie korzysta się raczej z jakościowych materiałów. Prawdziwa skóra czy wełna jest super droga. Nasze stroje są akurat dostosowane do wielokrotnego noszenia, bo jak Helper wspomniał na początku, materiały były dobrane tak, by wytrzymały jak najdłużej, ale da się też stworzyć całkiem widowiskowy strój z mniej wytrzymałych składowych. Przykładowo, do pancerzy używa się pianki EVA, która często przestaje wyglądać dobrze z upływem czasu oraz jest narażona na łatwe zniszczenia.
A skoro już mówimy o wytrzymałości... Jak Wy wytrzymujecie w swoich kostiumach podczas fali upałów?
A.: Cóż... cierpimy. Podczas finałów w Paryżu temperatura sięgała 37 stopni. Staramy się jak najczęściej być we wnętrzach, w klimatyzowanych halach, co nas ratuje. Wbrew pozorom nasze stroje nie są aż tak potworne na upały, wełna to materiał oddychający.
H.: Mów za siebie. (śmiech) Ja miałem na sobie sporo skóry i wspomnianej pianki EVA.
A.: Pianka EVA jest potworem, bo działa jak piekarnik: nagrzewa się i izoluje jednocześnie. Ludzie w zbrojach i innych ogromnych konstrukcjach z pianki mają zdecydowanie najgorzej i dlatego tak często decydują się pozostać w środku hal podczas konwentów. Chcielibyśmy powiedzieć, że mamy jakiś sekret, ale niestety...
H.: Jedyni cosplayerzy, którzy na pewno mają swoje sekretne sztuczki, to ci od furry suitów [kostiumów zwierząt na całe ciało, wykonanych ze sztucznego futra - przyp. red.]. I my musimy te sztuczki poznać...
W jaki sposób wybieracie postać, której cosplay zrobicie?
H.: To musi być postać, którą lubimy albo podoba nam się medium, z którego jest, albo ma wyjątkowy dla nas design, z którym chcemy się zmierzyć. Musi powstać choć drobna więź między nami a tą postacią, bo spędzimy z nią najbliższe pół roku. I pod koniec pracy poziom tej sympatii zawsze będzie niższy niż na początku...
A.: Jeśli decydujemy się na udział w konkursie, zastanawiamy się jeszcze, jaka sylwetka da nam najlepsze pole do interpretacji i do poszerzenia kompetencji. Im większy poziom skomplikowania stroju, tym lepsza punktacja od jurorów. Są kostiumy, gdzie nie ma żadnego pola do popisu, a są takie, gdzie jest ich masa. I wtedy, nawet jeśli dwóch cosplayerów stworzy kostium tej samej postaci, mogą się one od siebie bardzo mocno różnić w zakresie interpretacji i wykonania.
H.: Rok temu, gdy tylko obejrzeliśmy pierwszy trailer do nadchodzącej gry "Dragon Age: The Veilguard", od razu wiedzieliśmy, że to będą nasze stroje. Nie dość, że się nam spodobały, to jeszcze miały taki poziom zakręcenia i trudności (zwłaszcza w przypadku sylwetki Ayo - spójrz na te wężowe elementy!), że natychmiast zaczęliśmy je "rozkminiać". Poza tym Ayo jest fanką serii "Dragon Age".
Zdarzało się Wam porzucić jakiś projekt?
A.: Jeszcze żadnego kostiumu nie porzuciliśmy, nawet jeśli praca nad nim wymagała nauki bardzo wielu nowych rzeczy. Uczenie się to dla nas frajda, a do swoich strojów na finał ECG dowaliliśmy tyle nowości, że cud, że się z tym wszystkim wyrobiliśmy na czas. Jesteśmy jeszcze na takim etapie, że lubimy eksperymentować, a porażki nas motywują.
Słyszałam, że twórcy cosplayów muszą się czasami uczyć naprawdę niestandardowych rzeczy - metalurgii, ceramiki, lepienia z gliny... Czego Wy się ostatnio nauczyliście?
A.: Rzeczywiście, jurorzy konkursowi oceniają liczbę technik zastosowanych przy wykonaniu kostiumów i stopień ich zaawansowania. Ja akurat do projektu na ECG musiałam bardzo szybko nauczyć się... szydełkowania.
H.: Nie zapominaj o nauce perukarstwa, bo sama od podstaw robiłaś nasze peruki i tkałaś moją brodę!
A.: Rzeczywiście. Ty z kolei od zera rozkminiałeś galwanizację. Elementy naszych kostiumów musiały błyszczeć z drobną tylko rolą elektroniki.
H.: Musiałem też nauczyć się modelowania 3D, o którym nie miałem wcześniej zielonego pojęcia.
Jak ważne jest zrobienie odpowiedniego show podczas konkursu?
H.: To zależy od konkursów. W rywalizacji typu ECG punktacja jest rozłożona 50/50. To taki standard europejski, gdzie pierwsza połowa punktów jest przyznawana za zgodność sylwetki z referencją, sposoby i techniki jej wykonania i jakość kostiumu, a druga połowa za występ.
A.: Na takim występie dostajemy limit czasowy i najwyżej punktowane jest wtedy oczywiście dostarczenie publiczności rozrywki. Z rozmów ze starszymi cosplayerami wiemy, że kiedyś tego show było dużo mniej, a najważniejszy był sam kostium, jednak w miarę jak rósł poziom kostiumów, zaczął też wzrastać poziom występów.
H.: Bo istnieją jednak pewne granice w konstruowaniu kostiumów i zdarza się, że oba konkurencyjne cosplaye są maksymalnie dopieszczone i zyskują taką samą punktację. Wtedy o wszystkim musi przesądzić występ...
A.:...który jest małą formą teatralną. Można zaprezentować kilka ruchów do muzyki, ale obecnie to raczej nie wystarcza. Warto mieć przygotowany scenariusz scenki do odegrania, scenografię, audio, a od niedawna także wideo, które od kilku lat stało się standardem na międzynarodowych i krajowych konkursach i jest wyświetlane na ekranie w tle.
Wszystko to przygotowujecie sami?
A.: Tak, choć ja, dzięki temu, że od kilku dobrych lat nagrywam covery na YouTube, mam całkiem niezłe doświadczenie w całej tej inżynierii wideo-audio. Mamy też z Helperem całkiem niezłe doświadczenie sceniczne, które wynika z tego, że na co dzień pracujemy jako nauczyciele - musimy zabawiać ludzi i nie stresować się nimi zanadto, nie przeraża nas wychodzenie przed tłum nieznajomych.
Reprezentowaliście również Polskę na konkursie GICOF w Korei Południowej.
A.: I to był konkurs inny niż wszystkie, na których do tej pory byliśmy i o których słyszeliśmy. Przede wszystkim dlatego, że nie ma miejsca w ramach typowego konwentu, a podczas festiwalu komiksu zorganizowanego w muzeum, który przypomina bardziej imprezę kulturalną niż zlot fanów fantastyki/mangi i anime/komiksu.
H.: Na tym konkursie nie ma oceny stroju z bliska, co jest bardzo nietypowe. Nie są to kryteria oceny preferowane przez nas, bo wiemy, jak wiele niedoskonałości da się ukryć z dwóch metrów, a co dopiero z miejsca, gdzie faktycznie siedzi publiczność. Z drugiej strony było to naprawdę świetne doświadczenie, bardzo charakterystyczne dla Azji i jej szaleństwa na punkcie robienia show.
Na co przygotowujecie się obecnie?
A.: Helper wygrał eliminacje solowe na kolejny konkurs we Francji, tym razem w Tuluzie - Europa Cosplay Cup na Toulouse Game Show - więc wybieramy się tam w listopadzie. Chcemy też wziąć udział w eliminacjach do japońskich mistrzostw WCS, czyli naprawdę prestiżowego konkursu, w którym konkuruje ze sobą około 40 reprezentacji.
H.: Byliśmy już zdecydowani, w jakich sylwetkach wystąpimy na tych eliminacjach, po czym obejrzeliśmy tegoroczne finały i... teraz musimy to przemyśleć. To z boku może wyglądać zabawnie - oglądamy dane mistrzostwa z nosami w ekranach i notatkami pod ręką i na sportowy sposób rozważamy, jak zagrać w tę konkretną grę, by ją wygrać. (śmiech)
Rozmawiała Izabela Zagdan
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026