Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Jak odsunięty od wykonywania zawodu nauczyciel "Marynki" wykreował jedną z najsilniejszych poznańskich marek? 180 lat temu Hipolit Cegielski otworzył w Bazarze sklep żelazny.

Stara fotografia portetowa mężczyzny z wąsem, w płaszczu i koszuli z muchą. - grafika artykułu
Hipolit Cegielski ok. roku 1863, fot. Jan Nepomucen Seyfried, domena publiczna

"Jak każdy człowiek na miarę dziejową, pozostawił Cegielski dzieła, których czas nie zdewaluował". W ten oto sposób prof. Zdzisław Grot starał się przed laty objaśnić swoim czytelnikom fenomen Hipolita Cegielskiego, człowieka, który w długim XIX wieku odegrał w Wielkopolsce rolę wybitną niemal na wszystkich odcinkach życia publicznego: począwszy od oświaty, nauki i kultury, przez kwestie społeczno-polityczne, na sprawach gospodarczych skończywszy. Był wszak Cegielski nie tylko godnym następcą Karola Marcinkowskiego i Karola Libelta w roli autorytetu bezpaństwowego społeczeństwa, ale jednocześnie kreatorem zupełnie nowej rzeczywistości. Zakładając swoją fabrykę, nie tylko kładł podwaliny pod osobisty biznes, ale w praktyce wcielał w życie idee pracy organicznej. W taki bowiem sposób należy spoglądać na jego upór i pracowitość, które pozwoliły na odniesienie sukcesu na gruncie zarezerwowanym dotąd dla pruskiej własności, sukcesu, który dobrze przysłużył się sprawie narodowej. Tym bardziej należy w tym miejscu podkreślić, że droga, która zaprowadziła skromnego nauczyciela na karty podręczników, była cokolwiek skomplikowana.

Przyszły przemysłowiec przyszedł na świat 6 stycznia 1813 roku jako Gaspar Józef Hipolit w miejscowości Ławki nieopodal Trzemeszna w rodzinie Michała Cegielskiego i Józefy Palkowskiej. Bliższych wiadomości o jego dzieciństwie nie mamy, choć wiemy, że ojciec młodego Hipolita gospodarował niezbyt umiejętnie i wyszedł z Ławek "zupełnie zubożały". Z drugiej strony biografowie Cegielskiego podkreślają ważną rolę matki Józefy, która będąc osobą wykształconą, starała się rozwijać w zdolnym dziecku "dobre skłonności i poczucia". Przed nagłą śmiercią zdążyła go jeszcze w 1827 roku wyprawić do szkoły w Trzemesznie, w której Hipolit spędził kolejne cztery lata. Uczył się i żył w znacznym ubóstwie, co jak sam po latach podkreślał, nauczyło go "myśleć o sobie, pracować i pilnować obowiązku". Opuszczając w 1830 roku mury trzemeszeńskiego zakładu, siedemnastoletni młodzian był zdany wyłącznie na siebie: nie miał już matki ani domu rodzinnego w Ławkach, który utracił ojciec. Utrzymując się m.in. z korepetycji, swoje kroki skierował do Gimnazjum św. Marii Magdaleny, które ukończył maturą złożoną w roku 1835. Jako jeden z najlepszych absolwentów rozpoczął niebawem starania o rządowe stypendium, które pozwoliło mu na wyjazd do Berlina i rozpoczęcie studiów na wydziale filozoficznym miejscowego uniwersytetu. To tutaj zakwitła przyjaźń Hipolita Cegielskiego z Marcelim Mottym, którego siostra - Walentyna stanie się wybranką jego serca. Berliński okres w życiu Cegielskiego dobiegł końca w 1840 roku, jego zwieńczeniem był zaś stopień doktora i prawo do nauczania, co otwierało przed nim drzwi do kariery nauczyciela gimnazjalnego.

Wróciwszy do Poznania, przez kolejnych sześć lat Hipolit Cegielski z sukcesami oddawał się pracy profesora w swym macierzystym Gimnazjum św. Marii Magdaleny. Z ocen wystawianych mu przez gimnazjalnych przełożonych wiemy, że jako nauczyciel był "bardzo obowiązkowy i punktualny w służbie, w użyciu dyscypliny dość zręczny, stąd przez uczniów szanowany". Obok obowiązków dydaktycznych pochłaniała go jednocześnie praca naukowa, która szybko zaczęła przynosić kolejne rozprawy ogłaszane drukiem. Zawodowa oraz osobista stabilizacja w życiu młodego doktora, znaczona m.in. ożenkiem z Walentyną Motty w 1841 roku oraz narodzinami pierwszego dziecka (Karolina, 1842 r.), nie trwała jednak długo. Wkroczyła w nią bowiem polityka, która w lutym 1846 roku przyniosła rozbicie przez pruską policję polskiej konspiracji w Poznańskiem, co oznaczało areszt m.in. dla Ludwika Mierosławskiego, Karola Libelta oraz dziesiątek innych. Represje nie ominęły także "Marynki", jej rozpolitykowanych uczniów oraz nauczycieli. Władze pruskie wydały nawet nakaz, aby wychowawcy skontrolowali uczniowskie stancje w poszukiwaniu broni i zakazanej literatury. Na odmowę zdobył się tylko Cegielski, który motywował, że "jako nauczyciel i Polak nie może niestety posłuchać tego rozkazu, zarówno ze względu na uczniów, jak i społeczeństwo polskie". Oznaczało to w konsekwencji utratę pracy, otwierając tym samym kolejny rozdział w życiu naszego bohatera.

Marceli Motty, przyjaciel, a jednocześnie szwagier Cegielskiego, zapisał: "Widząc urzędowe zawody zamknięte, czysto literackie zaś niedające u nas nieszczęściem żadnej rękojmi pewnego utrzymania, zaniechał, choć z głębokim żalem, naukowe zatrudnienia i przerzucił się na pole praktyczne, kupieckie, zupełnie obce, o którym nigdy przedtem nawet we śnie nie marzył". Decyzja zapadła latem 1846 roku. To właśnie wtedy Cegielski uznał, że zajmie się handlem żelazem. Po naukę pojechał wówczas do Berlina, gdzie w firmie Jacob Ravené Söhne z bliska przyglądał się zupełnie nowej dla siebie branży. Wielki berliński dom handlowy musiał wywrzeć na nim na tyle silne wrażenie, że postanowił działać niemal z marszu. Wróciwszy do Poznania, już 30 września 1846 roku wynajął lokal w Bazarze, owym Domu Narodowym wzniesionym m.in. w celu wspierania polskiego kupiectwa, w którym w październiku tegoż roku rozpoczął działalność sklep oferujący swej klienteli narzędzia rolnicze. Początki interesu z całą pewnością nie należały do najłatwiejszych. Wiemy dziś o tym za sprawą zapisków bacznej obserwatorki poczynań Cegielskiego, którą była jego... teściowa Apolonia Motty. W kwietniu 1847 r pisała ona: "Cegielskim po świętach nietęgo idzie, w smutnym humorze". W maju było niewiele lepiej: "Są tacy goli, iż nie wiedzą, jak to dalej z niemi będzie. Są takiemi dziurawemi workami, zawsze u nich sucho". I choć latem w związku z nasileniem prac polowych sytuacja nieco się poprawiła, przez co "trzeba panu Bogu dziękować i prosić go, żeby jeno tak zawsze było", to już w styczniu 1848 roku zmartwiona seniorka oceniała, że zięć "kapitałami przewraca, szachruje, ciekawam, jak się z tego wywinie".

Ostatecznie Cegielski się wywinął, kolejne lata przyniosły jego składowi tak potrzebną w interesach stabilizację wspierającą się na rosnącej liczbie klientów i zamówień. To z kolei pchnęło odważnego przedsiębiorcę ku kolejnej decyzji. Tym razem postawił na otwarcie w 1849 lub 1850 roku warsztatu naprawczego przy ul. Butelskiej (ob. Woźna) będącego zalążkiem przyszłej fabryki. Na Butelskiej Cegielski, prócz "serwisowych" napraw, zaczął wyrabiać nowe pługi, radła i wozy, zatrudniając kilkunastu rzemieślników.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak w latach 1855-1859. Idąc niejako za ciosem, w 1855 roku były nauczyciel otworzył przy ul. Koziej fabrykę maszyn i narzędzi rolniczych, którą cztery lata później w związku z rosnącą produkcją trzeba było przenieść na ul. Strzelecką, gdzie już niebawem ruszyć miała produkcja lokomobili. Wydaje się, że opisywaną tutaj biznesową strategię najlepiej oddaje list Cegielskiego wysłany 7 lutego 1855 roku do przyjaciela Władysława Bentkowskiego, w którym pisał: "Ponieważ się interesujesz wiadomością udzieloną ci przez kochanego Pana Gustawa [Potworowskiego], więc prawda, żem kupił i rozszerzył fabrykę. Dziwisz się, żem się na to odważył pomimo konstelacji wojennych. Słusznie; ale wpędzony jestem na tę drogę żelazną koniecznością i rzeczy moich następstwem. Od czasu, jak powiedziałem A, musiałem już wiele liter alfabetu przebełkotać; na środku drogi nie lubię stawać, nie lubię się też dać wyprzedzać, bo podobno kto stoi, ten się cofa! - a należę do tych, co to jak sobie coś w głowę wbiją, to spać nie mogą, chorują, aż skutek ujrzą, choćby go żałowali".

Lata 60. XIX wieku stanowiły ukoronowanie gospodarczych sukcesów Hipolita Cegielskiego, który, jak pisał Marceli Motty, mimo pogarszającego się zdrowia "siedział w fabryce po uszy". Wielki patriota, przemysłowiec, społecznik, filantrop i uczony zmarł przedwcześnie 30 listopada 1868 roku, pozostawiając swoim spadkobiercom dynamicznie rozwijający się zakład zatrudniający kilkuset pracowników. Pogrzeb Cegielskiego przyciągnął tysiące żałobników, przeistaczając się z czasem w demonstrację o charakterze narodowym. Odprowadzali oni na cmentarz parafialny św. Marcina "protektora wszystkich polskich poczynań narodowych" w Poznańskiem, którego fabrykę Prusacy nie bez powodu nazywali rozsadnikiem polskości (Pflanzschule).

Piotr Grzelczak

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026