Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Dźwigary prototypowe

Koncert Furii, rozpoczynający mini-trasę koncertową zespołu ze specjalnym "filmowym" programem, pozwolił licznie zgromadzonym w CK Zamek fanom zespołu doświadczyć innej koncertowej odsłony metalowców ze Śląska. Choć przyzwyczaili nas do różnych śmiałych eksperymentów, to przecież zespoły grające taką muzykę nieczęsto goszczą w szacownych instytucjach w rodzaju Zamku czy gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Projekt "Furia gra kino", zrealizowany początkowo dla uczczenia 25-lecia Filmoteki Śląskiej, okazał się rzeczywiście wydarzeniem oferującym wiele zarówno wizualnych, jak i muzycznych wrażeń.

Pomarańczowe wizualizacje na ekranie w ciemnej sali. - grafika artykułu
fot. Adam Domalewski

Zespół przez cały występ ukryty był za przesłaniającym scenę ekranem, na którym wyświetlano materiały pochodzące ze zbiorów wspomnianej Filmoteki. Ich tematykę nietrudno było przewidzieć - dokumentalne ujęcia robotników, industrialne przestrzenie, czasem fragmenty z życia codziennego mieszkańców Śląska. Jednak pozbawienie ich znanego z kronik filmowych natrętnego komentarza politycznego uczyniło te nagrania dużo bardziej poetyckimi i - paradoksalnie - bliskimi. Najważniejszy jednak był oczywiście sam rytm tych obrazów - uzyskiwany zarówno dzięki ruchom zarejestrowanym w poszczególnych ujęciach, jak i kreowany za pomocą montażu. W najlepszych fragmentach koncertu można było odnieść wrażenie, że to muzyka porusza potężnymi figurami przewijającymi się przed naszymi oczami. Choć - patrząc na rzecz zdroworozsądkowo - nie ma oczywiście takiej siły, która połączyłaby muzyków z wyświetlanymi za pomocą projektora obrazami, momentami trudno było oprzeć się działaniu tej iluzji.

Kompozycje Furii oparte są często na kontrastach między bardziej ambientowymi, wyciszonymi fragmentami, a następującymi po nich wybuchami dźwięków - jazgotliwych, pełnych siły i ekspresji. Ta naczelna zasada ich najlepszych black metalowych utworów korespondowała z narracją wizualną, w której filmowe archiwalia czasem ukazywane były w sposób niemal zupełnie niezakłócony, by w innych momentach rozmywać się pod wpływem scenicznego oświetlenia rzucanego z drugiej strony ekranu. Finalny efekt był rzeczywiście imponujący - przyrównałbym go do wieloplanowego filmowego kadrowania: z łatwością można było bowiem poczuć się jak podczas seansu kinowego, roztopić w płynących obrazach, a jednocześnie przy lekkiej zmianie ostrości widzenia obserwować kontury sylwetek muzyków występujących za prześwitującą kotarą. Chyba wielu słuchaczy uległo temu hipnotycznemu urokowi koncertu, gdyż - zwłaszcza na początku - publiczność praktycznie nie dawała o sobie znać. Po kolejnych utworach nie następowały brawa. Ba! Praktycznie nikt ze stojących przed sceną nie poruszał się w rym muzyki. Wszyscy wpatrywali się w wielki ekran z odpowiednio "poczerniałymi" śląskimi motywami i krajobrazami. To właśnie klimat co się zowie!

Istotnym łącznikiem między poszczególnymi utworami Furii była, puszczona z taśmy, opowieść na temat powstawania katowickiego Spodka. Długie, trwające czasem nawet dwie minuty wypowiedzi dotyczyły szczegółowych etapów konstrukcji tego niezwykłego obiektu, które "objaśniano" bardzo fachowym językiem. Wielokrotnie usłyszeć więc można było o dźwigarach prototypowych i wspornikach pierścienia kopuły, a całość ilustrowana była zdjęciami z czasów wznoszenia hali w latach 1964-1971. Efekt tego rodzaju przerywników był raczej wyobcowujący, zwłaszcza przy kolejnych powrotach do tematu budowy. Rozumiem jednak włączenie tej opowieści do występu zespołu - choć dramaturgia koncertu ulegała pewnemu rozbiciu, taki właśnie był zamiar. Furia grająca kino, choć przecież sięgająca po znane utwory (głównie z dwóch płyt: "Huta Luna" i "Księżyc milczy luty"), to coś innego niż przeciętny koncert - chodziło o wykreowanie nieoczywistego wydarzenia muzyczno-filmowego. I to się w pełni udało.

Na koniec dwa słowa na temat brzmienia. To chyba najbardziej kontrowersyjna część tego występu: zespół brzmiał dość brudno, zawiedzeni mogli być zwolennicy selektywnego podejścia do dźwięków. Problemem stanowiło zwłaszcza nagłośnienie wokalu - czasem był on słabo słyszalny w zalewie głośnych instrumentów, zwłaszcza perkusji. Niektóre utwory czy też ich fragmenty nie wybrzmiały przez to dostatecznie mocno. Na przykład kulminacja kompozycji "Ciało", gdy Nihil mocno modulowanym głosem intonuje "Duszy za dużo / Ciała za mało", przemknęła bez większego efektu, a to przecież jeden z najlepszych wersów nie tylko w polskim black metalu ostatnich lat. Tym niemniej dla wszystkich fanów trzewiowych dźwięków i klimatycznego black metalu było to wydarzenie obowiązkowe, nie do przegapienia. Furia w swojej kinowej odsłonie to nadal jeden z najciekawszych, najbardziej ambitnych i artystycznie niespokojnych zespołów produkujących ciężkie dźwięki.

Adam Domalewski

  • "Furia gra kino"
  • Sala Wielka, CK Zamek
  • 15.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Odwiedź także: