Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Aura tamtych dni

- Zależało mi na surowości niedoskonałego obrazu, oddającego niepokój czasów - mówi Adrian Wykrota*, którego wystawa poświęcona sytuacji pandemii i lockdownowi pt. Interferencje w Galerii Intymnej w Katowicach została otwarta w ubiegły piątek.

. - grafika artykułu
Fotografia z wystawy "Interferencje", fot. materiały organizatora

Jaka była geneza Interferencji? Czy planowali Państwo zrobić tę wystawę wyłącznie w internecie?

Propozycja zrobienia wystawy padła ze strony kuratorek w marcu. Byliśmy wtedy przekonani, że już w sierpniu uda się nam ją otworzyć fizycznie. Dlatego wszystkie przygotowane na nią zdjęcia zostały wydrukowane i przygotowane do zawieszenia. Niestety - musieliśmy ostatecznie podjąć decyzję o przeniesieniu wystawy do internetu.

Najprawdopodobniej uda się także udostępnić ekspozycję zwiedzającym, ale na takiej zasadzie, że będzie można ją oglądać w galerii, tyle że w pojedynkę, samotnie.

Skąd taka decyzja? Przecież od maja wiele instytucji kulturalnych i galerii w Polsce ponownie otworzyło swoje podwoje i zaczęło organizować również i nowe wydarzenia.

Trzeba pamiętać, że na Śląsku sytuacja pandemii wygląda zupełnie inaczej - jest o wiele więcej zachorowań. Najważniejsze było dla nas bezpieczeństwo odwiedzających.

Z wystawą Interferencje wiąże się też ta specyficzna sytuacja, że Galeria Intymna należy do Biblioteki Śląskiej. Obecnie działalność tej instytucji jest mocno ograniczona - można co prawda wypożyczać książki, ale odwiedzający mogą tylko w ograniczonym zakresie korzystać z czytelni i innych pomieszczeń.

Na wystawie możemy oglądać Poznań widziany z dystansu, z góry. Te monochromatyczne zdjęcia pokazują pustą architekturę bez człowieka. Skąd taki wybór?

Nie chciałem robić typowych zdjęć pokazujących puste miasto. Wiele takich już zrobiono i umieszczano w internecie w trakcie pandemii - opatrzyły mi się. Zdecydowałem się na perspektywę lotu ptaka. Zdjęcia robiłem przy użyciu drona. Z jednej strony ptasia perspektywa kojarzy nam się z wolnością, z drugiej jednak strony technologia związana z dronami jest stosowana także do monitorowania i kontroli. Te dwa aspekty w zestawieniu z pustką lockdownu wydały mi się odpowiednie do opisania tej chwili. Między 15 a 29 marca, czyli w okresie zalecanej kwarantanny - codziennie powstawała jedna fotografia.

Zebrał Pan grupę zdjęć osób w maseczkach. W tekście o wystawie można przeczytać, że inspiracją były fotografie reklamowe. Czy wykonywał Pan zdjęcia swoich znajomych w tej konwencji, czy korzystał z tych dostępnych w sieci?

Korzystałem ze zdjęć dostępnych na jednym z internetowych serwisów aukcyjnych. W czasie pandemii wszyscy szukaliśmy maseczek -  a w sieci pojawiło się bardzo dużo ogłoszeń. Sięgnąłem do takich materiałów, dokonując w nich remiksu - usuwając tło, pozostawiając tylko czarno-białe portrety osób w maskach. Przy zestawieniu tych zdjęć na pierwszy plan rzucają się oczy "modeli". Strach, niepokój i smutek. To dawało do myślenia.

Na wystawie można obejrzeć również trzy materiały wideo. Czy już w przeszłości robił Pan filmy?

Nie - przy przygotowywaniu Interferencji był to dla mnie eksperyment. Specjalizuję się w fotografii dokumentalnej i nigdy dotąd nie zajmowałem się filmem. Ale potraktowałem to specyficznie, trochę jak robienie fotografii, które się poruszają i układają w linearną opowieść.

W nietypowym, statycznym filmie To co najważniejsze złożonym z jednego ujęcia widzimy, jak kolejne zdjęcia wypluwa drukarka. Są na nich widoki mieszkania, piesek i kobieta. Czy to Pana prywatne fotografie, a kobieta na zdjęciach to Pana partnerka?

Tak - to moja narzeczona Anna Molter. Wspólnie działamy na polu fotografii tworząc PIX.HOUSE. Chciałem podzielić się osobistymi fotografiami i za ich pomocą pokazać prywatne życie w trakcie lockdownu - to jak ważne było dla każdego to, że ma obok bliskich w tym trudnym czasie. A ci domownicy to również i pies.

Jaki widok widzimy w Oknie?
To perspektywa z okna mojej pracowni na ulicę Dąbrowskiego, widzianą od tyłu. Bardzo ją zresztą lubię. W tym krajobrazie jest wiele starych, interesujących budynków, w tym bloków - zawsze mnie one pasjonowały. Chciałem zrealizować 24-godzinny zapis tego, co widać za oknem. Tego, jak zazwyczaj gwarne podwórko stoi w miejscu. Jak mało osób przemieszcza się, chyba, że odwrócimy wzrok w kierunku balkonu - luksusu czasów pandemii. Okno to także odwołanie do pierwszych wykonanych fotografii - widoków z okna i twórczości Józefa Robakowskiego.

Do współpracy przy filmach Okno i Zakrzywiona rzeczywistość wybrał Pan dwóch muzyków blisko związanych z Poznaniem o różnych osobowościach, należących też do różnych pokoleń. Cezary Ostrowski jest mocno identyfikowany z jazzem i awangardą, a młodszy od niego Jakub Żwirełło reprezentuje muzykę alternatywną, polski niezal. Skąd takie wybory?

Przez to, że znam muzykę Cezarego Ostrowskiego i to, czym się zajmuje - od razu o nim pomyślałem przy Oknie. Do widoku z okna mojej pracowni po prostu bardzo pasowały jego dźwięki. Gdy pokazałem Cezaremu zapis wideo, po dłuższej chwili namysłu zgodził się i powiedział, że przygotuje utwór specjalnie pod mój obraz.

Jakub - poza tym, że robi muzykę - zajmuje się też fotografią i wideo, w czym jest zresztą bardzo dobry. Przyszedł do Pix.house na warsztaty, realizował na nich swój temat i tak się poznaliśmy. Postanowiłem zapytać go o to, czy czuje taki klimat zamknięcia. Pokazałem mu kilka ujęć z samochodu i zapytałem, czy chciałby skomponować muzykę do takiego zapisu.

Co ciekawe, mimo że te dwa utwory muzyczne formalnie od siebie odległe, posiadają podobny klimat i działają na podobnych emocjach. Dwóch różnych muzyków, dwie różne osoby, a powstały dwa spójne ze sobą utwory, bardzo pasujące do aury tamtych dni.

W Zakrzywionej rzeczywistości oglądamy prawie wymarły, jakby postapokaliptyczny Poznań. Jak powstał ten film?

Kręciliśmy go razem z Anią, sunąc samochodem przez miasto. Zwykle w takich sytuacjach umieszcza się kamerę na przodzie pojazdu, by filmować ulicę. My ustawiliśmy ją przy bocznym oknie.

Dokonał Pan w filmie ciekawej postprodukcji: monochromatyczne zdjęcia zostały sztucznie postarzone. Czy oddaje to subiektywną, sztucznie wydłużoną odległość czasu dzielącą nas dziś od lockdownu, jakby należał on do dawno minionej przeszłości? Zwłaszcza, że teraz wiele osób korzysta z wakacji i wyjeżdża na wczasy.

Dobrze to Pan zinterpretował. Wydaje mi się, że ta sytuacja już się nie powtórzy. Nikt nie zdecyduje się na to, żeby ponownie wprowadzić tak rygorystyczny lockdown - choćby ze względu na gospodarkę. Poza tym, ludzie mają już trochę dość tej sytuacji i trudno jest im się do niej dostosować.

Zakrzywioną rzeczywistość nagrywaliśmy bardzo prostym sprzętem, który przez swoje ograniczenia technologiczne daje mocno szumiący obraz, pojawiają się też na nim różne artefakty, dziwne skazy. Ja tylko trochę to podkręciłem. Nie chciałem pięknego widoku zatrzymanego miasta. Zależało mi na surowości niedoskonałego obrazu, oddającego niepokój czasów.

Jak osobiście przeżył Pan sytuację pandemii i lockdownu? Czy to doświadczenie było typowe - takie, jak u większości ludzi?

Trudno mi się wypowiadać o tym w kontekście innych osób. Pewnie każdy przeżywa to na swój sposób. Był to czas dużego niepokoju o to, co będzie dalej i telefonów do bliskich. Nie pochodzę z Poznania, a moja rodzina mieszka daleko stąd. Stąd nie mogłem ich odwiedzić i zobaczyć, co u nich słychać.

Był to również pozytywny moment zatrzymania się i przemyślenia pewnych rzeczy. Czas poświęcony na eksperymenty, realizowanie swoich pasji i artystyczny rozwój, praca nad stylem wizualnym. Przewrotnie doceniam więc tamten okres, bo miałem więcej czasu dla siebie i mogłem pracować nad swoimi rzeczami i sprawami, które się zawsze odkłada, jak np. archiwizacja starych zdjęć.

Jak fundacja PIX.HOUSE radzi sobie w trakcie pandemii?

To dla nas bardzo trudny czas. Zaplanowaliśmy na okres pandemii wiele wystaw i wydarzeń. A nasze warunki lokalowe są specyficzne: posiadamy niewielką przestrzeń o dość słabej wentylacji. Stąd w trakcie pandemii skupiliśmy się na prowadzeniu warsztatów i organizacji wydarzeń online. Intensywnie pracujemy również nad kolejnymi publikacjami - o czym na bieżąco informujemy na naszym profilu na FB.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Adrian Wykrota - fotograf, dokumentalista, pomysłodawca i współzałożyciel galerii PIX.HOUSE. Członek ZPAF i kolektywu UNPOSED. Ukończył z wyróżnieniem Instytut Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w czeskiej Opawie oraz kulturoznawstwo - medioznawstwo i filologię angielską. Student studiów doktorskich ITF SU. Stypendysta Ministerstwa Kultury, Marszałka Województwa Wielkopolskiego i miasta Poznań. Uczestnik warsztatów agencji Magnum Photos w Birmingham i Belfaście. W 2014 roku wybrany jednym z 30 najlepszych na świecie fotografów przed 30 przez Magnum Photos. Zwycięzca i finalista konkursów: IPA, Grand Press Photo, BzWBK Press Photo, Lumix Festival, Leica Street Photo, Fotoreporter Roku. Prezentował swoje prace na  wystawach w Polsce i na świecie. Mieszka w Poznaniu.

  • Adrian Wykrota, Interferencje
  • kuratorki: Anastazja Hadyna, Ewa Kokot, Ewa Muc
  • Dom Oświatowy Biblioteki Śląskiej, Galeria Intymna, Katowice
  • czynna: 14.08 - 30.09

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020