Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Kompozycje na czas przetrwania

Obchody rocznic, szczególnie tych wojennych, mają w sobie coś dla mnie odpychającego. Te pompatyczne przemowy, pokazy sił, te koncerty, w których nierzadko miesza się to, co piękne, z tym, co kiczowate. Jakby na siłę chcąc pogodzić skrajnie odmienne gusta. A można rocznice obchodzić inaczej, z większą wrażliwością kształtować program wydarzeń. Potwierdzeniem tego był koncert zorganizowany przez Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego.

.
fot. Jadwiga Subczyńska

Czy muzyka czasów I wojny światowej powie nam więcej o tym okresie niż wykład? I tak, i nie. Z pewnością dużo łatwiej przy pomocy muzyki zbudować nastrój. A gdy pozna się także niezwykle różne i ciekawe biografie kompozytorów, którym przyszło żyć, tworzyć, a nawet walczyć w latach 1914-1918, wówczas dzieje się rzecz niezwykła. Dociera do nas, że z okien tych twórców, widok był skrajnie odmienny, lecz czy chcieli czy nie - muzyka tworzona przez nich w tym czasie była muzyką Wielkiej Wojny.

A jakże różna była to twórczość! Zupełnie wymykająca się wyobrażeniom współczesnych o tym, jak powinna brzmieć kompozycja tworzona w czasie rozlewu krwi. Bo czy nie zadziwiające jest to, że myśli Szymanowskiego odbiegały wówczas hen daleko, do krajów orientalnych? Czy nie ma w sobie posmaku dziwności fakt, że w czasie wojennych zawieruch powstawały tak chętnie dziś wykorzystywane w ckliwych filmowych papkach lub jako muzyka tła delikatne, eteryczne melodie francuskich kompozytorów? Bez znajomości życia tych twórców będą to po prostu utwory, których jednych poruszą, innych zanudzą. Poznanie kontekstu sprawia, że inaczej słyszeć będziemy czuły smutek Nagrobku Couperina, inaczej zabrzmi w nas wzburzenie pieśni Debussy'ego.

Pierwszym utworem poniedziałkowego wieczoru w Teatrze Polskim był The Lark Ascending R.V. Williamsa. Dzieło niezwykle popularne, przyjemne w odsłuchu i w pierwszym wrażeniu, raczej niewymagające dla słuchaczy. Wykonawcami kompozycji była Orkiestra Antraktowa pod dyrekcją Adama Domurata oraz skrzypaczka Airi Suzuki. Solistka utwór ten zagrała zupełnie bezpretensjonalnie. Sielską melodię wykonała z prostotą, nie dając ponieść się emocjonalnej przesadzie, które łatwo mogłaby wywołać kompozycja. Naturalne frazy odkrywały w jej interpretacji coś więcej niż tylko prostą estetyczną przyjemność. W prowadzonej melodii słychać było nuty jakiejś nostalgii, ledwie przeczutej tęsknoty, rodzącego się dopiero niepokoju, który towarzyszyć mógł Williamsowi w 1914 roku. Suzuki wykonała ten prosty utwór bez patosu i kiczowatej ilustracyjności. Jej subtelna gra nastrojami odkryła przede mną to po stokroć wysłuchane dzieło z innej, znacznie bardziej intrygującej strony.

Po utworze angielskiego kompozytora nastąpiła część wokalna. Pieśni francuskich kompozytorów: Gabriela Fauré, Clauda Debussy'ego oraz Maurice'a Ravela wykonała zjawiskowa Cecile Achille. Przy fortepianie towarzyszył jej zaś Hinrich Alpers. Duet ten poruszy mnie tego dnia najmocniej -  muzycy współgrali ze sobą tak doskonale, że trudno byłoby mi uwierzyć w ich osobno rozwijające się kariery. Szczególnie zabrzmiały pieśni Ravela i Debussy'ego. Przyjemna, pełna, głęboka barwa głosu francuskiej sopranistki idealnie korespondowała z brzmieniem fortepianu Alpersa. Raz to kreowali oszczędne, surowe brzmienia, to znów budowali szerokie kulminacje, gwałtowną burzę emocji wprawdzie kontrolowanych, lecz wykonanych z taką pasją, jak gdyby muzycy mieli moc przenoszenia w czasie i dostępu do tych uczuć, które towarzyszyły francuskim kompozytorom, gdy obserwowali dzieci pozbawione domów, tracili przyjaciół i sami narażali swoje życia. Przed przerwą usłyszeliśmy jeszcze Nagrobek Couperina Ravela. W wykonaniu Alpersa dzieło to zabrzmiało wszystkimi odcieniami nostalgii i smutku. Pianista doskonale kreował brzmieniowe płaszczyzny, zmieniając proporcje dynamiki i temp. W szybkich przebiegach zawsze zachowywał idealną czytelność. Jeszcze nie słyszałam w żadnym wykonaniu tego utworu tyle zmian barw, tyle świetlistych motywów, tak wycyzelowanych ażurowych fraz. Ravel w tym neoklasycznym dziele zamknął wojenny smutek i żałobę w ścisłej formie. Emocje to tak trudne i traumatyczne, że bez tej ramy, mogłyby znaleźć ujście chyba tylko w krzyku.

Po przerwie ponownie największe wrażenie zrobił na mnie duet Achille-Alpers. Wzruszające melodie pieśni hebrajskich Ravela, a nade wszystko nowe dla mnie pieśni Rudiego Stephana doskonale wypełniły program koncertu. Utwory przedwcześnie zmarłego niemieckiego kompozytora intrygowały emocjami z ducha ekspresjonizmu, możliwie dalekimi od brzmień muzyki francuskiej owych czasów.

Na koniec zabrzmiała jeszcze Suita Św. Pawła Gustava Holsta w wykonaniu Orkiestry Antraktowej. I bez tego zakończenia wieczór  wzbudziłby we mnie wyłącznie zachwyt. Zespół ten może w XIX wieku miałby rację bytu, jednak w dobie profesjonalizacji zespołów orkiestrowych, brzmi po prostu tak sobie - zwłaszcza w towarzystwie wspaniałych solistów.  Niemniej, koncert ten był wyjątkowo udanym projektem, który prezentując twórczość kompozytorów zaangażowanych w obie strony światowego konfliktu, pokazał coś znacznie ważniejszego - różne oblicza emocji, różne sposoby radzenia sobie z czasem, różne strategie kompozytorskie, by jakoś przetrwać, przeczekać, zwyciężyć czasy Wielkiej Wojny.

Aleksandra Kujawiak

  • Koncert "Muzyka czasu Wielkiej Wojny"
  • Teatr Polski
  • 18.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019