Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

KINO DOMOWE. Wiedźmowe uroki

Wedle przypowieści pewien człowiek uratował żmiję od śmierci, następnie zaopiekował się nią i pomógł wrócić do zdrowia, a ta w akcie niewdzięczności zadała mu śmiertelne ukąszenie. Na pytanie konającego, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała: sam jesteś sobie winien, wiedziałeś, że jestem żmiją. Po seansie Czarownicy miłości można dojść do wniosku, że z wiedźmami jest jak z mitycznymi żmijami - niezależnie od twoich intencji lepiej żebyś nie miał z nimi nic do czynienia.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Po wielkim miłosnym zawodzie Elaine dołączyła do czarnoksięskiego kultu, przeszła odpowiednie szkolenia i rytuały i została czarownicą. W nowym miejscu postanawia odnaleźć miłość swojego życia. Owszem, z pomocą odrobiny magii i kilku fiolek z halucynogennymi miksturami, ale nie spierajmy się o definicję. Faktem jest, że jej wybrankowie po spędzonej z nią upojnej nocy całkiem się rozklejają, jakby kobieta wyssała z nich cały testosteron. A bez tego, cóż, brakuje męskiego pierwiastka i nie czuć już w relacji płciowej polaryzacji - ideał miłości świeżo upieczonej czarownicy zaczyna się więc oddalać. Nadzieją jest nieziemsko męski i przystojny sierżant policji Griff Meadow, choć sytuacja komplikuje się, bo prowadzi on śledztwo w sprawie morderstwa, a Elaine jest w nim jedyną podejrzaną. Kobieta ma jednak w zanadrzu jeszcze kilka nieoczekiwanych wiedźmowych czarów.

Świat ukazany w Czarownicy miłości jest nam technologicznie bliski (bohaterowie używają telefonów komórkowych), ale estetycznie zatrzymał się gdzieś na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, w epoce dzieci kwiatów, wyrastających jak grzyby po deszczu pogańskich sekt i zakładanych naprędce quasi-utopijnych komun. Pełno tu charakterystycznych pastelowych barw: przede wszystkim różu, żółci, błękitu, ale także wyraźnie wybijającej się pod względem nasycenia czerwieni, która tyleż kojarzy się z cielesnymi igraszkami, co przywodzi na myśl - jak najbardziej słusznie - filmy giallo, z twórczością Daria Argenta na czele. Gatunkowo jest to bowiem przypudrowana różem czarna komedia z zacięciem feministycznym, garściami czerpiąca z włoskich horrorów i kina klasy B.

Fantastyczne są te wszystkie stylizacje, nagromadzenie pentagramów, alchemicznych substancji, starych ksiąg czarownych, szatańskich malowideł przeplatających się przez cały film z erotycznymi gadżetami. Twórczyni, Anna Biller, okazała się tu prawdziwą kobietą renesansu - nie tylko bowiem zasiadła na reżyserskim stołku, ale również film wyprodukowała, napisała do niego scenariusz, zmontowała, zadbała o kostiumy, scenografię i muzykę - jednym słowem dopieściła każdy detal. I jeśli w czymś powinęła jej się noga, to w tym, że nie udało jej się podczas snucia opowieści uniknąć kilku dłużyzn - film momentami traci tempo, a jest to dość ciężki grzech dla kina gatunkowego. Na szczęście każdorazowo potrafi wrócić na odpowiednie tory, koniec końców dając satysfakcjonujący seans.

Jeśli chodzi o wątki feministyczne, mamy do czynienia z prawdziwą mieszanką popkulturowych wyobrażeń na temat wojny płci czy męskiego strachu przed kobiecą drapieżnością, stereotypowych mężczyzn pragnących wyłącznie cielesnych uciech i tuzinkowych kobiet śniących o idealnej miłości. Jak na kino rozrywkowe przystało, wszystko to traktowane jest instrumentalnie, choć wyjątkowo spodobały mi się dwie rzeczy. Pierwsza to zauważenie, że mentalnie niektórzy wciąż tkwią w epoce palenia kobiet na stosie, a powstrzymują ich tak naprawdę tylko współczesne prawo, moralność i konwenanse. Druga rzecz, która fabularnie wyjątkowo się Annie Biller udała, to inwersja odgrywanych ról - bohaterkę kiedyś bezwzględnie wykorzystywali mężczyźni, by zaspokoić swoje seksualne żądze, teraz to ona wykorzystuje ich, by doraźnie zaspokoić swoje emocjonalne potrzeby. Nie ma się jednak co czarować, Elaine nie ma dawać żadnej lekcji, jak Cassie z Obiecującej. Młodej. Kobiety, lecz czystą filmową rozkosz. Jeśli przyjmiesz ją lekkomyślnie i w całej rozciągłości, pamiętaj, że po wszystkim sam będziesz sobie winien - wiedziałeś, że masz do czynienia z wiedźmą.

Adam Horowski

  • Czarownica miłości
  • reż. Anna Biller

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021