Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. Książka, o której nie da się zapomnieć

Aż trudno uwierzyć, że Pamięci pamięci Marii Stiepanowej miało być książką zbudowaną z rodzinnych wspomnień. Otrzymujemy bowiem przenikliwe do szpiku kości studium poświęcone ludzkiej pamięci.

.
rys. Marta Buczkowska

Zaczęło się więc od rodzinnych wspomnień, od listów, które pisały babcie, prababcie, wujowie, ciocie, kuzyni... Autorka może i miała zamiar drążyć rodzinne historie, tym ciekawsze, że dziejące się w XX wieku wśród rosyjskiej inteligencji żydowskiego pochodzenia. Wszystko tutaj, prędzej czy później, pęka, rozstępuje się w szwach, naznaczone jest aż do bólu piętnem globalnych wydarzeń - jedną i drugą wojną światową, jedną i drugą rewolucją w Rosji. Już cały ten świat żydowskiej inteligencji w Rosji, a potem w Związku Sowieckim zdaje się być oddzielną, fenomenalną planetą.

A jednak dla Marii Stiepanowej próba rekonstrukcji rodzinnej historii staje się niejako trampoliną do zgłębiania mechanizmów pamięci. Są tu przedmioty - jak okładkowa maleńka laleczka Charlotte z całą swoją globalną historią, tym czy bardziej jest potrzebna, by nie poobijały się nowe meble, czy do kąpieli, by cieszyć oczy i dłonie, ilekroć wypływa na powierzchnię wody wypełniającej wannę. Czy może być dziś dla kogoś talizmanem? Są słowa i listy, te niemal oczywiste dla nas ślady pamięci lub jej wywoływacze. Ale nuty? O, tak! Stiepanowa pięknie pisze o czarnych mrówkach pokrywających pięciolinię i przechowywanych w przepastnych domowych szufladach. Uwierzcie, te umowne znaki potrafią uruchomić mechanizmy pamięci nie gorzej niż litery składające się w najpiękniejsze nawet zdania.

A skoro już o pięknych zdaniach mowa, to Pamięci pamięci jest książką znakomicie napisaną i wyśmienicie przetłumaczoną. Oto próbka: "Pamięć o tym, co utracone: melancholijna, niepocieszona, prowadząca rachunek ubytków i strat, która wie, że niczego nie da się przywrócić.

Pamięć o tym, co otrzymane: syta, poobiednia, zadowolona z tego, co dostała.

Pamięć o tym, co się nie wydarzyło - hodująca fantomy w miejscu zobaczonego (...)".

Stiepanowa tak operuje językiem, że lektura ponad 600 stron studium pamięci to niemal bezustanna pieszczota dla szarych komórek czytelnika. Autorka chwyta nas za gardło swoimi esejami - m.in. o Charlotcie Salomon, Osipie Mandelsztamie, Marinie Cwietajewej - i trzyma, zmusza do głębszego oddechu, do refleksji. Nie sposób czytać Pamięci pamięci pobieżnie, szybko, bo koniecznie trzeba się w niej zanurzyć. Trzeba dać sobie czas i przestrzeń na bycie z pamięcią.

Siłą rzeczy Maria Stiepanowa otwiera też przed czytelnikiem całe - ukryte niczym w sezamie - bogactwo języka rosyjskiego, jego niedopowiedzenia, jego wieloznaczności. Dziś rynek wydawniczy zalewa nas literaturą anglojęzyczną, zdecydowanie mniej jest pozycji literackich czy eseistycznych z obszaru iberoamerykańskiego, z Azji czy Afryki. To dla nas często nieznane rejony. Wszystko, co rosyjskie z kolei, nierzadko traktowane jest w Polsce po macoszemu, z nieufnością, którą narzucił nam PRL (choć, paradoksalnie, wówczas więcej chyba czytało się znakomitej rosyjskiej literatury). Tym większa jest wartość Pamięci pamięci, tego niesłychanego w swoich rozmiarach i wadze eseju. Na której stronie byśmy tej książki nie otworzyli, czytać się będzie wspaniale.

Wreszcie zmusza nas dzieło Stiepanowej do zadania sobie pytania, co nam, żyjącym, wolno robić z pamięcią. Czy nieraz nie sięgamy zbyt łatwo po wspomnienia bądź listy nieżyjących już członków rodziny? Jak postępować z tym dziedzictwem, skoro nie możemy już zapytać o zgodę nieżyjących autorów? Czy i na ile wolno nam tańczyć z nie naszą wszak pamięcią?

Momentem przebudzenia dla autorki jest rozmowa z ojcem. Bo tak, rodzinna historia, jest obecna w tym wszechstronnym studium o pamięci. Pojawia się w "nierozdziałach", raz po raz, niczym nieprzeciętnej urody refren.

Aleksandra Przybylska

  • Maria Stiepanowa, Pamięci pamięci
  • tłum. Agnieszka Sowińska
  • Wydawnictwo Prószyński i S-ka

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020