Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Grażyna od brudnej wody

- Nasza firma daje możliwości, decyzja należy do ciebie. Ja tylko sprzedaję. Sorry, kochana. To ty kupujesz produkt - mówi w spektaklu Gaz! Grażyna Bieńkowska, cyniczna reprezentantka międzynarodowej korporacji zajmującej się wydobywaniem gazu łupkowego. Komiczno-dramatyczna produkcja Teatru Fredry w Gnieźnie to obraz lokalnej apokalipsy, która spada na normalnych ludzi jako zbyt sroga kara za ich skromne marzenia o "poprawie standardu życia". A wszystko to opowiedziane dialogami rodem z telenoweli, podanymi przez aktorów wynoszących trywialność sztuki na poziom starogreckiej tragedii.

, - grafika artykułu
fot. Dawid Stube

Akcja rozgrywa się w małej miejscowości wśród czterech mieszkających po sąsiedzku rodzin. Poznajemy ich w sytuacji, gdy Grażyna z amerykańskiej korporacji Redemption Resources Unlimited (wyborna w kreacji psychopatycznej reprezentantki świata korpo Zuzanna Czerniejewska) składa im kuszącą ofertę wydobywania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. Najlepsze miejsce znajduje się na styku czterech działek. - Pod naszymi stopami, pod waszymi domami leży skarb, garnek ze złotem na końcu tęczy. Złoże gazu wielkości dziesięciu miliardów metrów sześciennych - przekonuje ich Grażyna, uspokajając przy tym, że "wszystko odbywa się czysto i bezpiecznie", a ich metoda wydobywania "jest najbardziej ekologiczną technologią pozyskiwania gazu, jaka istnieje". Daje im trzydzieści dni na podjęcie decyzji. Jeśli się zgodzą - czeka ich comiesięczne wynagrodzenie otrzymywane przez dziesięć lat.

W pierwszej, dłuższej części spektaklu poznajemy relacje panujące między członkami rodzin, ich problemy finansowe i psychiczne, drobne aspiracje i codzienne konflikty. Adam Gołębiewski (uroczo drobnomieszczański i konformistyczny Paweł Dobek) po śmierci brata przeciąga pobyt w domu, czym doprowadza do frustracji swoją dziewczynę Werę, marzącą o światowym życiu (przepysznie szarżująca Anna Stela). Gawlikowie to z kolei typowa rodzina rozbita. Były mąż Zbyszko (zręcznie bawiący się schematami Roland Nowak) jest alkoholikiem marzącym niegdyś o założeniu wydawnictwa. Nienawidząca go była żona Beata (uderzająca w tragiczne tony Iwona Sapa) uczy w szkole. Ci zaabsorbowani własnymi problemami "humaniści", nie wychowali syna "Dzikiego", który wyrósł na zbuntowanego anarchistę (energiczny, bojowy Michał Karczewski). Trójce rodzeństwa Czerninów już dawno zmarli rodzice. Samotna i zmęczona Agata (subtelnie oddająca zmienność emocji Joanna Żurawska) opiekuje się Michałem (doskonały Marcin Bikowski) i kłóci z Łukaszem - bratem-gejem, co wyjechał z domu do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia (unikający pozy zmanierowanego geja Marcin Bartnikowski). Strzeleccy to z kolei wdowiec Bogdan (świetny Wojciech Kalinowski) i jego córka Olga (niesamowita Martyna Rozwadowska), zirytowana na ojca tym, iż chce zastawić dom, aby ekshumować szczątki żony z podtopionego cmentarza i postawić jej nowy grób.

Prawda, że to moje krótkie streszczenie brzmi trochę jak charakterystyka postaci rodem z telenoweli? I takie też dialogi padają w Gazie! - zgoła niewyrafinowane, wręcz doskonale nijakie, a przy tym werystycznie oddające trywialność rozmów, które wszyscy prowadzimy na co dzień między sobą. Obecne w sztuce rodzinne dramaty również wydają się powszechnie obecne w życiu małomiejskiej Polski, czy w ogóle w każdym biednym, prowincjonalnym miasteczku na Ziemi. Jednak Justyna Bilik i Daniel Sołtysiński tylko pozornie napisali wyjątkowo marny i kiczowaty tekst na temat marginalny (któż w końcu robi dzieło artystyczne na temat wydobywania gazu łupkowego?!). Tak naprawdę stworzyli doskonały materiał do wystawienia przez reżysera Marcina Wierzchowskiego i interpretacji przez grupę aktorów, którzy świetnie wyczuli skryty w nim potencjał.

"W rzece pływają ślepe ryby, które ogryzają kości z podmytego cmentarza"

Japoński autor powieści i dramatów Yukio Mishima zauważył, że we współczesnym świecie tylko postaci najbardziej przeciętne mogą osiągnąć prawdziwy heroizm rodem z czasów starożytnej Grecji - a muszą przy tym być zupełnie nieświadome dramatu, w który niepostrzeżenie przekształciło się ich życie. Bohater introspekcyjny i samoświadomy nigdy nie wejdzie tak wysoko na ścieżkę tragedii, bo jest więźniem swoich myśli i dystansu do świata. Sytuacja zakreślona przez Mishimę ma miejsce w Gazie! Aktorzy ubrani i przez większość czasu mówiący tak jak my stają się nagle ofiarami swoich marzeń o ucieczce z biedy i marności swojej egzystencji. Z tej grupy wyróżnia się  Martyna Rozwadowska, bo jej Olga pełni w sztuce rolę najważniejszą. Mającej jak najlepsze intencje (chce zdobyć pieniądze na leczenie chorego na raka ojca) dziewczynie udaje się przekonać resztę rodzin do udzielenia zgody na wydobycie gazu, czym zupełnie nieświadomie popycha ich ku małej zagładzie. Stąd to właśnie tę postać autorzy dramatu umieścili w scenie otwierającej przedstawienie, odstającej stylem od reszty sztuki i nawiązującej do starogreckiego prologu, w którym autor wygłaszał zapowiedź tragedii. Tak właśnie czyni Olga, opowiadając nam koszmarny sen o przeszłości:

- W moim śnie wszystko było dokładnie tak samo jak w dzieciństwie. Poza tym, że przyszła apokalipsa. Śniło mi się, że ziemia zaczęła krwawić i rozpadać się. Najpierw z kranu zamiast wody zaczęła płynąć ropa. Nie ropa naftowa, tylko taka ropa jak z rany. Potem otworzył się wielki lej. Tutaj, niedaleko naszego domu. Cały krajobraz pękł na pół i wszyscy zaczęliśmy zsuwać się w przepaść. Z nieba lały się strugi deszczu, ostry grad, węże i żaby, a my traciliśmy naszą ziemię metr po metrze i wszystko leciało w dół, w dół, w dół. Zawaliły się wszystkie budynki gospodarcze Gołębiewskich, zapadł się dom Gawlików, osunął się dom Czerninów. Wszystko wylądowało pod ziemią.

"Możesz mnie w końcu kiedyś dostrzec?"

Gaz! podzielony jest na dwie, nierównomierne części. Po prześledzeniu szeregu perypetii, kłótni między rodzinami (nazwijmy je "sporem o gaz"), widz wysłuchuje pieśni Grażyny, która zamyka pierwszy akt:

"Od Raciborza do Murmańska

przez wieki własność była pańska.

Posiadał człowiek mózg, dwie ręce,

wszy w płaszczu i inteligencję.

Skutkiem działania grup oporu nastąpił koniec monopolu.

Po to by własność była własna,

a wolny rynek był nam łaskaw".

W akcie drugim śpiew występuje w dwóch wariantach. Najbardziej szmirowate piosenki o charakterze festyniarskiej celebracji liberalizmu wolnego rynku i osiągnięcia złudnego szczęścia ma do wyśpiewania Grażyna i większość mieszkańców. Z kolei pieśni o cięższej atmosferze przypadają w udziale Oldze, akcentując jej osobne miejsce w przedstawieniu. Bohaterka opisuje w nich powikłaną relację z ojcem - ukryte źródło lokalnej apokalipsy:

"On znał melodię, ale nie znał nut.

Miał album, ale nie pamiętał słów.

Z nim najróżniejsze były kłótnie.

To sacrum, to profanum znów.

(...)

Czy gdybyś raz mi rację przyznał,

to zapłonęłaby ojczyzna?

I zamiast węszyć wszędzie podstęp

możesz mnie w końcu kiedyś dostrzec?"

"Tańcz, tańcz, tańcz. Bez tego nic nie ma"

Trzeci akt o postapokaliptycznej aurze odsłania przed bohaterami cenę, którą muszą zapłacić za realizację swojego marzenia o spokojnym dostatku. Scenarzyści umieścili w nim sceny zawierające powtórzenia i przekształcenia dialogów z pierwszego aktu, ujawniając ukryty w nich ciężar i zwiastuny koszmaru. Jest i miejsce na konfrontację Olgi z duchem ojca.

W Gazie! imponuje scenografia Kasi Minkowskiej. To ona wybrała "codzienne" kostiumy dla postaci i zbudowała wielką makietę miasteczka, którą oglądamy w detalach, gdy aktorzy podchodzą do konstrukcji i wędrują po tym pejzażu w miniaturze za pomocą kamery, przesyłającej obraz do rzutnika i na tło sceny. Ten zabieg jest niby dość prosty, a jednak błyskotliwy - nieznane miasteczko ze sztuki staje się uniwersalnym obrazem tragedii naszych kapitalistycznych, wolnorynkowych czasów. Dosłownie wręcz zaprezentowanym nam mikrokosmosem tej biedniejszej i bardziej nijakiej części Polski.

W drugim akcie z góry zjeżdża metalowy szkielet, w który aktorzy wkładają krzesełka - ten szkolny charakter Gazu! sprawia, że publiczność dość szybko może nabrać do wydarzeń dystansu. Potem gotowa instalacja wznosi się nad scenę, a zamontowane na niej migające czerwone światła przekształcają ją w symbol toksycznej konstrukcji Redemption Oil & Gas - fatum literalnie wiszącego nad głowami bohaterów. Podczas pieśni i ekstatycznych tańców z góry spada na postaci konfetti, które okazuje się czarnymi płatkami - trochę jak z wizji opadu radioaktywnego kończącego świat. Ten skażony opad w trzecim akcie staje się podłożem pogrążonego w dymie i brudzie miasteczka po katastrofie biologicznej. Zagubieni bohaterowie wędrują po nim w żółtych skafandrach - nie licząc tragicznej, wieszczej Olgi i Michała, odgrywającego w przedstawieniu rolę "wiejskiego głupka". Michał w zasadzie od początku dekonstruuje inne postaci. Z kolei Oldze przypada w udziale uświadomienie sobie, że jej działania doprowadzą miasteczko do upadku. Oczywiście tę wiedzę uzyska dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

Mierząc wysoko

Gaz! przypomniał mi o ekscentrycznym projekcie Aim High in Creation Australijki Anny Broinowski. Dokumentalistka wyjechała do Korei Północnej, by tamtejsi twórcy filmowi nauczyli ją zasad realizacji doskonałego filmu propagandowego. Artystka chciała zrealizować taki format na temat tragicznych skutków... wydobywania gazu łupkowego w swoim rodzimym kraju. A jednak  Broinowski zabrakło szczerości i serca w tym zamierzeniu - jej propagandowa produkcja sprawiała wrażenia karłowatej, kalekiej, jakby zbyt ironicznej i niezdarnej.

Gaz! jest o wiele dojrzalszym dziełem audiowizualnym, którego twórcom zręcznie udało się uniknąć naiwności i prostolinijności sztuki zaangażowanej. Przyjętą konwencję traktują bardzo poważnie, praktycznie wykorzystując ją do wzbudzenia w nas silnych emocji. Ich spektakl można uznać zarówno za oskarżenie neoliberalizmu, jak i wypowiedź proekologiczną. Spektakl pozostaje przy tym utworem wieloznacznym, co pozwala na tropienie ukrytych w nim odniesień, nie posiadających zgoła żadnego charakteru perswazyjnego.

Marek S. Bochniarz

  • Gaz!
  • Teatr Fredry w Gnieźnie
  • reż. Marcin Wierzchowski
  • scen. Justyna Bilik, Daniel Sołtysiński
  • premiera: 13.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021