Flet prosty i saksofon? Zestaw co najmniej zaskakujący i - nie da się ukryć - rzadki, o ile w ogóle w naturze występujący. Nie bez powodu - mimo że oba pochodzą z rodziny instrumentów dętych drewnianych - to barwy, które można z nich wydobyć, są od siebie bardzo odległe. Dlatego też próba ich połączenia, której podjęli się członkowie zespołu Alpha, stanowiła niemałe wyzwanie zarówno dla wykonawców, jak i słuchaczy.
Nie owijając w bawełnę - przepaść barwowa okazała się niemożliwa do pokonania. Szkoda, bo pomysł, który w innym rodzaju muzyki mógłby stanowić szczególny walor, w "Wariacjach Goldbergowskich" zwyczajnie się nie sprawdził. Kolejnym wymiarem owego niepowodzenia był brak spójności intonacyjnej, pogłębiający wrażenie bezzasadności takiego doboru instrumentów.
Opracowanie oryginalnie klawesynowej kompozycji na co najmniej trzy instrumenty wiąże się siłą rzeczy z nieustannym wyborem - którą partię komu należy powierzyć. Ta kwestia zapowiadała się dosyć ciekawie, gdyż w pierwszych kilku wariacjach muzycy dali popis niebanalnej interpretacji rytmicznej tekstu. Żałuję, że nie poszli dalej w tę stronę, odmówili sobie bowiem tego, co w ich wypadku sprawdzało się najlepiej.