Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Za progiem Pracowni Vzory przywitał mnie rozkwit. Żywe kolory rysunków zawieszonych na ścianie, kompozycje kwiatowe, złote elementy odbijające refleksy światła. Minimalistyczny język prac, objawiający się m.in. w ich formacie, wcale nie oznacza ciszy w odbiorze. Twórczość Magdy Bovskiej na wystawie "Nie znam twojego adresu" operuje na rejestrze detali i niuansów, które zaprezentowane i podkreślone w subtelny sposób, rezonują z odbiorcami wystawy.

Roześmiana Magda Bovska na wernisażu swojej wystawy. - grafika artykułu
fot. Jakub Krzyżanowski

Magda Bovska znana jest głównie jako wokalistka, autorka tekstów i muzyki. Jednak - jak dowiedziałam się podczas wernisażu - twórczość wizualna towarzyszyła jej od zawsze. Precyzja i umiejętność odpowiedniego rozłożenia akcentów to cechy, które nie tylko dotyczą jej utworów, ale też rysunków, grafik i instalacji. Dokładne zaplanowanie przestrzeni i dbałość o każdy detal zdominowały moje pierwsze wrażenie z "Nie znam twojego adresu". Żaden element wystawy nie przeważa nad kolejnym, relacja między nimi jest wyważona i klarowna.

Po wejściu na wystawę trafiamy najpierw na centralne kompozycje. Asamblaż (trójwymiarowa odmiana kolażu stworzona np. z surowców naturalnych czy fragmentów innych przedmiotów - przyp. red.) "moje życie mogłoby polegać na zbieraniu z tobą muszelek" to zestawienie muszli, kamyków, piór, kawałków kory, a nawet zasuszonego ciała ważki. Jedne z nich umieszczone zostały w pudełku po zapałkach czy metalowym etui, inne są ułożone obok siebie w równych odstępach. Sprawiają wrażenie, jakby ktoś przed chwilą przeglądał je i układał, przywołując wspomnienia. Wyeksponowane zostały na trzech jasnofioletowych kubikach. Na czwartym, znajdującym się po drugiej stronie od wejścia, znajduje się drugi, mniejszy kolaż, złożony z lusterka o okrągłym kształcie oraz postawionej na nim muszelki. Pomimo rozłożenia asamblaży na czterech osobnych platformach odniosłam wrażenie, że opowiadają wspólnie jedną, prywatną historię.

Idąc dalej, natrafiamy na serię rysunków - "tryptyk I" oraz "tryptyk II". W każdej z nich zawierają się po trzy rysunki w formacie A4 - w sumie sześć prac rozwieszonych w dwóch częściach obok siebie. Prezentują organiczne formy zamknięte w określonej kolorystyce - dominują  jasne róże, błękity i beże. Po kompozycjach rozsiane są dodatkowo czarne, czasem musztardowe akcenty. Wszystkie te rysunki przypominają mi rafę koralową, dziwaczne zwierzęta i podwodne rośliny, których nie potrafiłabym w żaden sposób sklasyfikować. Surrealistyczne kształty pobudzają wyobraźnię, więc zaczęłam interpretować je na swój sposób. Tym samym zostałam wystawiona na próbę oderwania się od konwencjonalnych skojarzeń ograniczonych figuratywną reprezentacją. Wspomnianym rysunkom sens nadaje dopiero bezpośredni kontakt z nimi i żywe, indywidualne odczytanie przez odbiorców.

Obok tryptyków rozpościera się kolejna rysunkowa seria - "rejestr wewnętrzny". Osiemnaście kartek A4, umieszczonych w równym rzędzie na ścianie, zawiera przedstawienia roślin, portrety, ciała oplecione zielonymi kłączami, dłoń. Historia zawarta w "rejestrze" zmienia się stopniowo z odcieni zielonych, poprzez niebieskie, aż po różowe, a na końcu pomarańczowe tony. Podczas przyglądania się tej pracy nie opuszczało mnie poczucie, że coś w tej kompozycji jest ukryte - intymna, podskórna historia albo zagadka, która czeka na rozwiązanie. W porównaniu do tryptyków elementów abstrakcyjnych w tej serii było mniej. Dzieliły miejsce po równo z cielesnymi, figuratywnymi przedstawieniami. Balans między nimi pozwalał odnaleźć się w już wykreowanym przez artystkę świecie, jednak jego obrzeża wciąż pozostają do samodzielnego odkrycia.

Na wystawie nie dało się przejść obojętnie obok "Powidoków". Ze wszystkich prac właśnie ta najbardziej przyciągała oko, głównie z powodu swojego formatu. Złożona z wyciętych portretów o pokaźnym rozmiarze, przedstawia zestawienie malarskich prac, z których każda utrzymana jest w różowo-brzoskwiniowej kolorystyce. Twarze z portretów mają podobną mimikę i ekspresję, jednak poszczególne wzory oraz przebijające pod nimi tony budują dodatkową, abstrakcyjną warstwę gotową do odczytania przez widzów. Powidok jako zjawisko optyczne polega na obrazie-wrażeniu, który pozostaje w polu widzenia nawet po odwróceniu wzroku lub zamknięciu oka, co świetnie prezentuje praca Bovskiej.

Najbardziej ze wszystkich zaciekawiła mnie instalacja zawieszona na wewnętrznej ścianie po prawej stronie, przypominająca swoiste małe tabernakulum, okraszone kwietną kompozycją. Zaraz pod nią znajdowało się krzesło i stół, a na nim dwa rodzaje pocztówek do wyboru. Magda Bovska zostawiła obok nich pisemną wiadomość, w której tłumaczy, że mamy je wypisać dla siebie samych, z wiadomością od serca. Te zaadresowane mają zostać wysłane po zakończeniu wystawy "Nie znam twojego adresu". Na kilka słów zasługują również kompozycje kwiatowe, które same w sobie stały się artystycznymi pracami. Skomponowane specjalnie na potrzeby wystawy dopełniały przestrzeń wystawienniczą i wpisywały się w kolory dominujące w pracach artystki. Rozpoznałam, że zbudowane zostały z bzu, tulipanów, ostróżek i niezapominajek. Florystyczne motywy pojawiały się na rysunkach artystki, a inne naturalistyczne elementy budowały jej asamblaże, więc żywe kwiaty w pewien sposób związały teraźniejszość z utrwaloną w pracach przeszłością.

Po doświadczeniu wystawy odczytuję jej tytuł jako swego rodzaju zamierzoną sprzeczność. "Nie znam twojego adresu" - to zdanie znaczy dla mnie, że jakaś relacja nie jest w stanie zaistnieć, nie ma podstawy, na której można byłoby ją zbudować, pogłębić. Komunikacja między dwiema osobami jest niemożliwa. A jednak liczba aktów komunikacji, jakie odbyłam z własną podświadomością, skojarzeniami i odczuciami podczas kontaktu z pracami Bovskiej, była znaczna. Już w samym tytule tej ekspozycji dostajemy sygnał, że pewna komunikacja zaistnieć nie może, lecz później, podczas obcowania ze sztuką, zdajemy sobie sprawę, iż jej wektor zwrócony miał być od samego początku na nas samych. Fizycznym aktem i dowodem na to jest możliwość wysłania pocztówki do samego/samej siebie. "Nie znam twojego adresu" oddala nas więc na początku, byśmy finalnie skupili się na procesie rozmowy introspektywnej.

Odnoszę również wrażenie, że charakterystyczna delikatność samej artystki naznaczyła przestrzeń wystawienniczą, wręcz zmaterializowała się w niej. "Nie znam twojego adresu" określiłabym jako wystawę kobiecą - rozumianą może nieco stereotypowo, jednak dbałość i troska, z jaką rozłożone zostały relacje widoczne między pracami, jest dla mnie odzwierciedleniem figury opiekunki. Sprawiło to, że czułam się do niej zaproszona. Tego wieczoru nie odnotowałam swego rodzaju chłodu i obcości, które bardzo często wyczuwam podczas wernisaży. Tym razem czułam, że pod tym adresem jest mi po prostu dobrze.

Michalina Janas

  • Wystawa Magdy Bovskiej "Nie znam twojego adresu"
  • Pracownia Vzory
  • czynna do 25.06

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026