Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Chłodne wnętrza kościołów to miejsca, w które miło trafić w kończący się, upalny dzień. To jednak nie temperatura wnętrz, a ich odżywająca dzięki muzyce historia sprawiła, że dwa wieczory i dwa koncerty z cyklu Brzmienie Dawnego Poznania przyniosły ulgę gorączce miasta.

. - grafika artykułu
Koncert Coriny Marti. Fot. Tomasz Nowak

Piątkowy występ odbył się w niewielkim kościele Najświętszej Krwi Pana Jezusa, dyskretnie wkomponowanym w siatkę ulic Starego Miasta, przechowującym pamięć o dawnych, tłocznych pielgrzymkach i cudach uzdrowień. Koncert Michała Gondki w tajemniczy sposób wtopił się w to wnętrze jak kolejna barokowa rzeźba, jeszcze jeden, konieczny obraz w bocznej nawie. Obejmował utwory noszące polskie ślady, a odnalezione, często przez samego artystę, w europejskich antologiach późnorenesansowej muzyki lutniowej. Gondko jest jednym z tych nielicznych, a świetnych muzyków, którzy dają nowe pojęcie o możliwościach wyrazowych swoich instrumentów. Lutnia w jego rękach zyskiwała zaskakujące barwy. W grze artysty było coś kojącego, coś, co sprawiało, że publiczność zamykała oczy, oczekując niewidzialnych wrażeń.

Skąd to ufne poddanie się sztuce? Skąd nagły spokój i takie skupione asystowanie wykonaniu? Może, w tym wyjątkowym miejscu i przy wyjątkowym artyście, czuło się wyraźniej wyrażaną w dawnych partyturach wiarę w sens - ujawniającą się przez logikę i konsekwencję muzycznych faktów, przez sposób wynikania fraz i konieczność ich zamknięcia - czysto i mocno, kadencją. Poprzez chłód i powściągliwość gry płynął spokój pewności.

Dit le Bourguygnon

Melomani, którzy zasmakowali w atmosferze odżywających brzmień, podczas kolejnego koncertu spotkali się w poewangelickim kościele pw. św. Anny na Łazarzu. Eklektyczne wnętrze świątyni, świadectwo jej bogatej historii, wymagało muzycznej różnorodności. Organizatorzy pomyśleli i o tym. Corina Marti, artystka dowcipnie zapowiedziana przez gospodarza miejsca jako niespodziewanie młoda jak na tak stare instrumenty, jest równie doskonałą wirtuozką fletów i clavisimbalum. Jej występ odbiegał od wszystkiego, czego można się spodziewać po recitalu - Marti, zmieniając "narzędzia gry", zawsze z zagadkowym uśmiechem, przypominała kapłankę przy świętym rytuale. I była, równie jak kapłanka, zatracona w swoich artystycznych obrzędach. Imponująco biegła, czuła dla dźwięków i pogrążona w grze jak w modlitwie, zabierała słuchaczy w rejony rzadko dostępne dla śmiertelników. Zaprezentowany przez Marti repertuar - późnośredniowieczna muzyka na dworze burgundzkim, wydawał się kanciasty, nieoszlifowany. Artystka nie dążyła jednak do usunięcia tej obcości brzmienia, nadania dawnym utworom rysu swojskości. Przeciwnie - zapośredniczony przez nią kontakt publiczności z odległą sztuką był pełen pytań, wzajemnych nietaktów, może nawet niezrozumienia. Czy Marti udało się zaznajomić poznaniaków z dworem burgundzkim? Chyba tak - bisowała aż pięciokrotnie.

Może muzyka dawna nie jest więc aż tak przeszła, by nie przychodzić i dziś? Jedno jest pewne - zdarzy się w przyszłości przynajmniej dwa razy. Miłośnicy Brzmień Dawnego Poznania czekają już na wrześniowe występy zespołu La Mouvance. I na kolejne uaktualnienia zapomnianych przepisów na sztukę.

Agata Szulc-Woźniak

  • Festiwal Brzmienie Dawnego Poznania
  • 7.08, g. 20.30, koncert Michała Gondki, kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa
  • 8.08, g. 20.30, koncert Coriny Marti, kościół pw. św. Anny na Łazarzu