Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

MILLENNIUM DOCS. Cierpienie w pięknym krajobrazie

W Pieśniach opresji Dunka Marianne Hougen-Moraga i Chilijczyk Estephan Wagner poruszyli temat zbrodni dokonywanych w prowadzonej przez nazistów południowoamerykańskiej Colonii Dignidad. Miast typowego dokumentu reporterskiego zdecydowali się na nietypową formę, z pomocą której przełamali medialność makabrycznej historii, by niepostrzeżenie dotrzeć do widza i nim wstrząsnąć.

, - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Wybrany przez reżyserów Pieśni opresji temat jest doprawdy niezwykle medialny, bo szokujący i doskonale nadający się na emocjonujący reportaż w bardzo złym guście, zaspokajający potrzebę publiczności na straszne historie ze świata. O częstych wizytach dziennikarzy wspominają zresztą bohaterowie dokumentu. I narzekają na zachowanie reportażystów odwiedzających ich kolonię z kamerami i gotowymi tezami. Stawianie pytań jest w zasadzie tylko formalnością, bo wszystko jest wiadome. Bardzo łatwo byłoby zatem dokumentalistom ulec charakterowi tego chwytliwego tematu i opowiedzieć o Colonia Dignidad, przemianowanej na Villa Baviera ("bawarska wioska") w sposób dość typowy. Przyjmując z góry prostą, jednoznaczną perspektywę. Dbając po drodze o ładne obrazy.

A pięknych widoków w tym raju na ziemi, którym pozornie zdawała się być Colonia Dignidad, doprawdy nie brakuje! Hougen-Moraga i Wagner dokonali więc zabiegu burzącego pocztówkowość scenerii tamtych koszmarów. Z tego powodu na początku seansu możemy popaść w złudzenie, że oglądamy źle zmontowany i niezbyt estetyczny, wręcz amatorski dokument. Cóż za niestaranne zdjęcia! Gdzie się podziały modne ostatnio dokumentalne filtry? Co z wysmakowaną i drogą korektą obrazu? - zastanawiamy się z irytacją. Niejeden belfer uczący rzemiosła filmowego w oparciu o próbki takich obrazów uznałby dokument za szkolne ćwiczenie, nad którym jeszcze trzeba popracować, by co nieco wydobyć i uszlachetnić. Mam wrażenie, że właśnie z tego powodu inaczej podchodzimy do świadków i ofiar wydarzeń. Oglądając Pieśni opresji jako przedziwny film domowy, można poczuć dziwnie bliską (niebezpiecznie bliską) więź z jego bohaterami i bohaterkami. W czasie seansu odbywamy niejako podróż na zwyczajną, choć jakoś tam urokliwą zapewne prowincję. Na wieś, która mogłaby równie dobrze leżeć w Polsce. A zwróceni w kierunku kamery seniorzy mówią tak, jakby zwracali się bezpośrednio do nas, stając się naszymi dalekimi ciotkami i wujkami, czy dawno niewidzianą rodziną sąsiada z działki. Tym razem nie zbieramy razem pomidorów i nie śmiejemy się przy piwie. Zdecydowali, że opowiedzą nam historię z zupełnie innej beczki.

Bodaj jedyną modną rzeczą w Pieśniach opresji jest witalijo-manski (Vitaly Vsevolodovich Mansky - rosyjski reżyser filmów dokumentalnych - przyp. red.) chwyt polegający na ujawnianiu kulis póz przyjmowanych przez bohaterów. Ci chcą po prostu dobrze wypaść - i martwią się, czy operator aby dojrzy tamto ładne czy owamto piękne w tle. Posiadają pewną świadomość telewizyjnego medium, więc gdy zauważają "fajne miejsce" dla kamery - zalecają filmowcom skorzystanie z nadarzającej się okazji. Niby to znamy i myślimy "wiadomo - rutynka", a jednak przy tak specyficznym temacie zabieg ten nabiera ciężaru i na nowo zaskakuje nas tym, ile mówi o mieszkańcach osady. Bo przypomina nam o skrywaniu przez wiele dekad zbrodniczej działalności prowadzonej w Colonia Dignindad pod płaszczykiem obrazu harmonijnej i zgodniej społeczności. Ludzi żyjących z ciężkiej, acz "poetyckiej", bo pionierskiej, pracy własnych rąk, bawiących turystów występami muzycznymi.

Śpiewane wówczas pieśni do dziś wspominane są z obrzydzeniem przez część ofiar zbrodni dokonywanych w kolonii. Dzieci wychowywane przez niemieckich opiekunów doświadczały przemocy fizycznej, seksualnej i psychicznej na co dzień. Również i one były wikłane i zmuszane do jej zadawania swoim rówieśnikom. Hougen-Moraga i Wagner te najstraszliwsze świadectwa zbierają, gdy są rzucane niejako mimochodem przez spacerujących czy pracujących seniorów. Zwyczajność sytuacji zderza się z trudnym do zrozumienia okrucieństwem. Ale czy na pewno aż tak niezrozumiałym?

W Pieśniach opresji mierzymy się z nierozliczoną przeszłością, zbrodniami sterowanymi przez nazistów w Ameryce Południowej, do której skwapliwie wyemigrowali, aby pozostawić za sobą skomplikowaną przeszłość II wojny światowej. A także trudną przeszłością samego Chile. Choć wprowadzono nową nazwę dla osady, a na jej terenie można zwiedzać ekspozycję, na którą poniekąd trafiły wybrane informacje o przeszłości, to udawanie fałszywej idylli przed przybyszami wcale się nie zakończyło. Możemy oglądać kolejne, radosne festyny. Na terenie Villa Baviera wciąż rządzi też zmowa milczenia - zwłaszcza w kontekście tortur prowadzonych tam za czasów chilijskiej dyktatury. Część bohaterów nadal trwa w pewnych złudzeniach co do przeszłości, kurczowo trzymając się fanatyzmu religijnego, wychowania w duchu konserwatywnym i wypowiadając formułki o pięknie życia w zgodnej społeczności. Potomkowie dawnych oprawców wciąż zresztą zarządzają kolonią. Ukarany więzieniem został jedynie niesławny przywódca.

Marianne Hougen-Moraga i Estephan Wagner w Pieśniach opresji nawiązują do twórczości austriackich filmowców, którzy szukają twórczych sposób do opowiadania o spadku po faszyzmie i nazizmie, mechanizmach działania grupy (w tym i wypierania przeszłości), czy sposobach sterowania społeczeństwem. Seans z ich filmem jest równie absorbujący, a zarazem i trudny do zniesienia, co w przypadku Jenseits des Krieges Ruth Beckermann czy W piwnicy Ulricha Seidla.

Marek S. Bochniarz

  • 18. Millennium Docs Against Gravity: Pieśni opresji, reż. Marianne Hougen-Moraga i Estephan Wagner
  • kino Muza
  • 7.12
  • ostatni seans: 12.09, g. 12, Kino Muza, sala 1

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021