Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Maluch welcome to Azja!

Dwadzieścia dwa tysiące siedemset siedem kilometrów. Dystans, który pokonał Arkady Paweł Fiedler, wnuk podróżnika i pisarza Arkadego Fiedlera podczas ostatniej podróży po Azji robi wrażenie. Podziw wzrasta, gdy dowiadujemy się, że pokonał całość trasy... "maluchem", czyli polskim fiatem 126p. Wyprawa obejmowała dwanaście krajów: wiodła m.in. przez Serbię, Turcję, Azerbejdżan, Tadżykistan i Mongolię. O podróży opowiadał podczas otwartego spotkania na Plaży Miejskiej Wilda.

. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Wyprawa do Azji to kolejna z serii, którą rozpoczęła słynna już podróż "Maluchem przez Afrykę", uwieńczona książką o tym samym tytule.

Jak to możliwe, że się udało? "Maluch" to samochód o mocy zaledwie dwudziestu czterech koni mechanicznych. Fiedlerowi udało się jednak przejechać zarówno monotonny Step Kazachski, jak i szczyty o wysokości 4655 m w Tadżykistanie. - Wszystko to kwestia odpowiedniej strategii jazdy: oszczędzałem samochód, nie przekraczałem prędkości 70 km na godzinę - tłumaczył podróżnik. Zdobywanie tak ekstremalnych wysokości wiązało się z przemyślaną i starannie wykonaną techniką jazdy. Próbą generalną był wjazd na górę Nemrut - szczyt położony na południu Turcji, jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych związanych z kulturą późnego okresu hellenistycznego. Wjazd na wysokość 2134 metrów n.p.m. trwał niemal cały dzień. - Wjeżdżałem na pierwszym, drugim biegu, a "maluch" niesamowicie się męczył - relacjonował podróżnik.

Trudności techniczne nie były jedynymi, z którymi musiał zmierzyć się podczas azjatyckiej wyprawy. Okazało się bowiem, że "maluch", poza przyciąganiem uwagi, stanowi także źródło nieporozumień na granicy. Problemy zaczęły się już na granicy tureckiej, gdzie celnik odmówił pozwolenia na wjazd z uwagi na... zbyt dużą ilość części zamiennych przewożonych w bagażniku. - Cała przestrzeń samochodu, na kanapach, w bagażniku, pod tylnym siedzeniem była zawalona częściami zamiennymi - celnik stwierdził, że wiozę części na handel; nie sposób było wytłumaczyć, że "maluch" to awaryjna maszyna, a części mogą mi się w każdej chwili przydać - opowiadał podczas niedzielnego spotkania. Zainteresowany niezwykłym i rzadkim samochodem celnik zdał sobie jednak sprawę, że modelu, którym porusza się Fiedler nigdy nie widział na tureckich drogach. - Pomyślałem wtedy: tu cię mam, chłopie! Skoro nie widziałeś "malucha" w Turcji, to komu mam te części sprzedać? - zapytałem. Po namyśle celnik pozwolił mi wjechać do kraju rzucając: "welcome to Turkey" - relacjonował podróżnik.

Zwrócił też uwagę na tempo podróży, które uniemożliwiało zgłębienie i eksplorację odwiedzanych przez niego terenów. Przemierzając świat ze stałą prędkością 70 km na godzinę jest to bowiem niemożliwe. - Podczas podróży staram się zapamiętać miejsca, do których chciałbym wrócić później - na dłużej. Jednym z takich miejsc był Stambuł: miasto niezwykle zróżnicowane, zamieszkałe przez bardzo sympatycznych ludzi. Tam też, nad cieśniną Bosfor mój "maluch" wjechał po raz pierwszy do Azji - opowiadał podróżnik.

Aleksandra Skowrońska

  • "Maluchem przez Azję" - spotkanie z Arkadym Pawłem Fiedlerem
  • Plaża Miejska Wilda
  • 30.07