Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Malina Prześluga: Lubię puszczać oko do dorosłego

O wyciąganiu bohaterów ze śmieci, o puszczaniu oka do dorosłych i o swojej sztuce posmoleńskiej opowiada Malina Prześluga, autorka bajek i dramatów dla dzieci.

Malina Prześluga. Fot. archiwum prywatne
Malina Prześluga. Fot. archiwum prywatne

Skąd pomysł na pisanie sztuk dla dzieci?

Przez pracę dorywczą w Centrum Sztuki Dziecka. Czytałam tam testy, które były nadsyłane do nich przez lata, żeby je streszczać do katalogu internetowego (www.nowesztuki.pl). Było ich mnóstwo. Ale w pewnym momencie stwierdziłam, że czegoś mi w nich brakuje, że sama bym to napisała inaczej. I po przeczytaniu naprawdę wielu cudzych tekstów napisałam swój własny. Ale ta zupełnie pierwsza sztuka, którą wysłałam na konkurs, powstała jeszcze w liceum. Byłam wtedy zachwycona teatrem absurdu. Zaczytywałam się w Ionesco, Genecie, Beckecie i próbowałam ich podrobić... Sztuka nic nie wygrała, ale dostałam za to zaproszenie na coroczne warsztaty, na których nasłuchałam się wielu rzeczy i poznałam fajnych ludzi. I potem, rok później napisałam już świadomie pierwszą sztukę przeznaczoną na konkurs.

Już wtedy dla dzieci?

Tak i nawet wtedy go wygrałam. Ale teraz nie lubię już tego tekstu.

Jaki to tekst?

"Jak jest".

Dlaczego go nie lubisz?

Bo był pierwszy? I teraz zrobiłabym to inaczej. Naiwny był i chyba za mocno bronił jednej tezy, a nie o to mi wtedy chodziło.

A masz swój ulubiony?

Tak, to moja najnowsza sztuka dla dzieci "Dziób w dziób". Ale to nie tak, że najbardziej lubię te nowe, bo nie mam do nich dystansu. Często jest po prostu tak, że kiedy sięgam po tekst po jakimś czasie, chciałabym coś w nim zmienić. A ten napisałam rok temu i dalej mi się podoba. To chyba moja pierwsza sztuka, która nie sięga po abstrakcyjnych bohaterów - są tylko gołębie, wróbel i kot, a wszystko ma miejsce na zwyczajnej ulicy. Tym samym udowodniłam sama sobie, że nie zamknęłam się definitywnie w szufladzie dziwnych postaci i wymyślonych przestrzeni. "Dziób w dziób" to poniekąd dwie sztuki w jednej. Bo jego druga warstwa jest od początku do końca świadomie pomyślana jako rzecz dla dorosłych, dotykająca aktualnych nastrojów społecznych. Pani Justyna Jaworska z "Dialogu" nazwała ją "sztuka posmoleńską", z czym właściwie muszę się zgodzić. I cieszę się, że udało mi się opracować jej drugie dno, bo lubię puszczać oko do dorosłego. Bez tego właściwie, nie ma po co pisać. Bo jeśli dorosły się nudzi, to znaczy ja też się nudzę. A gdy się nudzę pisząc, nie wyjdzie z tego nic dobrego.

Więcej...