Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Mała intymność i wielkie perspektywy

Eksperymentalne, akustyczne brzmienia i przyjemny wokal - to asortyment, którym zespół Lilly Hates Roses podbił muzyczny rynek. Teraz podbija Europę nowymi pomysłami. Początek trasy koncertowej w czwartek w Blue Note.

. - grafika artykułu
Lilly Hates Roses. Fot. mat. prasowe

Pewnie u każdego początkującego twórcy piosenek udostępnianiu swoich pierwszych owoców pracy w internecie towarzyszy odległe, ale zawsze trochę żywe marzenie o platynowej płycie i koncertach z tłumami fanów. I podczas gdy cieszą się każdą kolejną odsłoną i kolekcjonują nowe "lajki", z tyłu głowy coraz bardziej dojrzewa nadzieja na karierę. Przebić się przez niezliczoną ilość dobrych zespołów w sieci jest ogromnie trudno, ale równocześnie - cóż może być lepszym medium w dzisiejszych dniach niż właśnie internet, który zapewnia - przy odrobinie własnej kreatywności - mnóstwo fantastycznych możliwości?

O tym, że pójdzie aż tak łatwo i w tak kosmicznym tempie, członkowie duetu Lilly Hates Roses prawdopodobnie nawet nie śnili. Jeszcze tego samego dnia, w którym opublikowali pierwszą wspólną piosenkę na Facebooku, dostali telefon z propozycją wydania płyty. Ledwie dwuipółminutowy singiel "Youth" błyskawicznie zyskał nie tylko zainteresowanie brytyjskiego pisma muzycznego NME i miejsce na liście przebojów w amerykańskim radiu KEXP, ale także uznanie polskich artystów, takich jak Mela Koteluk czy Piotr Rogucki. Dalej machina zaczęła napędzać się sama. Teraz mają już za sobą świetnie przyjęte występy na Open'erze oraz Slot Art Festival, główną nagrodę w konkursie Make More Music, pierwszy wdany album, zatytułowany "Something to happen" i mnóstwo dalszych propozycji. - Wszystko, co dzieje się wokół naszego zespołu od samego początku jest zupełnie magiczne - przyznaje Kasia Golomska, wokalistka Lilly Hates Roses.

Kasia pochodzi z Torunia. Kamil Durski przyjechał do niej w 2012 roku z Poznania ze swoją gitarą, żeby nagrać na dyktafon jeden krótki numer w kimacie folku i indie rocka. Najczęściej występują w duecie, dokładając do dźwięku gitary inne instrumenty - tyle, co zmieści im się w rękach podczas koncertu. Póki co nie w głowie im stałe powiększanie składu. - Wydaje mi się, że właśnie ten muzyczny eklektyzm, ta "mała intymność", jest siłą naszego zespołu - mówił jeszcze niedawno Kamil w jednym z wywiadów. - Na tym etapie, na którym jesteśmy, dajemy sobie radę w dwójkę i tak ma być - zapewniał.

Do udziału w najbliższych występach zaprosili jednak jeszcze kilku muzyków. To grupa przyjaciół, którzy wzbogacą aranżacje znanych z debiutanckiej płyty utworów, między innymi brzmieniem gitar elektrycznych. Koncert w Poznaniu jest drugim przystankiem na kolejnej europejskiej trasie koncertowej zespołu, zaplanowanej na listopad i grudzień, zatytułowanej "Sound of bells". Dalej pojadą przez Niemcy, Szwajcarię, Holandię i Belgię aż do Paryża, aby również z fanami z Zachodu podzielić się swoją muzyką na żywo. Trasa promuje pierwszy album zespołu, wydany w lipcu tego roku pod tytułem "Something to happen", ale repertuar koncertowy obejmuje także nowe kompozycje, które być może pojawią się w przyszłym roku na kolejnej płycie.

Magdalena Lubocka

  • Lilly Hates Roses
  • 13.11, g. 19.30
  • Blue Note, ul. Kościuszki 79
  • bilety: 25-30 zł
Odwiedź także: