Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. W Google'u jesteśmy nadzy

Sondaże, badania opinii publicznej, pytanie nas o cokolwiek wydają się zbędne w czasach, gdy sami zwierzamy się internetowym wyszukiwarkom. Dobrze się więc zastanówcie, co teraz wstukujecie w komputery podczas przymusowego home office w dobie koronawirusa...

.
rys. Marta Buczkowska

Człowiek jest istotą niesłychaną. Brzmi jak banał? To spójrzmy na to (proponuję, by każdy pomyślał o sobie): okłamujemy życiowych partnerów i partnerki, szefów i szefowe, dzieci, rodziców, przyjaciół i znajomych, współpracowników, oszukujemy w ankietach i sondażach. Nie zawsze jest to naganne, nieraz wszak rozmijamy się z prawdą, by innym sprawić przyjemność lub by lepiej wypaść w ich oczach. Idealne są do tego media społecznościowe. Umówmy się: nasze życie na Facebooku to nie jest nasze życie w rzeczywistości, lecz najczęściej opowieść dla innych, piękna bajka, zmartwień tyle co kot napłakał. Jesteśmy tu ładni, dobrzy i mili, rzadko mamy dość innych ludzi.

Jest jednak w wirtualnej rzeczywistości miejsce, w którym człowiek odkrywa się bardziej niż na spowiedzi. Wyszukiwarka! I teraz znów chwila przerwy, oddech, sami pomyślcie, jakie tajemnice powierzacie firmie Google. Amerykański analityk danych Seth Stephens-Davidowitz wziął pod lupę to, czego szukają ludzie na całym świecie w internecie. Przebadał to, co wydaje się najbardziej interesujące. Z jego książki Wszyscy kłamią... dowiemy się więc sporo o m.in. preferencjach seksualnych także w Indiach czy o poglądach politycznych Amerykanów.

Drugie z tych zagadnień jest o tyle fascynujące, że tylko (lub aż) w oparciu o to, co Amerykanie wklepują w wyszukiwarkę, Stephens-Davidowitz był w stanie namalować niesłychany obraz nienawiści rasowych w USA, zadający kłam temu, jakie to otwarte społeczeństwo wybrało Baracka Obamę na prezydenta. Autor Wszyscy kłamią... dzięki analizie big data przewidywał także zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich jeszcze w czasie, gdy poważni obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej przekonywali w opiniotwórczych gazetach, że po Obamie jest to totalnie niemożliwe.

Co nas jeszcze podnieca poza seksem i polityką? Wiadomo - kasa. I to też sprawdził Stephens-Davidowitz, stawiając pytanie, czy da się ​wykorzystać big data - te wielkie zbiory danych - np. do grania na giełdzie czy obstawiania koni w wyścigach. Jeśli wciąż Wam mało, z Wszyscy kłamią... dowiecie się też, jak to się dzieje, że Netflix podpowiada Wam inne filmy niż znajomym czy sąsiadom. O ile jeszcze w tej pandemii nie macie dość oglądania seriali...

Seth Stephens-Davidowitz napisał książkę, która stawia pod znakiem zapytania jakiekolwiek analizy, badania czy sondaże, przeprowadzane wciąż w wielu miejscach na świecie. Czy nie jest to wyrzucanie - nierzadko sporych - pieniędzy w błoto? Wszyscy kłamią... zdaje się odpowiadać, że tak, że w naukach społecznych czas pytania nas o opinię właśnie mija na rzecz wykorzystania big data. I tu pojawiają się pytania o etykę takiego postępowania, o to, jak bardzo można grzebać w tym, co wpisujemy w wyszukiwarki. To, że Stephens-Davidowitz odważnie stawia te pytania, czyni jego książkę tylko lepszą. Choć już jako przeprowadzenie nas przez świat big data, w którym słowa czy obrazy traktuje się jako wielkie zbiory danych, Wszyscy kłamią... są pozycją znakomitą.

Poza gigantyczną wartością poznawczą, jaką daje nam autor Wszyscy kłamią..., książka Stephensa-Davidowitza ma też tę zaletę, że jest znakomicie napisana (i zapewne przetłumaczona!). Pisząc prosto i ze swadą, nie unikając anegdot i nie stroniąc od popkulturowych porównań, autor zabiera nas w fascynującą podróż doświata, w którym będziemy żyć coraz bardziej. Czy tego chcemy, czy nie.

Aleksandra Przybylska

  • Seth Stephens-Davidowitz, Wszyscy kłamią. Big Data, nowe dane i wszystko, co internet może nam powiedzieć o tym, kim naprawdę jesteśmy
  • tłum. Maciej Świerkocki
  • Wydawnictwo Literackie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020