Historia Welshly Arms zaczęła się od znacznie swobodniejszego grania, zapoczątkowanego EP-ką "Welcome" (2013), a kontynuowanego dwa lata później na pierwszym, tytułowym albumie. Przy "Welshly Arms" (2015) skład tworzyli wspomniany już charyzmatyczny wokalista i gitarzysta Sam Getz, dziś nieobecny już w zespole klawiszowiec Brett Lindemann, basista Jimmy Weaver oraz perkusista Mike Gould. Getz dorastał w domu pełnym płyt, zaczynał od perkusji, a jako nastolatek występował z ojcem w bluesowych klubach Cleveland. Wspólnie z kolegami dzielili te same muzyczne wartości i punkty odniesienia - katalogi wytwórni Motown i Stax, płyty Otisa Reddinga, Howlin' Wolfa i Jimiego Hendriksa. Do tego wszystkiego dochodził jednak także ich specyficzny, lokalny kod - soulowe harmonie The O'Jays, gitarowy ciężar James Gang i garażowa oszczędność The Black Keys. Jednym słowem - nowe dziedzictwo Ohio.
Nazwa grupy pochodzi z jednego ze skeczy programu "Saturday Night Live", którego akcja rozgrywała się w fikcyjnym hotelu Welshly Arms. Getz i Gould cytowali go jeszcze jako nastolatkowie, a robocze określenie z czasem stało się oficjalną nazwą zespołu. W ich pierwszych nagraniach dominowała jeszcze atmosfera kilku młodych, zaprzyjaźnionych muzyków jammujących w pokoju - przesterowana gitara, fortepian, organy, harmonijka, sekcja i ten ciężki, nieśpieszny, jakby lekko spóźniony rytm. Przykłady? To choćby "Love in a Minor Key" ze swoim kołyszącym retro-soulem, barowy blues, jaki słyszymy w "We Move Easy", czy pełne mrocznej, niemal komiksowej dramaturgii "Night Prowler".
Istotna zmiana nastąpiła wraz z dołączeniem Bri i Jona Bryantów. Jak wspominał później Getz, czuł, że pierwotnemu kwartetowi brakowało elementu, który nadałby jego brzmieniu pełniejszy kształt - zwłaszcza podczas koncertów. Tymczasem oni wnieśli doświadczenie zdobyte w chórach gospel i po dołączeniu do Welshly Arms szybko wykroczyli poza tradycyjną rolę wokalistów wspierających. Produkcyjny rdzeń grupy tworzył z kolei Weaver - basista, ale też realizator i mikser nagrań, dzięki któremu przez długi czas zespół mógł rozwijać materiał samodzielnie, kontrolując jego drogę od pierwszego szkicu do ostatecznego brzmienia.
Przełomowe "Legendary" ukazało się dokładnie 11 lipca 2016 roku, a w kolejnym sezonie stało się kolosalnym hitem. Zalążek refrenu Getz nagrał telefonem, gdy melodia przyszła mu do głowy pod prysznicem. Zdaniem Jimmy'ego Weavera była to pierwsza prawdziwa piosenka grupy, w której muzycy tak świadomie połączyli własną narrację z radiową zwięzłością. I coś w tym jest, gdy weźmie się pod uwagę, jak dobrze przemyślana, a jednocześnie spontaniczna jest to kompozycja. Słychać to w każdym jej elemencie: blues odpowiada za barwę, gospel za dramaturgię, a pop za kontrolę czasu. "Legendary" stało się zresztą wzorcowym przykładem kawałka znakomicie nadającego się do synchronizacji z obrazem. Utwór wykorzystano między innymi w filmach "6 Underground" Michaela Baya i "Skok stulecia" Christiana Gudegasta, a także jako oprawę muzyczną gry "Asphalt 9: Legends" oraz oficjalny motyw największej wrestlingowej gali WWE.
Oficjalna biografia zespołu podaje ponad 250 milionów odtworzeń utworu, a wszystkie piosenki z albumu "No Place Is Home" (2018), na którym znalazło się "Legendary", zgromadziły łącznie ponad 350 milionów streamów! Tym samym w zaledwie kilkanaście miesięcy grupa przeniosła się z lokalnych klubów na największe sceny - Lollapaloozy, Reading i Leeds Festival, Rock am Ring, Hangout Music Fest oraz Shaky Knees. Co ciekawe, szczególnie silną pozycję Welshly Arms zdobyli nie w rodzimych Stanach, lecz w Europie. Amerykański soul rock, zbudowany z kodów Motown, bluesa i radiowego rocka, znalazł tu publiczność przyzwyczajoną do hymnów o mocno zarysowanym konturze i refrenach wprost stworzonych do wspólnego śpiewania.
"No Place Is Home" to zresztą zajmujący materiał. Album otwiera "All the Way Up", w którym gitara przywołująca muzykę ze spaghetti westernów spotyka się z soulowym groove'em i szeroko rozpisanymi partiami wokalnymi. "Indestructible" przesuwa środek ciężkości w stronę funku, a "Down to the River" prowadzi od chóralnego wstępu do mocnego blues-rockowego finału. Getz wskazywał przy tym na fascynację ekspresyjnymi głosami Joe'a Cockera i Screamin' Jaya Hawkinsa, ale jest to również materiał utkany z oceanicznego spokoju, wyrażonego w piosenkach "All for Us", "Locked" i "Unspoken". Drugi krążek ujawnił jednak zarazem ograniczenia metody Welshly Arms. Zespół potrafi rozbudować refren do rozmiarów głośnego, stadionowego potwora, lecz dla wielu słuchaczy seria podobnie skonstruowanych kulminacji osłabiła dramaturgię całego albumu.
Z tego impasu udało im się wyjść za sprawą "Wasted Words & Bad Decisions" (2023) - płyty pokazującej różnicę między nimi a sporą częścią współczesnego "sync rocka", reprezentowanego przez The Score, Zayde Wølf czy Valley of Wolves. To czternaście utworów powstałych w starym domu na obrzeżach Cleveland, który podczas pandemicznego lockdownu stał się studiem i miejscem wspólnej pracy. W teorii jest to album będący próbą połączenia surowej energii piwnicznych prób z doświadczeniem zdobytym podczas światowych tras. W praktyce - płyta ustalająca proporcje między żywym rockowym zespołem a nowoczesną i precyzyjnie kontrolowaną produkcją popową. "Wasted Words & Bad Decisions" to album głośny, zwarty i mocno skompresowany. Samplowane klaśnięcia, wielokrotnie dogrywane partie wokalne i syntezatorowe podkłady tylko zwiększają bezpośredniość piosenek, a wszystko podporządkowane jest temu, by od pierwszych sekund uderzały z możliwie największą siłą.
Od 2024 roku zespół publikuje muzykę przede wszystkim w formie pojedynczych singli. "Dreamers", "Perfectly Criminal", "Get It Started" i "Listen Up" otworzyły nowy etap, po nich ukazały się "Thorn in My Side", "Shelter", "Glorious" i "In Chills", a do tego zestawu przed chwilą dołączył także singiel "Unconditional". Kto wie, być może już niedługo okaże się on pierwszym zwiastunem czwartego albumu zespołu, który w poznańskiej Tamie w pewien sposób powróci do warunków, z których wyrosła jego muzyka. Ta klubowa przestrzeń może też pokazać, ile swobody, brudu i zwyczajnego zespołowego ryzyka wciąż mieści się w tych precyzyjnie zaprojektowanych piosenkach. Welshly Arms najciekawiej brzmią właśnie wtedy, kiedy stadion wciąż mieści się w klubie.
Sebastian Gabryel
- Welshly Arms
- 20.07, g. 18
- Tama
- bilety
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026