Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Powrót uśpionego agenta

- Jestem jak uśpiony agent, który nie działał przez dziewiętnaście lat - mówi Myśliwy*, który pod szyldem swojego małego wydawnictwa Uroruro.manufucktura organizuje wydarzenia artystyczne. Najbliższe - koncert francuskiego zespołu PoiL - już w najbliższą środę w Psie Andaluzyjskim.

.
Urororo, fot. colet blue

Jaki był twój pierwszy kontakt z muzyką?

Zacząłem słuchać muzyki i pisać wiersze, kiedy miałem kilkanaście lat. Potem zaraziłem się punk rockiem, spotkałem Jacka Felcyna i on mnie ulepił - podsunął mi parę książek i kaset. Od tego się wszystko zaczęło. W tym pierwszym okresie, na początku lat 80., grałem z kolegami w archaicznym, strasznie prymitywnym zespole punkowym PNC. Pozostały po nim nagrania i nadal robią na mnie wielkie wrażenie.

Później zacząłem myśleć, żeby robić coś własnego. Znalazłem miejsce w Eskulapie i zrobiłem tam parę performance'ów. Marek Tomczak zapytał mnie, czy w Eskulapie można robić próby. I tak poznałem jeden z najważniejszych zespołów w moim życiu - Hotel Dieu, industrialną grupę z Poznania początku lat 90. Trochę się z nimi kumplowałem.

Potem dostałem propozycję od Zwierzaka i Ślepego. Miałem półtoraroczny epizod, gdy zostałem performerem i wokalistą poznańskiego zespołu DUMP, który istniał w połowie lat 90. A potem zasnąłem... na dziewiętnaście lat.

Jak doszło do tego, że powróciłeś do działalności artystycznej?

Strasznie się wkurwiłem na pracę, którą wtedy wykonywałem. W tamtej firmie drukarskiej było tak strasznie, że ją rzuciłem. I jak ją rzuciłem, to miesiąc później miałem coś, co potem stało się kontuzyszyn, muzyką kontuzjowaną.

Czyli?

Kontuzyszyn odbyło się w LESIE w czerwcu 2016 roku, w moje urodziny. Sięgnąłem wtedy po telefon i zadzwoniłem do wielu osób by wpadli. Paru ludzi było zdumionych tym, że na coś, czego zupełnie nie znało, przyszło łącznie z osiemdziesiąt osób.

Pamiętam, że poznaliśmy się na koncercie Radka Włodarskiego w Galerii Tak.

Koncert Radka w 2017 roku to było "uro pierwsze", jeszcze bez nazwy. Odbyła się wtedy premiera książki Poli Banks, którą zrobiłem ręcznie w 43 egzemplarzach. Załatwiłem ze swoim dyrektorem, żeby odbijać kartę i zostawać po nocy, by wycinać ją na stole nożem tapicerskim.

Ile trwa przygotowanie jednej książki?

Zrobienie tych 43 egzemplarzy zajęło mi około 80-90 godzin. Determinacja była niesamowita, natomiast powtórzenie tego w mojej psychice jest już raczej niemożliwe.

Jeśli "uroruro" jest od urodzin, to "manufucktura" bierze się z takiego podejścia do pracy?

Może należałoby zmienić nazwę, zwłaszcza z tym "fuck"? Tak się już jednak utarło, przez nazwę wydawnictwa, bandcamp... Manufaktura, bo ja to wszystko samodzielnie wycinam i składam. Zajmuje to dużo czasu i sprawia mi coraz większą frajdę.

Dużo mam rzeczy z tak zwanego recyklingu. Kasety nagrywam sam - i każdej z nich słucham, żeby mieć pewność, że nie ma na niej żadnego pierdnięcia.

Opowiedz jak wyglądał wieczór poświęcony twojemu przyjacielowi.

W czerwcu 2017 roku odbył się Manufucktura uroruro drugi wieczór antystyczny. Wystąpiła Jo Quail, wiolonczelistka z Londynu, poznański zespół The Moondogs jako Emma Zunz Rafael Jęczmyk z Wrocławia. Monika Wińczyk i Magdalena Mellin zrobiły performance. A my z Radkiem zrobiliśmy pracę Myśliwy czyta wiersze Jacka Felcyna i innych przyjaciół.

Dlaczego wydajesz muzykę na kasetach? Czy wpisujesz się swoim działaniami w polską kasetomanię, modę na retro?

To nie jest kasetomania. W przypadku mnie czy Radka w ogóle nie ma powrotu do kaset, bo to jest mój nośnik od zawsze. One po prostu są - i kręcą się cały czas.

Dlaczego?

Ponieważ zacząłem słuchać muzyki, gdy kasety magnetofonowe były popularnym i głównym nośnikiem dźwięku. Na winyle nigdy mnie nie było stać. Kompakt pojawił się chwilę później, ale odtwarzacz ciągle mi się psuł. A kasety miałem zawsze i stale mi ich przybywało - kupowałem je w tych budkach, które były popularne w latach 90. Poza tym, kasety były też tańsze od kompaktów. I za którąś już awarią odtwarzacza CD znów do tego magnetofonu wróciłem.

Jaki masz do tych kaset stosunek?

Teraz to jest miłość. CD-R są niby prostsze w wydawaniu niż kasety, ale te drugie bardziej kocham. Cała wielka frajda jest ukryta w zrobieniu takiej kasety. Na wydanie poematu cykl/on/forAI-fen kupiłem nowe taśmy, ale sporo nagrań zrobiłem na kasetach wyjętych z szafy, na które głównie nagrywałem audycje z Drugiego Programu Polskiego Radia.

Kiedy je nagrywałeś?

W tym okresie uśpienia, gdy namiętnie słuchałem muzyki poważnej i czytałem dużo książek. Robiłem to tuż po przyjściu z pracy, nie kontaktowałem się wtedy ze światem. To mi zajęło dużo czasu - i było najważniejszym doświadczeniem w moim życiu. Samotność, wejście w siebie, ukształtowały mnie takim, jakim jestem teraz. Chyba zawsze miałem predyspozycje do tego, żeby być właśnie takim człowiekiem.

Te kasety... Zajebiste są komentarze redaktorów, których od dawna lub niedawna nie ma na świecie, jak na przykład Andrzeja Chłopeckiego albo Józefa Patkowskiego, co miał audycję Horyzonty muzyki po latach. Jak wyciągnąłem te kasety, aby nagrywać uroruro i inne rzeczy, to posłuchałem ich i do tego wszystkiego wróciłem. Pan Andrzej opowiadał niestworzone rzeczy w wieczornych audycjach - bywał bardzo psychodeliczny w tych swoich komentarzach.

Nadal jesteś drukarzem?

Dalej jestem drukarzem, stąd to [Myśliwy wskazuje na kasetę z cykl/on/forAI-fen - przyp.red] śmierdzi i się lepi. Nie mam aparatu fotograficznego, ale zrobiłem parę okładek. Niektóre powstają z dziurkacza - mają tylko wycięte kółka.

Jak wygląda przyszłość Uroruro.manufucktura?

Chciałbym w takim ręczniku zostać i mam nadzieję, że będzie mi to dane. Ale różnie może być.

Nie wiem co zrobię w przypadku większego zainteresowania tymi kasetami. W tej chwili są one tylko i wyłącznie rozdawane, a co jeśli nagle się zdarzy, że pięćdziesiąt osób będzie chciało je dostać, zaczną do mnie pisać...? Wtedy, to kurde, naprawdę nie wiem! Na szczęście jeszcze nie mam takiego problemu.

Za pośrednictwem bandcampa napisał do mnie jeden człowiek z Polski, a ja mu po prostu wszystko wysłałem. Wyszły z tego w sumie dwie paczki, bo trochę się zebrało. Nie mam katalogu, wiele rzeczy nie umieszczam na bandcamp. Wydałem już ponad dwadzieścia tytułów. Niektóre są w sześciu egzemplarzach. Czerstwe taśmy Radka Włodarskiego wyszły w 60 egzemplarzach. A nie jest to najmniejszy nakład - ludzie wydają przecież i po 33 sztuki. Tu jest taka elastyczność, że z małymi wyjątkami mogę wrócić do kasety, którą wymyśliłem trzy lata temu - i ją po prostu zrobić, jeśli ktoś będzie jej chciał.

Dlaczego organizujesz wydarzenia, które nie są biletowane?

Robię wszystko, żeby to nie były imprezy agencji koncertowej. Chcę robić wydarzenia artystyczne. U R O p i ę (ś) ć w Zamku to było już trochę za dużo jak dla mnie - bo szło w stronę większej organizacji, czegoś, czego nie chcę przekroczyć. Nie chcę pisać wniosków o dotacje. Moją ideą jest, by robić to wszystko ze swojego potu. Pracując w drukarni i robiąc inne rzeczy zbieram pieniądze i wykładam kasę. Chciałbym, żeby tak zostało, bo największy banan jest we mnie, gdy przychodzi to z takim trudem. W moim odczuciu nie ma nic lepszego.

Pomyślałem, że pójdę w stronę kontaktów z ludźmi, bliskości, tego, że będę zapraszał przyjaciół. URoszustka miała miejsce w Psie i w Farbach, czyli mniejszych przestrzeniach. W tym roku za sprawą zapału ze strony Łukasza z Zamku Siódma pieczeń odbędzie się w Sali Wielkiej. Ale zrobimy to w ten sam sposób, bez dotacji. Przede wszystkim dlatego, żeby poznańscy artyści mogli się prezentować w bardzo profesjonalnych warunkach, a także biorąc pod uwagę duże zainteresowanie U R O p i ę (ś) ć.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

  • koncert francuskiej grupy PoiL Non.numero.uro - P o i L
  • 26.02, g. 20
  • Pies Andaluzyjski
  • wstęp wolny

*Myśliwy - pseudonim Dariusza Franka, który mieszka i tworzy w Poznaniu. Jest związany z lokalną niezależną sceną muzyczną. Prowadzi domowe wydawnictwo Uroruro.manufucktura. Organizuje wydarzenia artystyczne, w których instalacje łączone są z muzyką, performancem i poezją.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020