Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Jedna harfa, by złączyć ich wszystkich

- W harfie Fitzgeraldów zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pokryta pasami, wzorami, z wyrzeźbioną groteskową twarzą. Śmieję się, że trochę przypomina mnie - z daleka wygląda dostojnie, a z bliska widać, że stroi wariackie miny! - mówi Barbara Karlik*, harfiarka, która w najbliższą sobotę zagra koncert z okazji 20-lecia swojej przygody z dawną harfą celtycką.

. - grafika artykułu
Barbara Karlik, fot. Katarzyna Mikołajczak

Zacznijmy od przedstawienia równorzędnej bohaterki Twoich płyt i koncertów - harfy Mairi.

Ta harfa to replika harfy Królowej Marii z Edynburga, datowana mniej więcej na XV wiek - inaczej dawna harfa celtycka. Co to właściwie oznacza? To, że na takich właśnie instrumentach grano między X a XIX wiekiem w Irlandii i na wyżynach Szkocji. Na tle innych harf wyróżniały ją metalowe struny - brzmiała przez to zupełnie inaczej niż wszystkie podobne instrumenty, do których przyzwyczajeni byli ówcześni słuchacze. Wyróżniała ją także inna technika grania - na lewym ramieniu. Grano na niej, jak to mówią niektóre źródła historyczne, "długimi, zakrzywionymi paznokciami". I ja gram w dokładnie ten sam sposób.

Skąd czerpiesz swoją wiedzę i skąd w ogóle Twoje zainteresowanie rekonstrukcją gry na harfie?

Zacznę od tego, że gdyby ktoś powiedział mi dawno temu, że na poważnie zajmę się historią, to popukałabym się w głowę. Nauka dat i nazwisk zawsze przypadała mi z trudnością... Jednak zaangażowanie się w rekonstrukcję tradycji gry na harfie (która, jak już mówiłam, wymarła po XIX wieku) musiało diametralnie zmienić moje podejście.

Pierwsza harfa, na której grałam, była z zestawu "zrób to sam" i była w zasadzie współczesną harfą celtycką z opcją stalowych strun. Jednak później zaczęłam uczestniczyć w warsztatach dawnej harfy celtyckiej w Irlandii organizowanych przez Siobhán Armstrong i to zapoczątkowało moją fascynację historyczną stroną przygody z tym instrumentem! Zaczęłam zgłębiać techniki, zastanawiać się, co jeszcze mogę zrobić, by jak najbardziej upodobnić się do dawnych harfiarzy? Bardzo chciałabym grać tak, jak oni grali - a przynajmniej tak, jak mi się wydaje, że grali!

Zleciłam Leszkowi Pelcowi, lutnikowi z Polski, wykonanie mojej obecnej kopii harfy Królowej Marii. Jest bardzo zbliżona do oryginału - ma tej samej długości i podobnie rozstawione struny - ale jest jednocześnie najprostszą wersją, jaką mogłam nabyć za określoną kwotę, na którą było mnie stać.

Co pozostało po dawnych irlandzkich harfiarzach, z czego możesz korzystać w trakcie swojej przygody z rekonstrukcją?

Naszą bazą są przede wszystkim notatniki Edwarda Buntinga. W 1792 roku w Belfaście odbyło się spotkanie harfiarzy - zauważono, że tradycja gry na harfie wymiera, zdecydowano się zatem zrobić wszystko, by ją ocalić. Pojawiło się tam jedenaścioro harfiarzy, w tym jedna harfiarka oraz specjalnie zatrudniony organista - właśnie Edward Bunting - wówczas bardzo młody, który już wtedy musiał być geniuszem, skoro wykonał swoją robotę tak niesamowicie. Zadaniem Buntinga było spisanie utworów harfiarzy celem udokumentowania ich, uratowania przed zapomnieniem. Jak tego dokonał? Tworząc aranżacje na pianino! Muzyka fortepianowa była w tamtym czasie bardzo modna - można porównać ten sposób zachowania dawnej kultury i tradycji do tego, co w tym czasie robi u nas Golec uOrkiestra czy inne grupy, które popularyzują folklor mieszając go z muzyką nowoczesną. I rzeczywiście, podziałało! Ten sposób ocalił od zaginięcia bardzo wiele utworów. Jednak dla nas, rekonstruktorów, te zapisy, mimo że są cudowną ciekawostką, to nie są już szczególnie przydatne -  za bardzo zmieniają język i warstwę muzyczną ocalonych utworów.

Na szczęście, całkowitym zbiegiem okoliczności, udało się odkryć notatniki, brudnopisy, które Bunting tworzył w tamtym czasie. I to na podstawie tych dzienników odtwarzamy techniki. Szkopuł jednak w tym, że Bunting... nie mówił po irlandzku. A zatem 80% naszych źródeł pochodzi od człowieka, który trochę jednak po omacku spisywał dokonania kultury nieco dla niego obcej, wyłącznie oralnej - bo sami harfiarze, często niepiśmienni, nigdy nie prowadzili własnych dzienników i zapisów.

To co jeszcze mamy, to 18-19 instrumentów pochodzących sprzed 1800 roku. Jednym z nich jest Harfa Fitzgeraldów z Kildare. Nazywa się tak, ponieważ ma wyrzeźbiony herb Fitzgeraldów z Kildare właśnie i przez długi czas przebywała w tej rodzinie. Prawdopodobnie została stworzona dla drugiego syna 16. hrabiego Kildare.

I jest to instrument, nad rekonstrukcją którego obecnie pracujesz...?

Tak, bo zafascynował mnie od pierwszego wejrzenia! Od razu pomyślałam sobie: "Ależ bym chciała mieć dokładną replikę!". Bo trzeba wiedzieć, że dokładne repliki instrumentów dają nam dodatkowe informacje. Nie mogę zagrać na tej muzealnej, bo jest zbyt delikatna, ale jeśli stworzę dokładną rekonstrukcję - to ona ubogaci moją technikę dużo bardziej, niż wersja uproszczona. Pokazałam ją kiedyś mojemu ówczesnemu partnerowi, obecnemu mężowi i zwierzyłam się ze swoich marzeń - jego reakcja była natychmiastowa i brzmiała: "Zróbmy to!" Oczywiście, że mnie zachęcił - porozmawiałam wtedy z moją lutniczką i projekt zaczął kiełkować. Nie obyło się, rzecz jasna, bez komplikacji już na etapie planowania - pudło rezonansowe takich starych harf jest robione z jednego tylko kawałka drzewa, a to jest naprawdę DUŻA harfa.

W 2017 roku uzyskałam pozwolenie od Muzeum Narodowego w Dublinie (w którym znajduje się harfa Fitzgeraldów), by przyjechać tam wraz z panią, która skanuje obiekty 3D i wykonuje im laserowe zdjęcia. To cudowny mariaż współczesności i nauki, bo dzięki takiej technice mam cyfrową wersję mojej przyszłej harfy w komputerze, co nie tylko budzi mój entuzjazm, ale przede wszystkim pozwala na bardzo dokładne zdjęcie wymiarów - bez zdejmowania samego instrumentu z półki! Ta inwestycja zgadza się również z wartościami, jakie reprezentujemy wraz z mężem - muzealne obiekty powinny być dostępne ogólnie i ten model instrumentu również będzie udostępniony na mojej stronie.

Co Cię tak zachwyciło w tej konkretnej harfie?

Jej uroda i charyzma! W 80% malowana (co wcale nie było częste!), pokryta różnokolorowymi pasami, geometrycznymi wzorami. Na końcu kolumny ma wyrzeźbiony pysk jakiegoś zwierzęcia - osobiście uważam, że może to być irlandzki wilczarz, trochę wbrew badaniom, które głoszą, że to może być głowa lwa. Pod podbródkiem tego zwierzęcia znajduje się z kolei przedziwna, groteskowa twarz. Dlatego śmieję się, że ta harfa trochę przypomina mnie - z daleka wygląda dostojnie, a z bliska widać, że stroi wariackie miny!

I na swojej irlandzkiej harfie grywasz najczęściej... irlandzkie ballady lub swoje własne, inspirowane nimi pieśni. Opowiesz o nich więcej?

Lubię robić wiele rzeczy naraz. Jeśli mam trzy okna, przez które mogę patrzeć, to będę starać się spoglądać przez nie wszystkie jednocześnie. Moją twórczość też mogłabym porównać do trzech okien, którym poświęcam tyle samo uwagi. Jednym z nich jest muzyka historyczna, która brzmi niesamowicie, bo... jest tak stara, że aż świeża! Nie są to dźwięki, których słucha się na co dzień, więc dają efekt wow, efekt całkowitej nowości.

Drugie okno to muzyka tradycyjna irlandzka, ballady celtyckie, bo fascynują mnie te opowieści i chcę je snuć własnym głosem. Trzecie okno to moja własna twórczość. Są to utwory zainspirowane zarówno legendami irlandzkimi, jak i materiałem z książek fantasy oraz z gier terenowych, w których biorę regularnie udział.

Nagrałam trzy płyty. Pierwsza z nich - Mairi Cláirseach śpiewa - była w zasadzie płytą przeglądową, w której wszystkiego było po trochu. Ta płyta jest dostępna do pobrania na mojej stronie - można ją ściągnąć za darmo lub za dowolnie wybraną kwotę. Drugą płytą była Karczma Niedokończonych Opowieści, wydana z wielką pomocą mojej mamy. To również płyta przeglądowa, która zawiera sporo moich piosenek. Jedna z nich, tytułowa Karczma Niedokończonych Opowieści to dość mroczna ballada o karczmie, w której przesiadują ludzie, których historie nie mają swojego końca. W 2014 roku, przy pomocy crowdfundingu, wydałam moją ostatnią płytę - Suantraí - struna snu. Jest to płyta pełna kołysanek i tu również stare pieśni przeplatają się z zupełnie nowym!

Kołysanki to coś, co mnie niezmiernie fascynuje - jako element muzyki tradycyjnej, przekazywany między pokoleniami, z którym spotyka się każdy i każda z nas. Uważam, że stanowczo za mało osób w dzisiejszych czasach śpiewa dla przyjemności, najczęściej ze strachu przed osądem. A kołysanki to ten właśnie typ utworu, który po prostu działa. Rodzic ma na rękach zapłakane dziecko i nie zastanawia się, czy zaśpiewa czysto - po prostu śpiewa i to po prostu działa. O wiele bardziej niż profesjonalnie wykonany utwór z płyty. To leczy z kompleksów, z przeświadczenia, że nie wolno śpiewać, gdy nie ma się odpowiednich po temu warunków.

Jakie Twoje pieśni usłyszymy na pewno podczas koncertu?

Na pewno będzie to utwór, który napisałam, jak to mówię: "w 274 dniu marca 2020 roku". Nazywa się Social distancing love song i mówi o tym, jak moje serce radzi sobie z całą tą sytuacją. Pieśń trochę smutna, trochę radosna. Pojawi się także Kołysanka o gwiazdach, do której mam olbrzymi sentyment. Gdy robiłam projekt crowdfundingowy wokół mojej płyty o kołysankach, to jedna z nagród, którą można sobie było wybrać, było stworzenie przeze mnie personalizowanej kołysanki - i była to nagroda bardzo limitowana, która "rozeszła się" właściwie od razu. Wydawało mi się, że to będzie przede wszystkim fantastyczny prezent dla moich słuchaczy, a szybko okazało się... że ja również dostałam wielki prezent! Pomysły, które otrzymałam były przecudowne i z jednego z nich narodziła się właśnie Kołysanka o gwiazdach.

Będą także utwory, które moja publiczność szczególnie uwielbia - a jeden z nich to Śmierć kawalera. To historia o nierównej walce honorowego rycerza z rycerzem niehonorowym, która skończy się przegraną rycerza honorowego. Tak bardzo trafił do słuchaczy, że chcą słyszeć go ciągle! Zagram także utwór tradycyjny, Star of the County Down, który jest akurat szczególnie sentymentalny dla mnie. Zanim jeszcze zaczęłam grać na harfie, śpiewałam w zespole muzyki celtyckiej Oúld Land i tę pieśń wykonywałam na każdym koncercie.

O każdym zagranym na koncercie utworze opowiem krótko przed jego wykonaniem, przedstawię jego historię i inspirację - by mógł w pełni zarezonować z publicznością. Dodam jeszcze, że na koncercie pojawią się wspaniałe gościnie - Marta "Nadworna Flecistka" Obrempalska i Dorota Żak, które wystąpiły na mojej płycie kołysankowej. Na próbie generalnej, którą miałyśmy we Wrocławiu 2 tygodnie temu prawie się rozpłakałam ze wzruszenia - gdy ich instrumenty pojawiły się tam, gdzie tak mi ich brakowało!

20. rocznica Twojej przygody z harfą to nie lada urodziny! Jakie masz plany, jakie marzenia?

Poza występowaniem i komponowaniem, uczę także grać na dawnej harfie celtyckiej. Mam swoich stałych uczniów, częstym problemem jednak jest brak własnego instrumentu. Dlatego moim marzeniem jest, jeżeli pozyskam inwestora, wykonanie kilku instrumentów, które mogłabym wypożyczać. Jest w Polsce inicjatywa o nazwie "MyHarp.pl", wypożyczalnia współczesnych harf celtyckich osobom, które chcą się uczyć, ale nie mogą pozwolić sobie na kupno pierwszego instrumentu. Nie ma jednak podobnej inicjatywy dotyczącej harf dawnych i to ja chciałabym ją zapoczątkować.

Moim planem jest również, po tym jak otrzymam swoją upragnioną replikę harfy Fitzgeraldów, odnalezienie utworów historycznych na harfę, które pochodzą dokładnie z tego czasu i regionu. Wszystko po to, by moja nowa harfa mogła odezwać się tym samym głosem, którym odzywał się oryginał w Hrabstwie Kildare. By uczyła mnie tego, o czym jeszcze nie wiem. To mój obecny plan na życie!

Rozmawiała Izabela Zagdan

*Barbara Karlik - harfiarka, pieśniarka, tancerka i przy okazji także tłumaczka. Gra na dawnej harfie celtyckiej. Wykonuje zarówno historyczne pieśni, jak i współczesny folk oraz własną twórczość. Technik grania uczyła się u współczesnych mistrzów instrumentu, m.in. Ann Heymann, Siobhán Armstrong, Javiera Sainza. Sama również udziela lekcji grania na dawnej harfie, bada także instrumenty historyczne w ramach Projektu Kildare.

  • Koncert jubileuszowy Barbary Karlik 20 lat strojenia
  • 27.11, g. 18
  • Szkoła Muzyczna Yamaha, os. Zwycięstwa 110
  • bilety: więcej

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021