Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Gdzie znaleźć szczęście?

"Szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia" - pisał Władysław Tatarkiewicz w książce "O szczęściu", na którą powołują się twórcy spektaklu "Siedem szczęść". Problematyczność tego uczucia, jego nietrwałość, relatywizm i niedocenianie stały się tematem najnowszego przedstawienia Teatru Usta Usta Republika. Każdy z jego bohaterów (tak jak i my w realnym życiu) szuka szczęścia, jednak nie zawsze postrzega je zgodnie z przywołaną przez filozofa definicją.

. - grafika artykułu
fot. Andrzej Majos

Już od wejścia do sali teatralnej Republiki Sztuki Tłusta Langusta znajdujemy się w klubie Siedem Szczęść. Z estrady słychać piosenkę "Don't Worry, Be Happy" śpiewaną przez (a jakżeby inaczej) Bobby'ego. Konferansjerka zaprasza nas do zajęcia miejsc przy stolikach, przy których siedzą już niektórzy bohaterowie. Niedaleko czeka taksówkarz, gotowy zawieźć chętnych z klubu i do klubu. Jak zawsze Teatr Usta Usta Republika burzy czwartą ścianę i umieszcza publiczność w centrum spektaklu. Do widzów zwraca się bezpośrednio, ale nie przekracza granic (to ważne dla tych, którzy wolą w takich sytuacjach pozostać w cieniu). Ta współdzielona przez publiczność scena jest złożona z kilku mikroscen, na które w odpowiednim czasie zostają skierowane światła.

Liczba siedem wiąże się nie tylko z tytułem spektaklu i nazwą klubu. Przedstawienie składa się z siedmiu części (przede wszystkim monologów lub duetów), których głównym bohaterem lub bohaterką jest jedna z siedmiu osób występujących w spektaklu. Każda z nich opowiada publiczności i pozostałymi klientom klubu historię tego, co ją doprowadziło do Siedmiu Szczęść. Dzielą się osobistymi historiami poszukiwania, znajdowania lub pomijania szczęścia. I tak poznajemy kobietę, której pozornie niczego do szczęścia nie brakuje, ale mimo wszystko czuje się nieszczęśliwa (Ewa Kaczmarek), taksówkarza, który postrzega swoje życie jako pasmo nieszczęść (Norbert Ogoniak), mężczyznę, który docenia drobne radości, choć w ich tle rozgrywa się początek tragedii (Artur Śledzianowski), barbera z mroczną przeszłością, dla którego obecnie najważniejszy jest spokój (Grzegorz Ciemnoczołowski), gościa klubu, którego radość zmienia się w podejrzliwość po wygraniu dużej sumy pieniędzy (Mikołaj Podworny), wspomnianego uwodziciela Bobby'ego, za którego maską kryje się osoba uciekająca od codzienności (Przemysław Zbroszczyk), oraz człowieka pogrążonego w żałobie (Marcin Głowiński). Wszyscy są równorzędnymi bohaterami spektaklu, wspólnie tworzącymi różnorodny obraz szczęścia. Tak jak książka "O szczęściu", spektakl pokazuje, że nie ma jednej drogi do jego uzyskania. To, gdzie i w jaki sposób bohaterowie je znajdują, nie zawsze jest, jak pisał Tatarkiewicz, "trwałe, pełne i uzasadnione", a często chwilowe, fragmentaryczne i nie zawsze słuszne.

Klub Siedem Szczęść jest miejscem idealnym do tego, żeby realizować własny "american dream". Wchodząc do niego, przenosimy się estetycznie do Stanów Zjednoczonych. Stroje bohaterów przypominają różne oblicza Ameryki: od cekinowej flagi państwa, przez kowbojskie kapelusze, po rdzennoamerykańskie warkocze. Ich bogactwo i dopasowanie do charakterów bohaterów to zasługa Idalii Mantas. Na to, że znajdujemy się w tym miejscu, wskazują nie tylko kostiumy, a także elementy scenografii (w tym nowojorska żółta taksówka) i imiona bohaterów, takie jak Ricky, Johnny, Mike czy Betty. Choć stylistycznie trafiliśmy do Stanów Zjednoczonych, historie, którymi dzielą się bohaterowie spektaklu, mogłyby mieć miejsce na wielu szerokościach geograficznych. Dzięki temu, że nie mają one żadnych odniesień do sytuacji w Ameryce, odbierałam je jako dziejące się tu i teraz - w Polsce XXI wieku.

Ameryka towarzyszy spektaklowi częściowo także w warstwie dźwiękowej. Z estrady wybrzmiewa m.in. wspomniane "Don't Worry, Be Happy" Bobby'ego McFerrina czy "Love Me Tender" Elvisa Presleya. Jednak poza piosenkami nawiązującymi do fabuły, rolą muzyki, za której kompozycję odpowiada Michał Kowalonek, jest umiejętne budowanie nastroju każdej z prezentowanych historii. Co zaskakujące, niezwykle głośno w kameralnej przestrzeni Republiki Sztuki Tłusta Langusta wybrzmiewała także cisza, która pojawiła się po kilku aktorskich monologach. Historie bohaterów opowiadane są nie tylko przez słowa i muzykę. W przypadku pełnego entuzjazmu bohatera, w którego wciela się Mikołaj Podworny, kolejną warstwę opowieści budują akrobacje na linie.

Teatr Usta Usta Republika, chociaż dysponuje małą przestrzenią, potrafi ją wykorzystywać jak mało który zespół. "Siedem szczęść" nie jest tak skrajnym przykładem jak "Ćwiczenia z dyplomacji", podczas których publiczność zwiedziła wszystkie pomieszczenia Republiki Sztuki Tłusta Langusta, ale i tak aranżacja sali pozwala na ciekawe formalnie interakcje bohaterów i łączenie kilku miejsc w jednej opowieści. Najbardziej pod tym względem wyróżniała się postać grana przez Marcina Głowińskiego, który swój monolog przedstawia w prawie zupełnej ciemności z różnych części sali, wzmacniając tym samym przekaz słów kończących przedstawienie.

Szczęście w spektaklu jest szczęściem utraconym, ignorowanym i dostrzeganym w drobnostkach. Jest szczęściem poszukiwanym w zmianie i ucieczce przed tym, co było, lub przed tym, co jest za ścianami klubu. Najczęściej jest jednak szczęściem niezauważonym - przykrytym przez przyzwyczajenia i przekonanie o jego braku. Wnioski płynące ze spektaklu prawdopodobnie nie będą dla nikogo zaskakujące. Związane są z tym, że podczas gonitwy za szczęściem łatwo je ominąć i że warto doceniać zwykłą codzienność. Jest to myśl, z której doskonale zdajemy sobie sprawę, ale o której jednocześnie często zapominamy. A szukanie szczęścia w swoich (nie)oczywistościach dotyczy każdego i każdej z nas.

Magda Chomczyk 

  • Siedem szczęść, reż. Wojciech Wiński
  • Teatr Usta Usta Republika, Republika Sztuki Tłusta Langusta
  • recenzja z 30.12

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026