Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Burzyciel porządku - kiedyś i dziś

I zainaugurowali! Cykl Beethoven nasz współczesny rozpoczęty w roku, w którym obchodzimy 250. rocznicę urodzin kompozytora, zakłada wykonanie wszystkich jego symfonii i koncertów fortepianowych. Inauguracyjny wieczór przypomniał III Koncert fortepianowy i III Symfonię mistrza z Bonn. I było to przypomnienie warte zasłuchania.

fot. Antoni Hoffmann
fot. Antoni Hoffmann

Beethovena trzeba słuchać nie tylko ze względu na okrągłe rocznice. W historii muzyki znajdziemy wielu geniuszy, jednak wśród nich więcej znajdzie się kontynuatorów. Jeśli rewolucja, to pokojowa, jeśli zmiana, to stopniowa. Co innego Beethoven. Kompozytor z natury temperamentny, na którego jak grom z jasnego nieba spadła nieodwołalna diagnoza - "będzie pan głuchym kompozytorem". Nie miał więc po części czasu w zabawę w subtelny rozwój, w stopniowe dojrzewanie. Widzimy to właśnie w tych dwóch utworach, które wysłuchaliśmy w piątkowy wieczór, a które powstawały w podobnym czasie, w cieniu diagnozy. Sam pomysł rozpoczęcia cyklu od tych właśnie dzieł uważam za więcej niż dobry. Pozwoli to stałym bywalcom Filharmonii nie tylko na słuchowe odniesienie do tego, co powstało przed i po tych znamiennych dziełach w twórczości samego Beethovena, ale także w całej historii muzyki. W końcu czy bez III Koncertu powstałyby koncerty romantyczne w tej formie jaką znamy?

Właśnie od tego wizjonerskiego fortepianowego utworu rozpoczął się wieczór. Solistą był Martin Helmchen. Nie zapiszę go zapewne na liście moich ulubionych interpretatorów muzyki Beethovena. Trochę za dużo w nim klasycznego uładzenia, za dużo i za często też przybrudzał frazy prawym pedałem, przez co nie wszystkie dźwięki były czytelne.  Pianista miał jednak w sobie coś, co sprawiało, że jego interpretacja nie tylko broniła się, ale też chwilami porywała. Helmchen jest świetnym kameralistą, co jest mocnym atutem w tym utworze burzyciela starego porządku. To właśnie w III Koncercie fortepianowym rola solisty diametralnie się zmieniła. Zamiast popisu - współpraca. To samo w orkiestrze, która odtąd nie była już zdegradowana do roli wielkiego akompaniatora. Helmchen potrafił odnaleźć się w tym koncercie właśnie na płaszczyźnie wspólnego muzykowania. A muzycy orkiestry podchwycili to w lot, współtworząc z nim muzykę pełną subtelności, zapierających dech w piersiach kulminacji, pełną  zwątpienia i rozżalenia.

Po przerwie, aby mieć pełen słuchowy obraz brzmienia orkiestry, zmieniłam miejsce. Zespół pod dyrekcją Marka Pijarowskiego był tego dnia w bardzo dobrej formie, a Aula UAM w każdym miejscu wypełniona była prawdziwą Beethovenowską energią. III Symfonia zabrzmiała z pełną dramaturgią i głębią nastrojów. Zabrzmiała nie tylko jak dzieło kanoniczne, ale właśnie współczesne, wciąż w pewnym sensie i dla wielu słuchaczy nowatorskie, a już z pewnością dające pretekst do refleksji nad tym, jak współcześni Beethovenowi odbierali jego dzieła i ile lat jego muzyka musiała czekać na zrozumienie. Nowatorskie utwory kompozytora nie spotykały się ze zrozumieniem ówczesnych odbiorców, podobnie jak dzisiejsza awangardowa sztuka współczesna nie zawsze spotka się z entuzjazmem. I chociaż z perspektywy czasu Beethoven należy do klasyków, to kiedyś jego muzyka szokowała, a niekiedy nawet oburzała. Warto mieć to w pamięci nie tylko podczas kolejnych koncertów w poznańskiej Filharmonii.

Aleksandra Kujawiak

  • Beethoven nasz współczesny - inauguracja cyklu
  • Filharmonia Poznańska, Aula UAM
  • 10.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020