Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Kolczyki, broszki, bransolety... w muzeum

W Poznaniu otwarto wiosną muzeum MoJA ze wspaniałą kolekcją polskiej biżuterii współczesnej i przedmiotami artystycznymi, które biżuterią nie są, ale prezentują najważniejsze zjawiska w polskiej powojennej sztuce złotniczej.

Nowoczesne wnętrze ze szklanymi gablotami. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Przygoda Magdy Kwiatkiewicz, właścicielki prezentowanej w muzeum kolekcji, z biżuterią zaczęła się od robionych ręcznie kolczyków. Dość przypadkowe zajęcie studentki na dorobku szybko przeistoczyło się z hobby w biznes i tak powstała poznańska firma YES. Później Magda Kwiatkiewicz otworzyła galerię przy Świętym Marcinie, w której organizowała wystawy współczesnej polskiej biżuterii, czy szerzej - polskiej sztuki złotniczej.

W 1998 roku na pokonkursowej wystawie "Amulety" zobaczyła bransoletę Andrzeja Bossa zrobioną z polnych kamieni. Ta bransoleta tak ją zachwyciła, że ją kupiła, i to był początek jej kolekcjonerskiej pasji. Dzisiaj zbiór polskiej biżuterii Magdy Kwiatkiewicz liczy ponad 2 tys. obiektów, a 1600 z nich znalazło się na ekspozycji muzealnej. Uzupełnia ją 900 obiektów biżuterii etnicznej, które przywiozła z licznych podróży po świecie.

Żeby zrozumieć zamysł twórców muzeum, trzeba rozstać się z klasycznym myśleniem o biżuterii jako przedmiotach użytkowych, czyli ozdobach do noszenia. Właścicielka przekonuje, że prawie każdy obiekt z jej kolekcji opowiada jakąś historię lub coś komunikuje, dlatego ekspozycję polskiej biżuterii podzielono nie na rodzaje (np. broszki, kolczyki, naszyjniki) ani nie stworzono osobnych działów sygnowanych nazwiskami artystów. Kierowano się formą jako nośnikiem treści i narracją, kiedy dany obiekt komentuje pewne zjawiska w otaczającym twórcę świecie.

W jednej z gablot znalazła się aluminiowa broszka Zofii i Witolda Kozubskich w kształcie banana z napisem "Ocenzurowano". To komentarz do decyzji dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie o usunięciu z ekspozycji pracy Natalii LL "Sztuka konsumpcyjna". W proteście przeciwko tej decyzji ludzie stali przed muzeum i jedli banany. Wiele można wyczytać, i to dosłownie, bo artysta nie bał się mocnych słów, z trzech srebrnych brosz Joachima Sokólskiego komentujących toczący się dyskurs społeczny. Inne eksponaty komunikują np. niezgodę artysty na niszczenie środowiska lub brak wyboru dla kobiet. Takich historii jest wiele, a kolekcjonerka opowiada je sama, dzięki multimediom oprowadzając gości po ekspozycji.

Muzeum mieści się w budynku przy ul. 27 Grudnia, w którym kiedyś działał sklep Domar, a potem pierwsza w mieście restauracja McDonald's. Modernistyczna plomba z 1963 roku wydaje się miejscem idealnym do prezentacji biżuterii z okresu PRL-u, która stanowi dużą część muzealnych zbiorów. To głównie przedmioty tworzone przez nieznanych artystów w spółdzielniach rzemieślniczych, m.in w poznańskiej Rytosztuce. Dzisiaj mają one już wartość historyczną. To często rzadkie okazy, ponieważ wiele z nich zrobiono z miedzi lub mosiądzu. W przeciwieństwie do biżuterii ze srebra właścicielki często je wyrzucały, nie widząc w nich wartości, prócz może sentymentalnej. W gąszczu znaczeń  i symboli, które biżuteria ze sobą niesie, niekiedy trudno się odnaleźć. Dlatego o stałych godzinach muzeum można zwiedzać z kuratorem, a potem w "Pracowni Mistrza" usiąść przy oryginalnym stole złotniczym, wziąć do ręki stare narzędzia i obejrzeć film, na którym z kruszcu powstaje piękny pierścionek.

Powstanie muzeum biżuterii od lat było marzeniem poznańskiej kolekcjonerki. Chciała, żeby te delikatne przedmioty cieszyły także innych, żeby zajaśniały pełnym blaskiem, bo na to zasłużyły. Teraz to marzenie się spełniło.

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

  • Muzeum Biżuterii MoJA
  • ul. 27 Grudnia 17
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026