Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Instrumenty i akt twórczy

Koniec sezonu w Filharmonii Poznańskiej mógłby ograniczyć się do galowej części z podziękowaniami i wykonania kilku symfonicznych hitów. Dobór repertuaru finałowego koncertu sprawił jednak, że stał się on także inspiracją do przemyśleń.

. - grafika artykułu
fot. Bartosz Seifert

Wieczór rozpoczął pianista Stephen Hough nietypowym jak na filharmoniczny standard występem. Zagrał on swój własny "Koncert fortepianowy The World of Yesterday". Utwór jest  ukłonem w stronę przeszłości gatunku oraz pianistyki, ponieważ zawiera w sobie przegląd muzycznych skojarzeń i wirtuozerii fortepianowej. Te dwa elementy stanowią o oryginalności dzieła, choć mogą wydawać się epigońskie. Hough przetwarza je jednak na swój sposób: ze skłonnością ku ekstremalnym wyzwaniom technicznym (tak w partii solowej, jak i orkiestrowej) oraz gęstej fakturze. Żaden element "Koncertu" nie jest wtórnie naśladowczy ani nie cytuje bezpośrednio konkretnych dzieł, czy stylistyk. To raczej kalejdoskop, w którym przeplatają się muzyczne skojarzenia. Początek koncertu przywodzi mi na myśl "Morskie interludia" z opery "Peter Grimes" Benjamina Brittena poprzez instrumentację i wznoszące klarnetowe pasaże przypominające interludium "Świt". Dalej wysłyszeć można swawolne dęte blaszane i perkusję jak z Richarda Straussa, czy echa jazzowej fascynacji Maurice'a Ravela. To nie wyczerpuje puli możliwych skojarzeń, a sam "Koncert" wręcz zachęca, by sobie na nie pozwolić.

"Wczorajszy świat" z podtytułu "Koncertu" ma też drugie znaczenie. O ile dzisiaj znakomita większość pianistów nie tworzy własnej muzyki, a wykonuje cudze utwory, to w XIX wieku sytuacja była inna. Ogrom żelaznego repertuaru fortepianowego wyszedł właśnie spod rąk wirtuozów-kompozytorów. Wysłuchanie Hougha w jego własnej kompozycji miało więc dodatkowy, niecodzienny posmak. Występ ten łączył w sobie odtwórstwo z aktem twórczym, Hough grał wszakże utwór istniejący, a zarazem był kimś więcej niż nawet najbardziej kreatywnym odtwórcą cudzej muzyki. Na bieżąco budował odautorską interpretację, co najdobitniej ukazał rozbudowany ustęp solowy w części pierwszej. Hough poświęcił ogrom uwagi barwie dźwięku i dynamice. Ciepło brzmienia mieszało się z oziębłością pojedynczych akordów, a mocny i nośny dźwięk miał w sobie zadziwiająco dużo delikatności. Całość pozbawiona była przypadkowości, czy niezrozumienia kompozytorskich zamysłów. W  bogatej w barwy i emocje przestrzeni każdy dźwięk miał jasno określoną rolę i własne znaczenie. Słuchanie takiego wykonania daje mnóstwo radości i otwiera na odmienny od zwyczajowego sposób kreowania interpretacji. Filharmonii należą się dodatkowe oklaski za zaplanowanie takiego doświadczenia dla słuchaczy.

"Tod und Verklärung" Richarda Straussa, które zabrzmiało po przerwie, okazało się popisem orkiestry i maestra Łukasza Borowicza. Warstwa pozamuzyczna tego poematu symfonicznego ogniskuje się wokół wspomnień, doświadczenia śmierci i związanego z nimi przemienienia człowieka. W zwartej interpretacji Borowicza konfrontacja z przeszłością i końcem życia nie jest opowieścią o stracie i żałobie. Przeszłość darzy się w niej pełną ciepła miłością, a nie tęsknotą. Przemijanie zostało zaakceptowane, śmierć zaś nie budzi permanentnego strachu, a chwilową grozę spotkania z nieznanym. Finałowa apoteoza w miejsce niebiańskiego patosu ma w sobie pogodny spokój. Nasycony dźwięk orkiestry, znakomite proporcje między sekcjami oraz wciągająca wizja Borowicza zaowocowały godnym zapamiętania wykonaniem.

Filozoficzne mroki "Śmierci i wyzwolenia" miał rozgonić inny utwór Straussa - muzyczny fajerwerk, jakim jest suita z opery "Kawaler z różą". W znacznej mierze jej się to udało, choć wykonanie pozostawia sporo niedosytu. Po pierwsze zabrakło lubianego przez kompozytora komicznego przerysowania we wstępie suity. Drugi powód wynika z samej natury utworu. Suita składa się z fragmentów opery, w której humor miesza się z nostalgią, a kwitnąca miłość z akceptacją przemijania. Motorem napędowym tego wzruszającego i zabawnego dzieła są śpiewacy. To ich rozumienie tekstu i muzycznej frazy wydobywa z muzyki Kawalera jej geniusz. Te same melodie przepisane na orkiestrę symfoniczną tracą elementy interpretacji wokalnej: lekkie wahania rytmu i tempa, słowne akcenty, płynne frazowanie i łączenie dźwięków. By osiągnąć ten sam efekt, instrumentaliści i dyrygent muszą potraktować materiał wokalnie, a wręcz skojarzyć poszczególne dźwięki z konkretnymi fragmentami tekstu. Tego właśnie zabrakło w poznańskim wykonaniu suity, co było najsilniej odczuwalne w emocjonalnych kumulacjach takich jak finał opery. Stracił on swój magiczny liryzm i czułość. Bardzo dobrze wypadły z kolei fragmenty typowo symfoniczne, jak walce. Nawet jeśli pochodzą one z opery, są domeną instrumentalistów i w wykonaniu filharmoników zabrzmiały błyskotliwie i ze zrozumieniem straussowskiej lekkości.

Pokoncertowe refleksje są jednym z możliwych sposobów przeżywania muzyki. Kolejne to wrażenia emocjonalne i estetyczne - nawet jeśli nienazwane, to odczuwalne. W Auli Uniwersyteckiej wyzwoliła się duża dawka twórczej energii, dzięki której można było przeżyć koncert na każdym z tych poziomów. To z kolei oznacza, że zakończenie filharmonicznego sezonu było pełnym artystycznym sukcesem.

Paweł Binek

  • Zakończenie sezonu w Filharmonii Poznańskiej, "Gwiazdy światowych estrad"
  • 12.06

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026