Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Insekciara w świecie obrazów

Tegoroczna Mistrzyni Ilustracji - Emilia Dziubak, która współpracowała m.in. z Martinem Widmarkiem i Barbarą Kosmowską, opowiada o swoim rozwoju, współpracy z przyrodnikami oraz trwającej od lat miłości do robali.

. - grafika artykułu
Emilia Dziubak - Ilustracja do książki "Niezłe ziółko" Barbary Kosmowskiej, fot. Wydawnictwo Miejskie Posnania

Pierwszą Pani książką była "Gratka dla małego niejadka..."

A zaczęło się od tego, że gdy studiowałam jeszcze w Pracowni Ilustracji Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu [teraz jest to Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz, przyp. red.], dowiedziałam się o konkursie "Książka dobrze zaprojektowana - zacznijmy od dzieci". W ten sposób powstały pierwsze rysunki do "Gratki". Moje prace dostały się na wystawę, a ja nabrałam pewności siebie i zaczęłam szukać wydawcy. I na tym właśnie etapie moja pewność siebie znów zmalała, bo wszyscy autorzy i ilustratorzy wiedzą, jak to jest wysyłać dziesiątki maili i wyczekiwać odpowiedzi... Udało mi się jednak w końcu umówić na spotkanie z Iwoną Wierzbą z poznańskiego wydawnictwa Albus. Każdemu życzę takiej możliwości, by spotkać się z wydawcą na żywo, bo to najlepszy sposób na pokazanie swoich prac, opowiedzenie o wizji artystycznej. Gdy patrzę na tę książkę z perspektywy czasu, to zamykam oczy, bo tyloma błędami jest najeżona, ale wtedy, dla początkującej ilustratorki, to była wielka sprawa.

Już wtedy przeczuwała Pani, że te posępne, ale zarazem bardzo urocze warzywa i witaminy mają w sobie "to coś", co będzie Pani stylem i wizytówką?

Właściwie to swój styl wyrobiłam jeszcze na studiach, musiałam jedynie zmienić nastrój, wprowadzić więcej słońca i koloru. Gdy zaczęłam pracować z książkami dla dzieci, starałam się pogodzić swój humor z tym, co będzie się tej najważniejszej grupie odbiorców podobać. Bardzo wiele dała mi współpraca z wydawnictwami edukacyjnymi, szczególnie podręcznikowymi. Były to prace, które musiałam rysować szybko z powodu napiętych deadline'ów ze strony wydawców, ale jednocześnie zadania, które dostawałam, były bardzo zróżnicowane. Często, z pewną pokorą, musiałam dostosować do nich swój styl. To było prześwietne ćwiczenie!

Nadal jednak zdarza się Pani malować w mrocznych barwach - trzymam w rękach książkę "Horror", w której np. niewinna kapusta zostaje ukiszona żywcem...

Ha! W "Horrorze" miałyśmy taki właśnie zamysł, wspólnie z autorką, że wszystkie opowieści o grozie przeżywanej przez owoce i warzywa zostaną oddane w sposób śmiertelnie poważny, momentami pompatyczny. Z drugiej strony mi, jako ilustratorce, zależało też na tym, by wzbudzić w czytelnikach współczucie. Dlatego postanowiłam użyć tego mroku, by podkreślić bezradność swoich zagubionych bohaterów.

Czy spośród tych wszystkich namalowanych bohaterów, wśród których są młodzi i bardzo dojrzali ludzie, roboty i fantastyczne stwory, zwierzęta łagodne i drapieżne, a nawet smoki, ma Pani swoich ulubionych?

Ostatnio zostałam nazwana "Insekciarą", co mówi samo za siebie! Uwielbiam malować robale i moim najukochańszym cyklem są właśnie "Robale", tworzone bez żadnego odgórnego zlecenia, za to na polecenie własnej wyobraźni, z potrzeby wyżycia się, ulżenia emocjom. Stąd karaluch w kryzie medytujący na jabłku czy przejedzony trzmiel. Może uda mi się kiedyś wydać osobny album z całą tą zgrają?

Rysując insekty i inne zwierzaki, zdarzało się Pani konsultować z przyrodnikami, jak np. w przypadku "Roku w lesie", najsłynniejszej Pani książki?

Nie bezpośrednio, bo korespondencja odbywała się przez wydawcę, ale tak, rzeczywiście dostawałam feedback od specjalistów z danej dziedziny i na tej podstawie poprawiałam rysunki. Najwięcej takich korekt miałam w przypadku wielkiego projektu, jakim była książka "Co budują zwierzęta?". Bardzo się z nich cieszyłam, bo czasem jedno niedopatrzenie może zniszczyć wartość edukacyjną całego obrazka, a zależało mi na tym, by ilustracje faktycznie uczyły i oddawały rzeczywistość. Dlatego jeszcze w dzień wysłania książki do druku malowałam plamki na skrzydełkach muszki owocówki!

Pretekstem do naszej rozmowy jest także wystawa "Salon Ilustratorów" prezentująca prace początkujących artystów i artystek - czy ma Pani dla nich jakieś rady?

Zacznę od tego, że moje prace również pojawiły się w "Salonie Ilustratorów", tyle że 15 lat temu. Byłam z tego szalenie dumna i nadal uważam, że zgłaszanie swoich dzieł na wystawy i konkursy to ogromnie ważny krok w budowaniu swojej marki, ale również w rozwijaniu stylu. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że gdy sama zaczynałam działać, odbywało się to w zupełnie innym świecie. W tamtym świecie nie istniały jeszcze takie problemy jak teraz. Niedawno przeczytałam, że AI już teraz zabrała pracę 30 procentom ilustratorów. Znikają chociażby proste, szybkie zlecenia, których kiedyś było naprawdę sporo, a które wielu początkującym ilustratorom dawały szansę na wypracowanie stylu. Warto odpowiadać na ogłoszenia, które nadal to oferują - ja polecam zwłaszcza pracę przy wydawnictwach edukacyjnych, która mnie rozwinęła najbardziej. Uważam też, że AI nie zastąpi twórców, którzy mają swój "charakter", dlatego warto na nikim się nie wzorować i budować własną osobowość, nawet - zwłaszcza! - jeśli nie jest klasycznie piękna, regularna, kolorowa.  

Rozmawiała Izabela Zagdan

  • Wystawa "Salon Ilustratorów" i "Mistrzowie Ilustracji" w ramach Poznańskich Targów Książki
  • 13-15.03
  • Międzynarodowe Targi Poznańskie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzeania.
Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzeania.

Poznańskie Targi Książki

MTP (Międzynarodowe Targi Poznańskie), ul. Głogowska 14, Poznań
Odwiedź także: