Centralną przestrzeń wypełnia sporych rozmiarów konstrukcja przypominająca klatkę. Widać jednak, co dzieje się w środku. Tkaninowe ściany są przezroczyste, z jednej strony zapewniają znajdującym się wewnątrz osobom złudzenie prywatności, z drugiej zaś sytuują widzów w roli nieproszonych obserwatorów, podglądaczy. Pomieszczenie będące sceną (a może areną?) przypomina fotograficzne atlier połączone z ciemną. Dostrzegamy w nim charakterystyczne parasole, lampy, płaskie naczynia z chemikaliami, papier fotograficzny, żarówkę emitującą czerwone światło oraz haki, na których można zawiesić linki do suszenia zdjęć.
Znajdują się tam jednak także elementy, które zaburzają logiczny porządek fotograficznej pracowni. To ukryty w rogu wózek inwalidzki, znajdująca się naprzeciw niego, napełniona wodą wanna, krawędzią niemal stykającą się z wolnostojącą, ale pustą futryną drzwiową. Stare, drewniane drzwi leżą na podłodze i są przedłużeniem drogi, którą rozpoczyna wanna - prowadzą do biurka z maszyną do pisania. Wspomniana wanna może funkcjonować jako obiekt sytuujący się pomiędzy: łączący to, co prywatne z tym, co publiczne. To wyjęte z czasu i przestrzeni kubikulum [pojęcie oznacza sypialnię lub pokój wypoczynkowy w starożytnych domach rzymskich - przyp. red.] będzie jedyną stałą towarzyszącą nam przez niemal 80 minut spektaklu. Oczy przyzwyczają się do ciemności i będą nerwowo reagować na błyski lampy fotograficznej, a początkowe wrażenie duszności i przytłoczenia, związanego z ciasną przestrzenią, rozmyje się wśród wielości opowieści.
Laboratorium poza czasem
"Moja pierwsza nieśmiertelność" to spektakl pozbawiony linearności. Przestrzeń sceniczna jest przeładowana informacjami, obrazami i słowami. Można odnieść wrażenie, że równocześnie dzieje się wszystko i wszędzie. Opowieść z jednej strony przypomina szum informacyjny, z drugiej zaś natłok myśli. Najbardziej interesujący jest chyba jednak stan wiecznej dezorientacji, w którym pozostaje się przez cały spektakl. Od samego początku śledzimy los głównej bohaterki granej przez Monikę Wachowicz, nie wiemy jednak, kim jest ta kobieta. Wciela się bowiem w różne role: osoby sprawnej i osoby z niepełnosprawnością, kobiety, dziewczynki, artystki, modelki, obserwatorki, mówczyni, zbieraczki, pracownicy. Która z nich jest prawdziwa? Jak uchwycić moment, w ramach którego dokonuje się przemiana w kolejną bohaterkę?
Pomieszczenie zdaje się być dla Wachowicz czymś w rodzaju laboratorium. Wiemy, że nad czymś pracuje, ale - mimo że dane nam będzie zobaczyć finalny efekt - i tak nie będziemy w stanie zdefiniować, nad czym. Bohaterka pisze na maszynie, od czasu do czasu odczytuje też informacyjne teksty związane m.in. z chęcią "produkcji żołnierzy" dla amerykańskiej armii czy dogmatem o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Równocześnie ściany pomieszczenia stają się ekranami projekcyjnymi, na których dostrzegamy zdjęcia ofiar wojennych, nagrania wywiadów ze starszym mężczyzną, ale także zwielokrotnione ujęcia prac, które wykonuje (lub zaczyna wykonywać) podczas spektaklu bohaterka. To m.in. skrupulatne odcinanie kawałków mięsa z kurzych stóp, ale też close-upy zamykających się pułapek na myszy, w które zostają złapane wspomniane kurze stopy.
Historie wyświetlane na ścianach kubikulum i te opowiadane przez Wachowicz często się przenikają. Mamy wrażenie jakbyśmy równocześnie uczestniczyli w kilku rzeczywistościach, i - ku naszemu zaskoczeniu - w pewnej chwili zdajemy sobie sprawę, że historie się łączą. Wachowicz, choć do tej pory monologowała, wchodzi w nieproszony dialog ze starszym mężczyzną, który udziela wywiadu. Postać wykreowana przez performerkę składa się z wielu kawałków. Jedną z ważniejszych inspiracji jest w tej opowieści postać Agnes, bohaterka powieści "Nieśmiertelność" Milana Kundery. Kolejna to twórczość amerykańskiej fotografki, Franceski Woodman: fotografie, które próbowały uchwycić proces znikania.
(Światło)czułość
Motyw nieśmiertelności zaczerpnięty z twórczości Kundery i surrealistyczne przebłyski twórczości Woodman, które można rozpoznać w niektórych scenach odgrywanych przez Wachowicz, prowadzą nas przez opowieść, u której źródła stoi obsesja światła. Ta z kolei jest rozumiana jako możliwość fotografowania, uchwycenia dowolnego momentu, pokazania ludzkiego bólu i cierpienia. W pewnym momencie słyszymy, że zdjęcie jest "zbrodnią popełnioną na ludzkiej czułości, światłoczułości", a społeczeństwo jest "hodowane przez kolejne obrazy". Warto w tym kontekście przywołać słowa Rolanda Barthesa, który już w latach 80. XX wieku pisał o fotografii jako o dokumencie śmierci, zatrzymaniu momentu, który już nie istnieje. O martwej obecności uwiecznionej za pomocą aparatu fotograficznego pisała także Susan Sontag. Pisarka zwracała również uwagę na konsumpcyjny wymiar zdjęć i obsesję dokumentowania codziennego życia. Nie przeżywamy już danej chwili, zamiast tego - uwieczniamy ją. Stajemy się obserwatorami własnego życia, dobrowolnie rezygnując z bycia tu i teraz. Sontag porusza też temat estetyzacji cierpienia, który wybrzmiewa we fragmentach spektaklu związanych z dokumentacją śmierci ofiar wojennych czy erupcji wulkanów. W jakim stopniu fotografie te zyskują rolę dokumentu, a w jakim stają się przejawem eksploatacji?
"Nie da się podać dokładnej liczby wykonanych od początku historii fotografii zdjęć. Zrobiono ich pewnie kilkanaście bilionów. Każdego dnia robimy około pięciu miliardów zdjęć, 57 tysięcy fotografii na sekundę" - słyszymy. Ciężar tych słów jest odczuwalny przez cały spektakl: serię surrealistycznych, chaotycznych i przytłaczających komunikatów przenikających przez ściany kubikulum, które wreszcie zostaną otwarte. Uwolnione od natłoku znaczeń i obrazów zostanie także światłoczułe ciało gotowe nosić w sobie tysiące opowiedzianych historii.
"Moja pierwsza nieśmiertelność" to opowieść o istnieniu pomimo wszystko, ale nade wszystko o chęci ukrycia się, końcu kolekcjonowania momentów, o pragnieniu zniknięcia w obrębie własnego "ja.". Jak pisała Brach-Czaina: "Sami bowiem nieodwracalnie wyjaławiamy każdy moment naszego istnienia. Żywe procesy zamieniamy w mechaniczne przebiegi, których sensu nie tylko nie próbujemy zrozumieć, ale nawet nie domyślamy się, że jest w nich coś, co może domagać się uwagi, co zdumiewa i co odsłania przed napiętą świadomością zapoznane święto istnienia skryte w tajemnicach zdarzeń elementarnych".
Klaudia Strzyżewska
- "Moja pierwsza nieśmiertelność"
- Scena Robocza
- premiera: 27.03
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026