Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

MY NAME IS POZNAŃ. Zwierzę w każdym z nas

- Trudno o spokój, patrząc na to, co się dzieje. Piętrzą się konflikty, ludzie żądni władzy są jej żądni kosztem ludzkiego życia. AI rozwija się w zatrważającym tempie i bardziej mnie to przeraża, niż podnieca. Dlatego doceniajmy naturę, wróćmy do książek zamiast scrollowania i wspierajmy tych, których kochamy - mówi Maja Koman, która właśnie wydała swój nowy, piąty album "Ludzkie zwierzę".

Blondynka w czerwonym, lateksowym stroju na tle czerwonej ściany. - grafika artykułu
fot. Daria Bielienkov

Tytuł Twojego nowego albumu sugeruje napięcie między instynktem a świadomością. Czy "Ludzkie zwierzę" jest próbą oswojenia tej sprzeczności, czy raczej pozwoleniem jej wybrzmieć zupełnie bez kontroli?

Nie bardzo lubię na siłę dopisywać znaczenia, a już na pewno je tłumaczyć. Wolę, kiedy to widz lub słuchacz sam interpretuje. To trochę jak z dobrym żartem - co to za komik, który musi tłumaczyć wypowiedziany żart? Dobry żart jest śmieszny i już. Tytuł mojej płyty jest przewrotny, sugestywny, może nawet nieco obraźliwy? Na pewno jest bardzo wymowny i niesie za sobą całą paletę naszych słabości, wad i zalet. O nich właśnie opowiada dziewięć piosenek na płycie. Interpretacje - tak samo jak oceny - wolę pozostawić słuchaczom.

Album otwiera rytualna wokaliza z ligawką - instrumentem komunikacji na odległość. Potraktowałaś ten początek jako wezwanie, sygnał, czy raczej wejście w przestrzeń pamięci i pierwotnej wrażliwości?

Ta otwierająca wokaliza była początkowo intrem do cyklu koncertów "Trip-Hop meets Orchestra", realizowanego na zaproszenie Sceny Kultura. Zawsze marzyło mi się zaśpiewać takim pełnym, etnicznym głosem na dużej scenie. Uwielbiam formę pierwotnego śpiewania - łączącego krzyk i śpiew. Gdy kończyłam płytę, pomyślałam, żeby właśnie w ten sposób ją otworzyć - tak zwierzęco i pierwotnie. A ligawkę zasugerował Patryk Rynkiewicz - świetny poznański trębacz. Nie wiedziałam wcześniej, że mamy taki narodowy instrument jak ligawka. Dodała ona trochę pierwotnego brzmienia i brudu. Można więc powiedzieć, że otwarcie płyty zrobiłam zupełnie na końcu.

W Twojej twórczości głos bardzo często funkcjonował jak osobny bohater - jako chór, narracja, szept, modlitwa. Co zmieniło się w Twoim myśleniu o głosie podczas pracy nad tym albumem?

Nadal uważam głos za swój najważniejszy instrument i tym razem postanowiłam pokazać jeszcze więcej jego barw. Mam taki - nazwijmy to - dar do naśladowania głosów, barw i akcentów. W utworze "Plastikowa królowa" słychać chińskie przyśpiewki i nie są one ściągnięte ani wyprodukowane - to mój głos. Uczyłam się naśladować taki sposób śpiewania przez dobrych parę dni, zanim zabrzmiał tak prawdziwie. Słuchałam chińskich wokalistek i próbowałam je odwzorować. Lubię też łączyć szept - jak sam wspomniałeś, trochę jak modlitwę - z mocnym, elektronicznym brzmieniem. To dodaje mocy. Zbudowałam również chóry i chórki, co jest dla mnie dość charakterystyczne i wynika z miłości do muzyki chóralnej, sakralnej i klasycznej.

No właśnie, na tej płycie często zestawiasz delikatność z ciężarem - szept z krzykiem, folk z elektroniką, bliskość z niepokojem. Czy te kontrasty wynikają bardziej z konstrukcji muzycznej, czy z obserwacji emocjonalnych skrajności w prywatnym życiu?

Zdecydowanie z miłości do kompozycji. O ile w tekstach niosę treść, o tyle w muzyce skupiam się wyłącznie na tym, by kompozycje były zbudowane z pomysłem. Staram się łączyć style, eksperymentować z brzmieniami. Zawsze mam na płycie jeden utwór, który zupełnie nie pasuje do reszty. To najczęściej wychodzi spontanicznie. Na "Ludzkim zwierzęciu" jest nim "To Die For" - nieco drumandbassowy, w klimacie letniego festiwalu na plaży - przynajmniej tak mi się kojarzy, kiedy go słyszę.

"Spinning" opowiada o funkcjonowaniu zza ekranu telefonu. Interesowało Cię bardziej uzależnienie od technologii czy doświadczenie obserwowania własnego życia z dystansu?

Przyznam szczerze, że teksty to nigdy nie jest ani w pełni moja historia, ani w pełni abstrakcyjna opowieść. To zawsze coś pomiędzy własnymi odczuciami a obserwacjami świata. "Spinning" to utwór o dzisiejszym świecie - o ludziach wklejonych w telefony, szybkiej modzie, szybkich związkach, treściach bez głębi, sztuczności i życiu na pokaz w social mediach.

Utwór tytułowy brzmi tymczasem jak moment zatrzymania i spojrzenia w głąb. Zastanawiam się, czy to właśnie on był punktem wyjścia dla całej płyty, czy dopiero w trakcie pracy stał się jej osią. I jaka jest istota tej piosenki?

"Ludzkie zwierzę" to zdecydowanie motyw przewodni i pomysł niosący całość. Ten tytuł jest sugestywny - każdy może interpretować go po swojemu. Wiedziałam, że utwór o takim tytule po prostu musi powstać i że musi być po polsku. Lubię pisać w języku angielskim i francuskim, ale do rodaka - tak dogłębnie, jak chciałam - dotrze tylko polski tekst. Do napisania go zainspirowało mnie to, co obecnie niepokoi mnie na świecie, oraz kierunek, w którym zmierzamy jako cywilizacja.

"Syndrom sztokholmski" pozostawia słuchacza w stanie ambiwalencji między miłością a zniewoleniem. Zależało Ci na tym, by nie rozstrzygać, o jakiej relacji naprawdę opowiadasz?

To opowieść o toksycznej relacji, w której motyle w brzuchu miksują się z siniakami pod okiem. Brzmi drastycznie, a jednak jak wiersz Jana Brzechwy, choć odbity w czarnym lustrze. Taki miałam zamysł. Wyszło ironicznie, ale teledysk ostatecznie okazał się bardzo dosadny. W głównego bohatera wcielił się aktor Tomasz Mycan i był tak realistyczny w swojej roli, że naprawdę się go bałam. Nie jestem aktorką i mocno przeżyłam ten plan, chociaż był kręcony telefonem - daleko mu do wysokobudżetowego klipu. Reszta ujęć to prywatne archiwa z wakacji z moim życiowym partnerem. W rezultacie powstał obraz bardzo prawdziwy. Miałam nadzieję, że jeśli ktoś spojrzy w lustro i zobaczy siebie w tym klipie, to może zasięgnie pomocy. Często ludzie pytają mnie, czy wszystko u mnie w porządku - gdybym przeżywała wszystko, o czym piszę, to - nawiązując do swoich utworów "Blue Moon" i "Kocham karpia" - mieszkałabym z karpiem na niebieskim księżycu. (śmiech) Lubię obserwować, lubię układać w głowie scenariusze i historie, a potem ubierać je w obrazoburcze klipy i piosenki.

Album powstał w całości w Poznaniu, z udziałem lokalnych muzyków i wsparciem Stypendium Artystycznego Miasta Poznania 2025. Miałaś poczucie pracy we wspólnocie, czy raczej tworzenia bardzo osobistego świata w dobrze znanej przestrzeni?

Dzięki zdobyciu wsparcia w postaci stypendium twórczego mogłam przede wszystkim w ogóle tę płytę nagrać. Mało kto wie, jak piekielnie drogie jest produkowanie i nagrywanie muzyki w profesjonalnych warunkach. To już drugi raz, kiedy Miasto obdarza mnie zaufaniem - swoją trzecią płytę "Mirror" również ukończyłam dzięki temu stypendium. Moja praca z muzyką jest bardzo osobista. Najpierw komponuję bazę, potem aranżuję i gdy już wiem, co gdzie ma być, dopiero wtedy zapraszam muzyków do współpracy. Czasami formy są zamknięte, a czasami zostawiam pole do improwizacji. To właśnie komponowanie i aranżowanie sprawia mi najwięcej satysfakcji, dlatego rzadko oddaję je komuś innemu. Tu przykładem może być utwór "Wrong Dream", w którym pojawiają się smyczki zaaranżowane przez Pawła Ernsta, oraz tytułowe "Ludzkie zwierzę" z improwizowanymi partiami trąbki.

Po nagraniu "Ludzkiego zwierzęcia" czujesz większy spokój, czy raczej jeszcze większą ciekawość tego, kim jesteśmy jako ludzie?

Trudno o spokój, patrząc na to, co się dzieje. Piętrzą się konflikty, ludzie żądni władzy są jej żądni kosztem ludzkiego życia. AI rozwija się w zatrważającym tempie i bardziej mnie to przeraża, niż podnieca. Spokój mieliśmy raz - w latach 90. - i taki czas długo już się nie powtórzy. Dlatego doceniajmy naturę, wróćmy do książek zamiast scrollowania i wspierajmy tych, których kochamy. Chyba że pytasz o spokój twórczy - po każdym projekcie przychodzi chwila ciszy, ale od kilku lat piszę tak zwane "dzieło życia". Każdy muzyk co innego za nie uważa. Moim jest ośmioczęściowe Requiem. Pierwszą część już wydałam, ale w formie zarysu. Mam prawie 40 lat. Minione 20 tworzyłam niszową rozrywkę, kolejne chciałabym spędzić, pozostając przy tym, co kocham najbardziej - czyli przy klasyce.

Rozmawiał Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026