Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Wyśniony pocałunek

Xavier Dolan, który w 2009 roku, w wieku 20 lat zaszokował publiczność dojrzałością swojego debiutu pod tytułem Zabiłem swoją matkę, w nowym filmie zatytułowanym Matthias i Maxime powraca do tematów, które przewijają się przez całą jego twórczość: skomplikowanych relacji, seksualnych uniesień, toksycznych więzi łączących syna z matką.

.
fot. materiały dystrybutora

Matthias i Maxime, dziś trzydziestolatkowie, kiedyś zasiadali razem w szkolnych ławach. Pierwszy robi karierę w korporacji prawniczej, drugi szykuje się do wyjazdu do Australii, by uwolnić się od wpływu walczącej z uzależnieniem matki i zacząć wszystko od początku. Wciąż się przyjaźnią i spotykają w większym kumpelskim gronie. Podczas jednego z takich spotkań biorą udział w projekcie filmowym koleżanki, a clou ich krótkiego występu stanowi pocałunek, który prowadzi ich relację w nieoczekiwanym kierunku.

Maxime ma na twarzy znamię, jakby pęknięcie prowadzące od oka i rozciągające się na połowę powierzchni policzka. Jest w nim też swego rodzaju wewnętrzne rozdarcie - emocjonalna niepewność co do własnej tożsamości, wzmacniana przez histeryczną i werbalnie agresywną matkę. W odróżnieniu od niego Matthias wydaje się pewny siebie i poukładany - ma doskonałą pracę, narzeczoną, z którą planuje przyszłość. A jednak to nim najbardziej wstrząsa ich wspólny występ w etiudzie - następnego dnia o świcie idzie popływać w pobliskim jeziorze, ale traci orientację i ledwo udaje mu się odnaleźć drogę powrotną. Trudno o bardziej czytelną metaforę zagubienia.

Nie jestem przekonany co do tego, czy owa dość oczywista symbolika była w filmie konieczna, ale Dolan wydaje się wiedzieć, co robi. Konsekwentnie buduje obraz pełen skrywanych i nie do końca zdefiniowanych emocji. Samego pocałunku stanowiącego punkt zapalny tego nieoczywistego romansu nie widzimy - tuż przed zetknięciem się ust bohaterów następuje cięcie. Nie jesteśmy więc pewni, co się tak naprawdę wydarzyło (i jakie były ich pierwsze reakcje) i tak samo zdają się tego nie wiedzieć Matthias i Maxime. Widzimy za to ich późniejsze zachowania - niepewne spojrzenia, pełne niedopowiedzeń gesty. W tle pojawia się mocno ze sobą zżyta, choć chwilami może nieco zbyt rozwrzeszczana paczka starych przyjaciół.

Nie sposób odmówić Dolanowi warsztatowych umiejętności - w zupełnie niepozornym ujęciu, ukazującym choćby kobiecą szyję, potrafi zawrzeć cząstkę magii kina. Doskonale wykorzystuje także muzykę, która jest dla reżysera ważnym narzędziem prowadzenia narracji. I choć nie widać tu fałszywych nut, przeciwnie - rozgrywa on wszystko pierwszorzędnie, nie mówiąc wprost dokładnie tego, czego wprost powiedzieć nie chce, to po ponad dekadzie od debiutu chciałbym zobaczyć jego bardziej ryzykancką i poszukującą wersję. Może jednak niesłusznie, bo Dolan, niczym Almodovar, który zresztą zostaje wspomniany w jednej z żartobliwych scen (jako Aldomovar), wydaje się najlepiej opowiadać o tym, co mu najbliższe, o tym, czym aktualnie żyje.

Kanadyjski twórca jak rzadko kto potrafi pozornie banalną historią chwycić za serce. W swej odtwórczości, kopiowaniu samego siebie, momentami bywa wybitny. Fani Dolana oraz nieoczywistych, wykraczających poza gatunkowe schematy melodramatów powinni być usatysfakcjonowani.

Adam Horowski

  • Matthias i Maxime
  • reż. Xavier Dolan

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020