Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

KULTURA W KAPCIACH. Festiwale w zasięgu kanapy

Kilka lat temu moje festiwalowe życie odmieniło odkrycie platformy Festival Scope, za pomocą której można oglądać filmowe nowości z całego świata. Do 4 kwietnia bezpłatnie dostępne są na niej wybrane tytuły z meksykańskiego festiwalu Ficunam.

.
"It's me, Charlie Monttana", fot. materiały dystrybutora

W tym roku minęła już dekada od powstania internetowej platformy Festival Scope, która funkcjonuje zarazem w wersji Pro, skierowanej do programerów, producentów, dziennikarzy itd. Dla tych ostatnich to cenne narzędzie, a dla kinomanów - niezwykłe ułatwienie w dostępie do zagranicznego kina artystycznego.

Polskie festiwale tylko w ograniczonym stopniu prezentują tytuły z zagranicznych festiwali filmowych. Zazwyczaj jesteśmy też skazani na wiele miesięcy oczekiwania na pokaz wyczekiwanej produkcji, zastanawiając się, czy w ogóle trafi do jednego z takich programów. Bezpłatnie bądź za niską opłatą za pomocą Festival Scope można oglądać wybrane pozycje z programów festiwali filmowych, często tuż po ich międzynarodowych premierach. Platforma działa jak internetowa sala kinowa z ograniczoną liczbą miejsc (płatnych bądź nie), oferując strumieniowe oglądanie filmów w wysokiej jakości. Dzięki niej można się też dowiedzieć o istnieniu festiwali filmowych, które w Polsce nigdy bądź tylko sporadycznie są omawiane przez z natury wybiórczą lokalną branżę dziennikarską. I nie mam tu na myśli niszowych imprez, a raczej wydarzenia o co prawda nie tak piorunującym zasięgu jak Berlinale, lecz posiadające równie intrygujące tytuły w programie.

Przy tak szalonym dobrobycie, który oferuje Festival Scope, dość szybko można zostać pasjonatem rzeczy rzadkich. I tak - miast oglądania mainstreamowej przeciętności z dostępnych w Polsce platform filmowych - zacząć się snobować kinem elitarnym. W lutym rytm internetowych seansów wyznaczały nowości z IFF Rotterdam i Clermont-Ferrand International Short FF. Marzec należy do Ficunam.

Viva la Mexico!

Festival Internacional de Cine UNAM (FICUNAM) to młoda i bardzo ambitna impreza kulturalna, założona w 2011 roku i organizowana przez Universidad Nacional Autónoma de México. Z jednej strony ściąga do kraju nowoczesne filmy współczesne prezentujące odświeżające spojrzenie na kino, z drugiej służy jako miejsce prezentacji autorskich, niezależnych produkcji meksykańskich.

Jako że Ficunam jest u swych podstaw inicjatywą uniwersytecką, to jego selekcjonerzy zwracają szczególną uwagę na aspekty formalne obrazów, doceniając przy tym eksperymenty, a także decydują się na prezentowanie kina posiadającego związki z innymi dziedzinami sztuki. Mają trochę wysokobrwiowe założenia, prawda? Przyjrzyjmy się bliżej, co można zobaczyć w tym roku w sekcji Ahora México.

W głąb pamięci zbiorowej

Jeśli miałbym wskazać tytuł, na który najbardziej czekałem, to będzie to bez wątpienia Cenote Ody Kaori, japońskiej reżyserki zajmującej się dokumentem artystycznym. Uczennica Béli Tarra w swoich filmach bada meandry ludzkiej pamięci zbiorowej, budując zależności między obrazem i ścieżką dźwiękową i rezygnując z typowych funkcji, które w kinie pełnią słowo i dialog. Japońsko-meksykański Cenote miał swoją międzynarodową premierę na festiwalu w Rotterdamie, którego organizatorzy preferują takie wyrafinowane dokumenty z pogranicza kina i sztuk wizualnych.

Cenotes to występujące na półwyspie Jukatan naturalne studnie krasowe, podziemnie połączone z wodą gruntową. W przeszłości stanowiły dla Majów podstawowe źródła wody pitnej w sytuacji, gdy społeczność nie miała dostępu do jezior czy rzek. Część z cenotes pełniła też funkcje rytualne - składano w nich ofiary. Ze względu na filtrację przez podłoże wapienne, woda w tych studniach jest bardzo klarowna. Majowie uznawali je za rodzaj przejścia, bramy łączącej świat żywych i umarłych. Oda Kaori wykorzystała tę złożoną symbolikę, tworząc jeden z najdziwniejszych współczesnych filmów podwodnych.

Drugim filmem dokumentalnym, którego trudno byłoby sobie odmówić przy okazji przeglądania selekcji z Ficunam, jest It's me, Charlie Monttana w reżyserii Ernesto Manuela Méndeza Alvarady.

Tytułowy bohater to jedna z lokalnych gwiazd rocka - postać kontrowersyjna i barwna, funkcjonująca na pograniczu muzyki komercyjnej. Jeśli chce się poznać daną nację za pomocą kina, jednym z najlepszych sposobów jest moim zdaniem oglądanie dokumentów muzycznych o jej idolach, by wiedzieć, jakich artystów słucha. Bo mówiąc o sobie, naród zawsze może wiele zmyślić, ubarwić i ocieplić, lecz posiadanych gustów i idoli nie jest w stanie się wyprzeć.

Dramaty jednostek

W dramacie Sanguinetti Christian Díaz Pardo w intrygujący sposób podejmuje kwestię zawiłej historii najnowszej kraju, prawie 80 lat rządzonego przez Partido Revolucionario Institucional (PRI) - stosującą metody autorytarne Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną. Pretekstem staje się sytuacja wizyty i spotkania dwóch pokoleń. Mario Sanguinettiego nieoczekiwanie odwiedza w Mexico City córka Valentina, która w Chile pracuje jako dziennikarka śledcza, badając łamanie praw człowieka w kontekście doświadczeń związanych z tamtejszą dyktaturą. Spotkanie po latach przynosi nieoczekiwane owoce, odsłaniając przed kobietą nieznane fakty z przeszłości.

Christian Díaz Pardo po sporym sukcesie debiutu González, fałszywi prorocy (2014) w swoim drugim filmie bada historię jak najbardziej mu najbliższą, przeżytą wręcz osobiście. Reżyser urodził się w Chile i mieszkał tam do momentu, aż partia PRI utraciła władzę w 2000 roku. Sanguinetti, rzecz jasna, zrealizował niezależnie - z pomocą firmy producenckiej Awkacine, której jest współzałożycielem.

Z kolei Jaiziel Hernández Máynez w Days of Winter opowiada o codziennym życiu rodaków na północy kraju, w przemysłowym mieście nieopodal granicy z USA. To życie pozbawione perspektyw ukazuje wycinkowo, za pomocą opartej na uzależnieniu relacji matki z synem. 22-letni Nestor chciałby już w zasadzie wyjechać i los odmienić, lecz na przeszkodzie stoi mu matka, której nie chce opuszczać. Lilia traci pracę recepcjonistki na skutek cięć i ma przed sobą niewiele opcji na starość. A jednak Máynez, posiadający wszechstronne doświadczenie fotografa, dokumentalisty i operatora, unika kina turpistycznego i depresyjnego, ubarwiając Days of Winter ciepłem i melancholią. To najbardziej "sympatyczny" i przystępny tytuł tegorocznej edycji.

Wydaje mi się, że Ficunam doskonale spuentuje jednak najnowszy film Andrésa Clarionda Rangela. W Close Quarters reżyser sięga po schemat trójkąta miłosnego, przetwarzając go w dość nieoczekiwany sposób. Manuel i Lupe bezowocnie starają się o dziecko, co wywołuje w kobiecie coraz większą frustrację. Mężczyzna odkrywa, że jest bezpłodny i przeżywa głęboki kryzys. Gdy wszystkie inne możliwości stają dla niego nieosiągalne, o pomoc prosi Rubéna, swojego przyjaciela - chce, żeby ten został dawcą nasienia. Cóż może pójść nie tak? Rangel nakręca w Close Quarters spiralę silnych emocji w osaczającym bohaterów środowisku domowym. Reżyser kontynuuje w ten sposób kierunek przyjęty w swym poprzednim filmie Hilda. W tamtym debiucie pełnometrażowym, po przybyciu osoby z zewnątrz kryzys tożsamości przeżywa stateczna pani domu, dawna aktywistka.

Marek S. Bochniarz

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020