Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

KINO DOMOWE. Miłość, śmierć i dziewczyna

Nie od dziś wiadomo, że w kinie mówiąc mniej, można czasem przekazać więcej. Doskonałym tego przykładem jest Babyteeth - film o nieuleczalnie chorej nastolatce z tak zwanego dobrego domu, która zakochuje się w starszym, uzależnionym od lekarstw chłopaku.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Ten skrótowy opis bez pewnego dopowiedzenia będzie się jednak nieco mijał z prawdą, w rzeczywistości bowiem pełnoprawnych pierwszoplanowych bohaterów jest więcej. Są nimi także rodzice Milli, czyli Anna, tak samo uzależniona od leków, jak nielubiany przez nią chłopak, oraz Henry, z zawodu psychiatra, noszący to samo imię, co pies ciężarnej sąsiadki, z którą zaczyna go łączyć specyficzna relacja. Wspomniany chłopak, Moses, to z kolei powsinoga, raczej z konieczności niż z wyboru, bowiem za młodu raczej źle zniósł proces socjalizacji albo po prostu nie miał ku temu dobrych warunków, teraz więc błąka się po mieście i szprycuje się medykamentami, a jeśli ich braknie, uzupełnia zapasy, włamując się do domów obcych ludzi.

Rzecz jasna nie jest to pierwszy film o nieuleczalnie chorych bądź umierających nastolatkach odkrywających smaki życia - w ostatniej dekadzie mogliśmy takie historie oglądać wielokrotnie, żeby wymienić choćby Restless (2011), Niech będzie teraz (2012), Earl i ja, i umierająca dziewczyna (2014), Gwiazd naszych wina (2014) czy Ponad wszystko (2017). Będący pełnometrażowym debiutem Shannon Murphy Babyteeth doskonale wpisuje się w ów nurt young & dying, w odróżnieniu od wymienionych tytułów wydaje się jednak pozbawiony kiczu. Australijska reżyserka nie ucieka się bowiem do szantażu emocjonalnego, nie stara się na siłę wycisnąć z widza morza łez. Zamiast tego buduje poszczególne sceny, bazując na sprawnie rozpisanych postaciach, przemyślanej fabule i garści niedopowiedzeń, tworząc w ten sposób pozbawione banału perełki - nieważne, czy Milla kłóci się z matką, czy się do niej przytula, poznaje Mosesa od dobrej czy złej strony, czy też którykolwiek z pozostałych członków rodziny dostaje akurat swoje pięć minut - każde, nawet z pozoru nic nieznaczące zdarzenie, zostaje przedstawione z czułością dla bohaterów oraz zrozumieniem dla ich słabości.

I to właśnie dzięki temu Babyteeth działa tak dobrze, nie tylko na poziomie emocjonalnym, ale również czysto filmowym. Unoszący się nad rodziną demon, czyli nowotwór, nawet nie zostaje nazwany, a o jego charakterze wnioskujemy z faktu, że Milla przechodzi chemioterapię. Reżyserka zastosowała tu swoistą brzytwę Ockhama, usuwając z pola widzenia wszystko, co zbędne, czyli w tym wypadku szpitale, złowieszczo pikający sprzęt medyczny, zabiegi. Nie chciała czynić z choroby głównego bohatera, interesują ją bowiem przede wszystkim ludzie, którzy znaleźli się na zakręcie. A że mamy do czynienia z sytuacją, w której nie ma dobrych rozwiązań, najlepiej pokazuje scena, w której Anna, obserwując, co za jej milczącym przyzwoleniem wyrabiają w ogrodzie młodzi, samokrytycznie i ze spokojem mówi do Henry'ego: "to najbardziej beznadziejny styl wychowania, jaki można sobie wyobrazić".

Adam Horowski

  • Babyteeth
  • reż. Shannon Murphy

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021