Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

FESTIWAL SPUTNIK. Napięcia między słowami

Trudno o lepszy tytuł na pierwszy dzień poznańskiej repliki Sputnika. Wielka poezja Aleksandra Ługina, która międzynarodową premierę miała na prestiżowym festiwalu Busan, to spadkobierczyni krajowego kina akcji. Jej niespokojny rytm wyznacza marne wierszoklectwo i prostackie wierszyki, a nade wszystko surowa poetyka przemocy.

.
fot. materiały dystrybutora

W otwarciu filmu widzimy, jak Viktor z Lyokhą, młodzi konwojenci z prywatnej firmy ochroniarskiej, właśnie jadą do banku. To w pewnym sensie bracia - druhowie, których fizjonomie i charaktery rozdzielają niczym Flipa i Flapa. Ten pierwszy to spokojny, gładko ostrzyżony, wycofany chłopak o łagodnej, wręcz nijakiej twarzy. Drugi to nerwowy człowiek o ostrych rysach, który słucha na słuchawkach przaśnego rapu, którego bity sprawiają, że wierci się na siedzeniu. Doskonale sprawdziliby się w depresyjnym, surowym kinie społecznym. Ale tkwi w nich jakowaś poezja, zamiłowanie do rymowanek, zrodzone ze zbiegu okoliczności. Wszędobylskość i autorytarność osobliwego hobby, ciągle domagającego się uwagi, przekształca szpetną rzeczywistość.

Viktor nagle mówi: - Lyokha? Pozwól, że przeczytam ci mój wiersz. Lyokha się, rzecz jasna, po swojemu irytuje: - Jebać twoje wiersze. Chcesz, bym ci powiedział, czym jest poezja?, i po znalezieniu dobrego bitu rapuje: - Siedzisz na szczycie świata. Zarządzasz przepływem kasy. Porażony elektrycznym pocałunkiem kobiety przedawkowujesz. Czujesz się jak w niebie. Podchodzisz do krawędzi dachu. Odgrywasz boga. I teraz lecisz. I rozumiesz, czym jest przyleganie. I to jest prawdziwe, jebane wierszowanie.

Po rosyjsku rap Lyokhy ma rzecz jasna poprawne, zgrzebne rymy jak u Taco Hemingwaya. Chropowatość samych słów łączy się z prostotą naiwnych marzeń zużytych, bo powszechnych. Potem ta niedopasowana para jest świadkiem napadu na bank. Oczywiście Viktor dzielnie i w skupieniu walczy - a my odkrywamy, że jego poezja zawiera się być może paradoksalnie właśnie w przemocy, której unika i którą się brzydzi. Lyokha jest przerażony, sika w spodnie, bo jest silny wyłącznie w słowach. Po ucieczce złodziei, którzy porzucają torbę z łupem, Viktor zapala papierosa i kucając nad torbą zauważa leżącego nieopodal ptaka - ofiarę nagłej, chaotycznej strzelaniny. Niespodziewana walka - tak szybko, jak się zaczęła, równie nieoczekiwanie się zakończyła.

Kolejna scena: zajęcia z poezji. Nieszczęsne chłopaki wysłuchują sporej dawki marnej twórczości amatorów, wyrażającej bardziej frustracje uczestników warsztatów, niż zdolność do przetworzenia ich w cokolwiek interesującego i po literacku ciekawego. Lyokha wręcza prowadzącemu zajęcia wymiętą kartkę z wierszykiem, którego nie chce czytać i wychodzi. Poeta odczytuje go później przyjaciółce: - Krople deszczu spływając | Wsparły mróz w rysunku okiennym | A człowiek siedział w kącie | Zużytej i porzuconej przez boga pustyni.

Obserwujmy w kolejnych scenach bezsilność Lyokhi, jego skłonność do hazardu, tonięcie w długach - a także patrzymy na wnętrze obrzydliwej rudery, w której mieszka. Jego niezaradność popycha go coraz bardziej w kierunku ekstremalnego rozwiązania problemów. Wiersze i rapy w Wielkiej poezji przełamują trywialną historię kryminalną. Rzecz ucieka banałowi poprzez suchy, gorzki humor amatorskiej literatury i jej kolejnych, coraz dziwniejszych interpretacji. Ten niewielki zbiór poezji, który otrzymujemy w trakcie filmu, jest złożony z utworów o jakości bardzo nierównej. Grafomania Viktora i potencjał talentu, przezierający czasem z szyderczych rapów Lyokhi wyznaczają dziwne tempo filmu, opatrują osobliwym komentarzem kolejne sceny, które w typowym filmie realistyczno-turpistycznym coraz bardziej by nas przygnębiały.

Aleksander Ługin w postaci Viktora wykorzystuje po części rysy osobowości głównego bohatera z Brata Aleksieja Bałabanowa - weterana wojny w Czeczenii Daniły, który na skutek zbiegu okoliczności, i wbrew swojej naturze, staje się zabójcą. W Wielkiej poezji mamy do czynienia z młodym mężczyzną, który ukrywa w sobie traumę wojny w Ukrainie. Gdy stacjonował tam w bibliotece, z nudów zaczął czytać Petrarkę i innych poetów. I choć już po powrocie do Rosji nigdy nie napisze dobrego wiersza, to bardzo próbuje - podobnie, jak usilnie stara się zapomnieć wspomnienia przemocy. Tylko przemoc mu wychodzi.

W filmie mamy do czynienia z odpychającymi krajobrazami podmoskiewskich przedmieść, bardzo przypominającymi chaos i szpetotę polskich urbanistycznych pejzaży. Dlatego Wielka poezja wydaje się nam po słowiańsku bardzo bliska. Zarazem rozległe przestrzenie nieużytków po których wędrują Viktor i Lyokha, wyjmują po części tę parę bohaterów z konkretu miejsc, relacji ekonomicznych, z ram kina społecznego, do którego odnosi się reżyser. Pierwszy w całości niezależny film fabularny Ługina wymyka się prostym kategoriom - jest jakby autorskim spojrzeniem, typowym dla kina artystycznego, na gatunkowe kino sensacyjne. Z tytułową, wielką poezją według Viktora mierzymy się w finale - choć ilość tych poetyckich wstawek powoduje, że film pragnie się oglądać wielokrotnie, aby wychwycić wszystkie zawarte w nim drobiny subtelnego humoru, mikroobserwacji. I, rzecz jasna, tej najlepszej poezji, zawartej w napięciach między słowami i surowymi obrazami wspaniałego operatora Vsevoloda Kaptura.

Marek S. Bochniarz

  • 13. Festiwal Filmów Rosyjskich "Sputnik nad Polską" Replika: Wielka poezja, reż. Aleksandr Ługin
  • Kino Pałacowe
  • 13.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020