Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

FESTIWAL ANIMATOR. Reprezentacja kobiet w filmie animowanym

- Gdy zrobisz film, który staje się bardzo znany, to osoby z branży reklamowej natychmiast chcą wykorzystać twój styl - przyznaje Joanna Quinn*, twórczyni postaci brytyjskiej everywoman Beryl, która w tym roku zostanie nagrodzona Kryształowym Pegazem za całokształt twórczości na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych Animator.

, - grafika artykułu
"Beryl", rys. Joanna Quinn

W 1987 roku w filmie Girls Night Out stworzyłaś postać Beryl - pracowniczki fabryki, która od tego czasu pojawia się w Twoich filmach, w tym i w najnowszym, tegorocznym Affairs of the Art. Jakie to uczucie przez tak długi czas "prowadzić" wymyśloną przez siebie bohaterkę?

Cóż, myślę, że można ją poniekąd uznać za moje alter-ego. Tworzenie o niej filmów wydaje się teraz po prostu wręcz normalne - bo już od tak dawna to robimy. Jest mi bardzo dobrze znana, to ktoś dla mnie zwyczajnie bliski. Wręcz naturalne stało się realizowanie o niej filmów. Jednak w ostatnim z nich chcieliśmy się przyjrzeć trochę innym aspektom jej osobowości. Stąd wprowadziliśmy do fabuły więcej członków jej rodziny, co pozwala zarazem trochę lepiej zrozumieć to, skąd tak naprawdę wywodzi się Beryl.

A jednak to nie tylko postać, ale i również Twój znak firmowy, bo z Les Mills założyliście przecież Beryl Productions International. Jest to zresztą tak charakterystyczna bohaterka dla miłośników filmu animowanego, że każdy fan rozpozna ją w Waszym trailerze Bradford Animation Festival, przygotowanym na edycję z 2013 roku.

Powodem, dla którego wybraliśmy Beryl Productions na nazwę naszego studia było to, że w czasie gdy je zakładaliśmy, równocześnie pracowaliśmy nad kolejnym filmem o Beryl. W związku z tym musieliśmy również założyć konto bankowe i trzeba było po prostu wymyślić jakąś nazwę, bo wymagał od nas tego bank. A że robiliśmy film o Beryl, to odruchowo przyszła nam do głowy ta nazwa i już przy niej później pozostaliśmy.

Przeczytałem, że tworząc Beryl myślałaś o swojej matce - silnej kobiecie, która samotnie Cię wychowywała. Czy ta fikcyjna i prawdziwa kobieta są do siebie jakkolwiek podobne?

Tylko duchem. Moja mama, która już niestety zmarła, zawsze miała olbrzymie poczucie humoru. Cechowało ją to, że nawet w obliczu przeciwności zawsze zachowywała pozytywne nastawienie do życia. Jej optymizm przeniknął do postaci Beryl. I na tym polega jedyne podobieństwo między nimi. Bynajmniej nie chodzi o wygląd, bo moja mama zawsze była bardzo szczupła. Za każdy razem gdy mówiłam, że jest jak Beryl, to obruszała się i podpierając łokciem pytała "Co niby przez to rozumiesz?".

Mnie także wychowała samotna matka, więc doskonale rozumiem to, jak silną osobowość i niewzruszenie w obliczu przeciwności może prezentować taki rodzic i jak wiele może od siebie dać. Dlaczego w filmie Affairs of the Art trochę zmieniłaś sposób opowiadania o Beryl i poszłaś w innym, dość nieoczekiwanym kierunku?

Wiele osób mówiło mi: "O, robisz kolejny film o Beryl!". Myślę, że w sumie trochę się znudziliśmy tą postacią. Stwierdziliśmy wtedy: "Przecież już robiliśmy te typowe rzeczy o Beryl, no to teraz chcemy czegoś trochę innego". Uznaliśmy, że co prawda zrobimy "kolejny film o Beryl", ale spróbujemy głębiej przeniknąć jej osobowość. Dlatego przenieśliśmy się do przeszłości i przyjrzeliśmy się jej dzieciństwu, a także relacji z jej siostrą Beverly i temu, jak bardzo jest ona przeciwieństwem Beryl. W Affairs of the Art poddajemy wiwisekcji bliźnięta, które co prawda zostały wychowane w ten sam sposób, ale ostatecznie okazały się być zupełnie od siebie różne. Zawsze mnie fascynowało to zjawisko. Choć Beryl i Beverly tak bardzo się od siebie różnią, to jako siostry się jednak mimo wszystko uzupełniają.

Zdecydowaliśmy się też powrócić do postaci męża Beryl, który co prawda pojawił się już w pierwszym filmie, ale zawsze był poniekąd postacią niemą, więc tym razem daliśmy mu głos. W Affairs of the Art wspiera artystyczne dążenia żony i zgadza się na to, by być jej modelem. Okazuje się wręcz w jej aspiracjach osobą konieczną. Ale rzecz jasna nadal się z nią mimo wszystko drażni.

Girls Night Out był Twoim filmem dyplomowym. Jak ludzie zareagowali na ten pierwszy, pod względem obyczajowym bardzo odważny film o Beryl?

Chodzi o to, że pojawia się w nim męski striptizer? Dla mnie nie było w tym nic niecodziennego. Byłam wtedy na studiach, a zrobienie tego filmu było dla mnie po prostu dobrą rozrywką. Potem film zaczął podróżować po festiwalach filmowych. Robiąc go nie wiedziałam w zasadzie, co się z nim stanie, gdy już ukończę edukację. Pracowałam nad nim jeszcze na uczelni, a skończyłam go, gdy już stamtąd odeszłam. Odkryłam wtedy, że gdy ukończy się film, odtąd zaczyna on żyć już własnym życiem i idzie dalej w świat. Ludzie mogą go zobaczyć w bardzo wielu miejscach. Dziś mamy zresztą internet - wtedy oczywiście nie było takich możliwości - więc każdy może go zobaczyć.

Nie jest się więc zawsze na miejscu, by powiedzieć: "Nie, nie, wcale mi o to nie chodziło, tak naprawdę oznacza to coś zgoła innego". Była to bardzo dobra lekcja. Jeśli robi się film, to przekazuje się w nim właśnie to, co naprawdę chce się powiedzieć, bo potem nie będziemy zawsze stać przed publicznością podając jej swoje wymówki.

Ten film bardzo spodobał się publiczności. Myślę, że powodem był jego poniekąd "czysto rozrywkowy" i zabawowy charakter. Ja po prostu go zrobiłam, a ludzie potem dokonali jego oceny. Sama nie mogłam jej wydać - zrobiłam po prostu to, co przyszło do mnie poniekąd naturalnie. Ale gdy Girls Night Out już wyszło w świat, zaczęto być porównywane do innych filmów - nie tylko z tamtego roku, ale i z lat poprzednich. Lekcja, którą wtedy wyniosłam dotyczyła tego, że jak coś się już zrobi, to jest to zestawiane ze wszystkim innym, co powstało do tej pory, bez względu na to, jakim dysponowało się przy tym budżetem.

Czy to doświadczenie - wrażenie, że publiczność "kupiła" Twój film - sprawiło, że zdecydowałaś się na realizację kolejnych animacji w podobnej manierze?

Tak, wtedy uświadomiłam sobie, jak wygląda świat kina. Do momentu, do którego nie zrealizowałam tego filmu tak naprawdę niewiele wiedziałam o filmach. Miałam tylko świadomość, że umiem rysować i planowałam zająć się w przyszłości tworzeniem ilustracji bądź komiksów. Dopiero na studiach odkryłam świat animacji.

Gdy Girls Night Out zdobyły popularność, telewizja Channel 4 zaproponowała nam zrobienie kolejnego filmu o Beryl. Na przełomie lat 80. i 90. stacje telewizyjne w Wielkiej Brytanii miały duże środki finansowe na kino niezależne. Dziś już tak nie jest, ale wtedy było naprawdę dobrze! I tak doszło do realizacji Body Beautiful.

Czy zgodziłabyś się ze stwierdzeniem że Beryl jest angielską Everywoman - tak, jak angielskim Everymanem jest Pan Christie Phila Mulloya?

Tak - tyle, że jest ona Walijką, więc jest raczej brytyjską Everywoman. Jeśli odwiedziłbyś Walię to odkryłbyś, że Beryl jest typem kobiety, który bardzo często można tam spotkać. Chodzi mi o pewien rodzaj ciepła czy o figurę matki. Uważam więc, że Beryl reprezentuje wiele kobiet w tym kraju, które są do niej zwyczajnie podobne. I właśnie dlatego tak wiele osób ludzi tę postać - bo poniekąd dostrzegają w niej siebie. Ale nie uważam, że chodzi tu wyłącznie o tę "brytyjskość"  - raczej o to, że Beryl jest po prostu kobietą. Podróżując z filmem spotykaliśmy się z widownią w bardzo różnych miejscach na świecie. Zrozumiałam wtedy, że idzie bardziej po prostu o kobiecą protagonistkę i to, że cały film jest poświęcony właśnie jej. Odświeżającym uczuciem było dla nich nareszcie zobaczenie na ekranie osoby, z którą mogą się identyfikować.

Chris Robinson pisząc o Tobie w książce Animators Unearthed stwierdził, że każdy posiadacz odbiornika telewizyjnego musiał oglądać Twoje prace. Nie miał jednak na myśli filmów o Beryl, a "pamiętne reklamy" papieru toaletowego Charmin. Gdy je odnalazłem na Waszym kanale Vimeo uznałem, że pomijając kwestie reklamowe są to naprawdę wspaniałe filmy!

Gdy zrobisz film, który staje się bardzo znany, osoby z branży reklamowej chcą natychmiast wykorzystać twój styl. Sprawdzają gdzie mógłby ten styl pasować i jak z jego pomocą można by sprzedać różne rzeczy. Dlatego zapytano nas czy chcemy robić reklamy, a my byliśmy rzecz jasna bardzo chętni. Po kilku mniejszych produkcjach podpisaliśmy kontrakt z Charmin. Pierwszą reklamę dla nich przygotowaliśmy na rynek brytyjski. Jest to amerykański produkt importowany przez Wielką Brytanię. A po tym, jak dokonali rebrandingu marki, zaczęliśmy realizować dla nich również produkcje, który były już dystrybuowane w USA. Nasza współpraca trwała przez długie lata.

Gdy robisz niezależny film, to jest to małe przedsięwzięcie trwające dłuższy okres, z którym wiąże się też duże napięcie i chęć posiadania pełnej kontroli nad całym procesem. Natomiast w przypadku reklamy dysponuje się bardzo ograniczonym czasem - co oznacza, że trzeba być bardzo skupionym, a zarazem wymaga to zaangażowania większej liczby osób. Jest to zarazem bardzo uporządkowana praca. W przypadku reklam nie zajmuję się samą animacją, tylko pełnię funkcję reżyserki i koordynuję pracę innych animatorów.

Dzięki pracy w przemyśle reklamowym mogliśmy współpracować z wieloma bardzo utalentowanymi osobami, z którymi nie mielibyśmy kontaktu, gdybyśmy skupili się wyłącznie na realizacji filmów krótkometrażowych. Zetknęliśmy się też w ten sposób z wieloma studentami, którzy trafili do nas po ukończeniu studiów. Wiele osób przychodziło i odchodziło od nas. Było to bardzo ciekawe doświadczenie.

Czy w reklamie dostawałaś dużo wolności artystycznej czy niekoniecznie i raczej trzeba podporządkować się koncepcji narzuconej przez agencje reklamowe?

Dość szybko zrozumiałam, że w taką pracę można tylko w ograniczonym stopniu włożyć swoją kreatywność. Początkowo nie czułam się z tym zbyt komfortowo. Pytałam wtedy: "A dlaczego nie moglibyśmy tego zrobić w taki a taki sposób?". Agencja reklamowa odpowiadała: "To dobry pomysł, ale zróbmy to tak, jak już wymyśliliśmy". Mieliśmy co prawda sporo artystycznej kontroli nad reklamami, ale tylko do pewnego stopnia. Gdy już to sobie uświadomiłam, dobrze się z tym poczułam - mając świadomość, że po prostu wykonuję swoją pracę dla kogoś innego najlepiej jak potrafię. Stajesz się w takiej sytuacji osobą, która rozwiązuje problemy za tych, którzy wpadli na pomysł stworzenia reklamy, a ty ożywiasz ich pomysły na ekranie.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Joanna Quinn - wybitna brytyjska reżyserka filmowa i animatorka, lauretka ponad 90 nagród i wyróżnień. W 1987 roku wraz ze scenarzystą i producentem Les Mills założyła Beryl Productions International. Twórczyni słynnej postaci Beryl.

  • pokaz Crystal Screening - Joanna Quinn
  • 13.07, g. 22
  • kino Muza
  • bilety: 15 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021