Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

Fakty są lepsze od kłamstw?

Pandemia wstrząsnęła światem festiwali filmowych. W nowej rzeczywistości najlepiej radzą sobie te, które zawsze były trochę na bakier z blichtrem, sławą i bogactwem - czyli festiwale filmów dokumentalnych. W kwietniu do internetu, przynajmniej tymczasowo, przeniósł się szwajcarski Visions du Réel.

.
"Elena", fot. materiały dystrybutora

Gdy został założony w 1969 roku (a więc trochę wcześniej od największej obecnie imprezy dedykowanej dokumentom - utworzonej w 1988 roku IDFA), nazywał się, od miejsca jego organizowania, Festival international de cinéma documentaire de Nyon. Nyon, położony nad Jeziorem Genewskim tuż przy granicy z Francją, ma zresztą szczęście do kultury - odbywa się tu także festiwal muzyczny Paleo. Na początku główną funkcją festiwalu filmowego było prezentowanie publiczności kina rodzimego, a także produkcji nijak niedostępnych - czyli ze wschodu, zza Żelaznej Kurtyny (a zatem i polskich!). Po upadku ZSRR, w latach 90. został przemianowany na Visions du Réel, a jego program stał się bardziej międzynarodowy. Dziś to bardzo poważany festiwal - na jego rangę może wskazywać choćby fakt, że jego założyciel Moritz De Halden pełnił potem funkcję dyrektora Berlinale i Mostra internazionale d'arte cinematografica w Wenecji. Poza tym, organizatorzy szczycą się tym, że wiele filmów ma u nich swoje pierwsze, premierowe pokazy.

Edycja internetowa Visions du Réel przebiega w dwóch turach - pierwsza trwała od 17 kwietnia do wczoraj, druga rozpoczyna się dzisiaj i zakończy się 2 maja. To, że odbywa się w sieci, nie oznacza jednak powszechnej dostępności wszystkich tytułów. Część z nich mogą zobaczyć tylko Szwajcarzy (to tzw. geolokalizacja wydarzeń internetowych). To wentyl bezpieczeństwa zastosowany przez twórców, a podyktowany trochę absurdalną polityką festiwalową. Artyści nie chcą, aby w przyszłości selekcjonerzy festiwali odrzucali ich produkcje, uznając edycję internetową Visions du Réel za... premierę również w ich kraju. Z kolei pozostałe tytuły, które są bezpłatnie dostępne na całym świecie, funkcjonują tak, jak "sale internetowe" typu Festival Scope - czyli mają limit "miejsc" do 500 osób. Warto zatem nie zwlekać z oglądaniem do 2 maja. Aby "festiwal internetowy" nie przekształcił się w jakąś perwersyjną odmianę platformy streamingowej, poszczególni twórcy przygotowali krótkie wprowadzenia do swoich filmów, podchodząc do nich często w bardzo kreatywny sposób.

W tym roku, przy okazji festiwalu w Rotterdamie, w selekcji zwróciłem uwagę na jeden tytuł, wyróżniający się przez swoją wizualność, który teraz można obejrzeć w ramach szwajcarskiej imprezy. A Rifle and a Bag to dzieło autorstwa trójki reżyserek - Włoszki Isabelli Rinaldi, Rumunki Cristiny Hanes i pochodzącej z Indii Aryi Rothe. Specjalnie podkreślam płeć i narodowość twórczyń. Ich bezpardonowy, feministyczny film pokazuje obraz Indii zupełnie nie taki, jak w przypadku bollywoodzkich, cukierkowych i sztucznych masala movies, czyli wielogodzinnych, tanecznych hybryd gatunkowych skierowanych do szerokiej, wręcz familijnej publiczności. Bohaterami A Rifle and a Bag jest małżeństwo byłych naksalitów, czyli eks-członków maoistowskiego ruchu zbrojnego o charakterze partyzanckim. W związku z tym, że rocznie w Indiach z rąk bojowników ginie kilkaset osób, bycie eks-naksalitem powoduje, że stoi się bardzo nisko w hierarchii społecznej. Para bohaterów próbuje wysłać syna do szkoły i oczekuje drugiego dziecka. Brzemienna Somi pragnie mieć dziewczynkę, lecz jest trzymana w niepewności, bo lekarze w Indiach pod groźbą kary nie mogą ujawnić rodzicom płci płodu. Poza tym, że A Rifle and a Bag wyróżniają imponujące zdjęcia Cristiny Hanes, film można potraktować jako studium dość chyba jednak typowej sytuacji, gdy ludzie, którzy porzucili swoje idee (jak dziwne by się nam one nie wydawały) muszą zmierzyć się z opresyjnym wobec nich systemem i podporządkować się mu, zrezygnować w oporu - a wszystko to w trosce o swoje dzieci, o ich normalną przyszłość.

My Mexican Bretzel Nurii Giménez na Gijón International Film Festival otrzymał nagrodę dla najlepszego hiszpańskiego filmu. Film otwiera motto Paravadina Kanvara Kharjappaliego: "Kłamstwa są jedynie innym sposobem powiedzenia prawdy". Tym pisarzem fascynuje się Vivian Barret. Jeśli jednak sprawdzimy oba nazwiska, to odkryjemy, że nie istnieją. Giménez w My Mexican Bretzel wykorzystała prywatne filmy swoich rodziców. Z 50 rolek taśmy 16mm zmontowała fikcyjną opowieść, którą opatrzyła napisanym przez siebie, wymyślonym dziennikiem Barret. A że rodzice reżyserki dużo podróżowali, to My Mexican Bretzel zabiera nas w autentyczną podróż po Europie z połowy XX wieku, a przy okazji - mierzy nas z tym, jak doskonale można mistyfikować historie, jeśli ma się zdolność do snucia opowieści.

Jako że Visions du Réel należy do Doc Alliance, zrzeszającego siedem najważniejszych europejskich festiwali filmów dokumentalnych, to część jego internetowej edycji odbywa się na dafilms.com, platformie reprezentującej to zrzeszenie. Zobaczymy tam dwie retrospektywy - Kanadyjczyka Petera Mettlera i Brazylijki Petry Costy. Dużą zaletą filmów z festiwalu dostępnych na dafilms.com jest brak limitów "miejsc" i to, że - w przeciwieństwie do reszty tytułów dostępnych na tej trochę staromodnej platformie - można je oglądać w HD. Ja jednak dafilms.com bardzo cenię, bo posiada imponujący zestaw tytułów, na który składają się choćby nigdzie indziej niedostępne produkcje, a wręcz całe filmografie konkretnych reżyserów. Film dokumentalny w przeciwieństwie do kina fikcji nie jest zbyt dobrze dystrybuowany, a jednak w ostatnim czasie jego popularność stale rośnie - i jestem pewien, że dzięki edycji internetowej Visions du Réel wzrośnie jeszcze bardziej.

Trzeba przyznać, że Peter Mettler jest ekscentrykiem i bardzo oryginalnym artystą. Jego dorobek, wypełniony przez artystowskie eksperymenty, mógłby posłużyć za przykład na ukazanie tego, jak wiele jest możliwe do osiągnięcia w kinie dokumentalnym - a czego nigdy nie uda się osiągnąć twórcom filmów fabularnych. W swoim ostatnim filmie Becoming Animal Mettler bada świat zwierząt i demaskuje to, jak niewiele o nim wiemy. Rozpoczyna nocą - nasłuchując "po ciemku" fascynującej sonorystyki istot żywych - i pada wówczas prowokacyjne stwierdzenie, że to ona stoi u źródeł muzyki stworzonej przez człowieka. Do bardzo bogatej retrospektywy reżysera trafił także The End of Time. To chyba nawet odważniejsza, bardziej wymagająca filmowa eskapada Mettlera, który próbuje uchwycić ulotną naturę czasu.

Reżyserka i aktorka Petra Costa stwierdziła: "Reżyseria jest katarktyczna: powoli ból zmienia się w pamięć, przekształca się w wodę. Uważam, że wiele rzeczy, które były niezwykle bolesne, stały się pamięcią, a dzięki temu ja jestem uspokojona, cierpienie znikło". Jako można się domyśleć - wiele z jej filmów jest niezwykle osobistych. Od jakiego tytułu zacząć swoją przygodę z jej filmografią? Polecam poetycką Elenę. To opowieść o starszej siostrze, która - gdy przyszła reżyserka miała zaledwie siedem lat - wyjechała do Nowego Jorku z marzeniem dzielonym z matką: zostania aktorką. Po dwudziestu latach Petra sama staje się aktorką i wyrusza do Stanów, aby odszukać Elenę. W filmie postaci sióstr stopniowo zlewają się ze sobą - aż widzowi trudno jest oddzielić Petrę od Eleny, Elenę od Petry.

Aby oglądać filmy z Visions du Réel - trzeba założyć konto na stronie festiwalu. Internetowa edycja jest bezpłatna.

Marek S. Bochniarz

  • Festiwal Visions du Réel
  • 17.04-2.05
  • online

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020