Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Nieznany brat Europy

W spektaklu "Porządni ludzie" w Teatrze Nowym reżyser Piotr Kruszczyński próbuje połączyć satyrę na europejskie elity z dramatem o moralnym długu wobec "obcego". Punktem wyjścia jest historia francuskiej arystokratycznej rodziny, która niespodziewanie musi zmierzyć się z konsekwencjami dawnej decyzji swojego patriarchy. Problem w tym, że przedstawienie - oparte na powieści Kingi Wyrzykowskiej - z czasem traci wyrazistość: zamiast wyostrzać konflikt wokół odpowiedzialności i strachu przed innym, coraz bardziej grzęźnie w przegadanym dramacie rodzinnych frustracji.

Para aktorów zwrócona ku sobie na scenie. - grafika artykułu
fot. Dawid Stube

Akcja rozgrywa się w październiku 2014 roku, tuż przed falą zamachów dżihadystycznych we Francji, co od początku nadaje całości wyraźny kontekst islamofobiczny. Na początku spektaklu członkowie rodziny Simart-Duteil siedzą wokół sceny i kolejno zabierają głos w opowieści o ich własnym świecie. Aktorzy monologują w kierunku publiczności, mówiąc o swoich postaciach w trzeciej osobie. Zabieg ten wprowadza dystans i humor, pozwalając przyjrzeć się elitarnemu środowisku, które z jednej strony okazuje się pełne małych dziwactw, przywar i dość zwyczajnych problemów, z drugiej zaś jest przeraźliwie zmanierowane i - jak to się mówi - odklejone. Francuska kultura wysoka z jej manierami i językowymi ozdobnikami potraktowana została z ironią. Widzowie nie mogą mieć złudzeń, że bohaterowie są zamknięci w wąskim świecie własnych wyobrażeń i wytresowani przez rytualnie powtarzane zachowania.

W centrum jest Isabella (gra ją Gabriela Frycz), 70-letnia matka rodu, która wciąż z powodzeniem dba o swój wizerunek i związana jest z bardzo młodym Marco (w tej roli Jan Romanowski) - pianistą grającym na statkach wycieczkowych. Jej syn Samuel (Sylwester Piechura) pracuje jako chirurg estetyczny i z niepokojącą czułością "poprawia" twarz matki, co nadaje całej rodzinie rys moralnej degeneracji. Poza tym jest arogancki i przekonany o własnej wyjątkowości. Paul (Łukasz Chrzuszcz), brat Samuela, jest z kolei życiowym nieudacznikiem utrzymującym się z pieniędzy rodziców, a ich siostra Clothilde (debiutująca na scenie Teatru Nowego Sara Kociołek) zdradza własne neurozy i seksualne napięcia. W "Porządnych ludziach", podobnie jak w innych opowieściach o arystokracji, pojawiają się "klasyczne" kazirodcze podteksty oraz wypływające na wierzch dziwne emocjonalne zależności. Ważną figurą w tej układance jest Monika (Maria Bruni), pochodząca z Polski partnerka Samuela, która chce wyprawić ich wesele w Sopocie. Udanym zabiegiem było obsadzenie w tej roli dobrze już znanej poznańskiej publiczności aktorki, która pochodzi z Ukrainy i mówi z wyraźnym wschodnim akcentem. Dla polskich widzów brzmi on nadal jak sygnał obcości, której nie da się łatwo usunąć, co świetnie rezonuje z tematyką dalszej części spektaklu.

Punktem wyjścia właściwego dramatu jest natomiast historia z przeszłości: nieżyjący ojciec rodziny podczas pobytu w Syrii w latach 70. zrobił sobie zdjęcie z kobietą i dzieckiem. Po latach - już po zamachu na redakcję "Charlie Hebdo" - do rodziny odzywa się Syryjczyk proszący o pomoc, który okazuje się nieślubnym synem patriarchy. Wątek ten można czytać jako metaforę europejskiego "długu" wobec zewnętrznego świata, zwłaszcza krajów Bliskiego Wschodu. Obcy nagle okazuje się kimś, kto ma realne prawo do miejsca w rodzinie i do udziału w jej majątku.

Problem "Porządnych ludzi" polega m.in. na tym, że w pewnym momencie spektakl przestaje funkcjonować jako satyra, a zamiast tego próbuje stać się współczesnym moralitetem, opowieścią o winie, obowiązku i moralnym długu. Zamiast jednak wyostrzać konflikt wokół pytania o odpowiedzialność wobec "obcego", dramaturgia przesuwa ciężar w stronę psychologicznego dramatu rodzinnego. Na pierwszy plan wysuwają się prywatne frustracje bohaterów - nieudane związki, emocjonalna pustka, psychiczny kryzys Moniki związany z macierzyństwem, a pierwotny temat stopniowo się rozmywa. Obserwowani pojedynczo - Monika, Paul czy Clothilde - są całkiem zwyczajni i nawet dają się lubić, jednak w gromadzie stają się absolutnie nieznośni (to w sumie ciekawy, mimochodem obecny w spektaklu wątek, szkoda, że nie został bardziej uwypuklony). Spektakl przez to zaczyna przypominać inną poznańską realizację teatralną - "Pigmaliona" Mikity Iłynczyka w Teatrze Polskim, w którym problemem również okazała się rozpiętość dramaturgiczna.

Niestety podobnie jest i tym razem. Dopóki na scenie rządzi dystans i satyra, Porządni ludzie mają odpowiednie tempo i temperaturę. Arystokratyczni bohaterowie nakreśleni są grubą kreską, rozpoznajemy w nich pewne ukształtowane typy. Monika, nowy nabytek rodziny, pozwala sobie jednak na przeżywanie własnego dramatu, wulgarnie odrzucając normy panujące w nowym środowisku i niejako nieświadomie potwierdzając, że do nich nie pasuje. Jednak mniej więcej od połowy spektaklu przestaje on w jakikolwiek sposób pobudzać, lecz grzęźnie na dramaturgicznych mieliznach. Niedostatki źródłowego materiału literackiego są tu głównym problemem, bo od strony realizacyjnej całość jest naprawdę porządnie zrobiona. Formalnie przedstawienie pozostaje kameralne, ale uwagę przykuwają świetne kostiumy (Aleksandra Grabowska), reżyser zaś sprawnie wykorzystuje projekcje wideo (autorstwa Jakuba Baniaka) i ekrany, a poza tym operuje raczej prostymi środkami. To oczywiście nie musi być zarzut, niemniej z czasem nadmiar dialogów zaczyna dawać się we znaki, spektakl staje się przegadany, a dramaturgiczne napięcie słabnie. Aktorsko przedstawienie wypada naprawdę nieźle, rej wodzą zwłaszcza bardziej doświadczeni aktorzy Nowego (Gabriela Frycz i jak zawsze w podobnych rolach znakomity Łukasz Chrzuszcz), ale ponownie - wydaje się, że w niektórych przypadkach zwyczajnie brakuje im materiału do zbudowania głębiej osadzonych, wychodzących poza stereotypy ról.

Największy problem dotyczy jednak samej metafory, która napędza fabułę. Syryjski syn (Anas Al-Khateeb) pozostaje figurą niemal całkowicie pustą. Poza tym, że jest sympatyczny i w pewnym momencie śpiewa po polsku "Dziwny jest ten świat", nic o nim wiemy. Przestrzeń sceniczna otwierająca się w samym finale ukazuje widzom pięknie zrealizowany pokój w bliskowschodnim stylu. Tyle że dzieje się to w ostatniej scenie. Trudno więc potraktować Syryjczyka jako pełnoprawnego bohatera - raczej jest to symboliczny znak w przypowieści o europejskim długu wobec świata zewnętrznego. Pytanie tylko, czy ta metafora nie pojawia się i nie znika zbyt szybko. Spektakl zdaje się sugerować konieczność moralnej i finansowej "spłaty" wobec obcego, który nagle okazuje się częścią rodziny. Ale zamiast rzeczywiście zmierzyć się z wizją odpowiedzialności wobec kogoś spoza własnego świata, dramat znów koncentruje się na kryzysach i niedopasowaniach samych bohaterów.

Paradoks polega na tym, że choć rodzina jednoczy się w obliczu zagrożenia, jej lęki i obsesje pozostają dla publiczności odległe - zarówno kulturowo, bo dotyczą francuskiej, postkolonialnej rzeczywistości, jak i klasowo, ponieważ bohaterowie przynależą do hermetycznego świata arystokracji. Szkoda, że dramaturgia nie jest odważniejsza i nie próbuje wyraźniej przełamać tej perspektywy ani przystosować historii do polskiego kontekstu. Postaci tkwią w swoich fantazmatach i uprzedzeniach, niezdolni do krytycznego myślenia - a ich paranoje stają się najbardziej czytelnym tematem przedstawienia. Tylko czy to na pewno są też nasze paranoje - a nie projekcja na temat "onych"?

Tego rodzaju portrety zachodnich kosmopolitycznych elit stały się w ostatnich latach częstym motywem - pojawiają się w filmach i serialach (np. w nagrodzonym Złotą Palmą filmie Rubena Östlunda "W trójkącie" z 2022 roku), a ostatnio także na scenie... Teatru Nowego, w przedstawieniu "Hotel Molier" Oskara Sadowskiego. Nagromadzenie podobnych diagnoz zaczyna być podejrzane - niewątpliwie odpowiadają one na jakieś polityczne zapotrzebowanie, coś najwyraźniej maskują. Ale właściwie co? Tego, oglądając "Porządnych ludzi", raczej się nie dowiemy. Spektakl mierzy puls rzeczywistości dość powierzchownie, powtarzając melodie, które słyszeliśmy po wielekroć... Wystarczy jednak włączyć telewizor, by przekonać się o tym z dużo większą mocą.

Adam Domalewski  

  • "Porządni ludzie"
  • reż. Piotr Kruszczyński
  • Teatr Nowy
  • recenzja z 27.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Odwiedź także: