Jette ma 10 lat. I jak na dziesięciolatkę przystało - zarzuca świat pytaniami. Pytania, które mnoży Jette dotyczą spraw ostatecznych. Śmierci. A wszystko dlatego, że dzień po 9 urodzinach Jette umiera jej młodszy brat - Emil. Jak dziesięciolatka radzi sobie z jego odejściem? Jak tłumaczy śmierć? Jak sobie ją wyobraża? Co czuje? O co pyta dorosłych? Które ich odpowiedzi akceptuje, a do których zgłasza wątpliwości? "Niektórzy ludzie umierają, gdy są bardzo starzy, niektórzy umierają jednocyfrowi" - dzieli się swoimi obserwacjami. Idzie w nich dalej: "Niektórych ludzi zabijają inni ludzie, a niektórzy umierają, bo połknęli kość od kurczaka, albo osę, albo dlatego, że nadepnął na nich przez pomyłkę krótkowzroczny słoń. Są ludzie, którzy umierają, bo są smutni i samotni, i potem sami się zabijają". By wreszcie takie wyciągnąć wnioski: "Chcę powiedzieć że: Wszyscy kiedyś umieramy. Tak czy siak".
Z wielu takich refleksji i małych-wielkich dziecięcych mądrości składa się sztuka młodego niemieckiego dramaturga, Jensa Raschkego, którą postanowił przenieść na scenę Paweł Szkotak. Reżyser i psycholog kliniczny (prywatnie także ojciec) wymyślił i przy pomocy prostych środków zbudował spektakl, na który chce się wracać.