Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Artysta, a może już celebryta?

Piątkowy wieczór, malutka Galeria Jerzego Piotrowicza Pod Koroną. Przed wejściem do środka - tłok. By zobaczyć wystawę Norakiego, trzeba odstać swoje w kolejce. Dwie osoby z kamerą opisują szczegółowo każdą ze stu jedenastu prac, prawie każdy robi sobie telefonem selfie. Czy to jeszcze wystawa, czy już wydarzenie, na którym po prostu należy być?

.
fot. Robert Gil

Patrząc na tłum obecny na wernisażu, można się zastanowić czy Noriaki to jeszcze artysta, czy może już nasz lokalny celebryta? Jego sztuka wyrosła z tego, co łączy młodych ludzi. Z podwórka, z niepokory, z chęci "wstrzyknięcia sobie w żyły" odrobiny adrenaliny. I choć już dawno to, co Noriaki robi wychodzi poza street art, to frekwencja na wernisażu pokazała, że jego styl trafia do młodego pokolenia. Jestem przekonany, że dla młodych i wrażliwych artystycznie poznaniaków jest najbardziej rozpoznawalnym współczesnym twórcą wizualnym. I - z całym szacunkiem dla niewątpliwego dorobku poznańskich profesorów poruszających się w szeroko pojętej materii sztuk plastycznych - dla młodych ludzi jest twórcą najważniejszym.

Prezentacja prac Norakiego w Galerii Jerzego Piotrowicza może być dla wielu zaskoczeniem. Twórca kojarzony z monochromatycznym wizerunkiem pojawiającego się na murach Poznania Watchera (Pana Peryskopa), pokazuje na wystawie inne oblicze. Choć nie można oprzeć się wrażeniu, że Watcher gdzieś pośród rysunków Noriakiego cały czas jest obecny. Nawiązania do najważniejszej w jego twórczości postaci występują choćby w kolorowym rysunku łodzi podwodnych. Charakterystyczne oko spoglądające z niektórych prac czy kontrastowe czarno-białe rysunki także kojarzą się jednoznacznie ze stylem Noriakiego.

Uwagę przykuwa wypełniony ludźmi kontrastowy tryptyk - jedna z najciekawszych prac na wystawie, która pokazuje, że w trakcie swojego kilkumiesięcznego pobytu w Barcelonie Noriaki nie narzucał sobie ograniczeń ani w kwestii ilości prac, ani formy. Kontrastowy tryptyk obok kolorowej pracy-wydzieranki, wielobarwne, dopracowane rysunki obok form zbudowanych na bazie jednego tylko koloru i jednego pociągnięcia kreski. Różnorodne papiery, namalowane na nich kreski grubsze, cieńsze. Prace, w których ważną rolę odgrywa podpis ("Tinder Tin" ) obok niepodpisanych. Zabawy z martwą naturą, popkulturowe nawiązania (Batmany, żółwie Ninja).

Noriaki dotyka wielu tematów i używa wielu stylów. Nie stroni nawet od aktów. Jedyną wspólną cechą wszystkich prac jest... oprawa. Demokratycznie Noriaki wyeksponował wszystkie rysunki w takich samych czarnych ramach i rozrzucił je po ścianach. To nie artysta podsuwa nam najciekawsze prace, wybór pozostawia nam. Przy takim natłoku niestety nie jesteśmy w stanie skupić się na wszystkich, wychwycić szczegółów, w efekcie zlewają nam się w całość. Zapamiętamy może dziesięć, dwanaście rysunków. Czy taki był zamysł artysty?

Wystawa Noriakiego w Galerii Jerzego Piotrowicza pod Koroną pokazuje, że niemożliwością jest stworzyć w cztery miesiące sto jedenaście ciekawych i różnorodnych prac. Szalone tempo pracy, które narzucił sobie artysta, spacerując uliczkami Barcelony z plecakiem wypełnionym papierami i pisakami odbiło się niekorzystnie na wystawie.

Sam twórca odżegnuje się od nazywania jego prac "szkicami", lecz przechadzając się po zdecydowanie za małej na tę ilość rysunków sali - nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że zabrakło należytego nadzoru kuratorskiego i odważnej decyzji dotyczącej selekcji. Czasem "mniej znaczy więcej", a powtarzające się motywy i duże podobieństwo prac potęgowało wrażenie chaosu.

Paradoksalnie, z Galerii Jerzego Piotrowicza wychodzi się z poczuciem... niedosytu. Odniosłem wrażenie, że w ramach "111" dostaliśmy od Noriakiego swoista pocztówkę z Barcelony, w której artysta postanowił zawrzeć wszystkie swoje przemyślenia, które wpadły mu do głowy w czasie tych czterech miesięcy. Pocztówkę, z której każdy wybierze sobie swój ulubiony fragmencik.

Adam Jastrzębowski

  • "Noriaki - 111"
  • Galeria Jerzego Piotrowicza Pod Koroną (ul. Kramarska 3/5)
  • wernisaż: 11.01, g. 18
  • czynna do 27.01
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019