Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

ALE KINO. Jak w towarzystwie ciotki uratować świat

Belgijsko-francuski "Vincent" zdążył już zrobić furorę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno, a także uzyskać nominację do prestiżowej Europejskiej Nagrody Filmowej. Tym razem podbija serca widzów poznańskiego festiwalu "Ale Kino!".

.
fot. materiały festiwalu Ale Kino!

17-letni Vincent to weganin, ideolog i ekoaktywista, który terroryzuje otoczenie statystykami dotyczącymi degradacji środowiska oraz zwiększającej się emisji gazów cieplarnianych. Nie bardzo wierzy w siłę ulicznych protestów, postanawia więc popełnić samobójstwo, by zwrócić uwagę na problem dewastacji planety oraz wywołać ekologiczną rewolucję. Jego rodzina czuje się coraz bardziej bezradna, co prowadzi do ostrych konfliktów. Dla chłopaka ratunkiem okazuje się zwariowana ciotka Nikki, która postanawia wziąć go do Paryża. Szybko jednak okazuje się, że i dla niej zachowania nastolatka są ponad siły.

Film rozpoczyna się małym trzęsieniem ziemi. Oto leżący na podłodze półprzytomny chłopak, którego perspektywę przyjmuje kamera, staje się centrum zinteresowania bliskich - przerażonej matki oraz dwóch młodszych sióstr, spanikowanej ciężarnej Kelly i przyzwyczajonej już do wybryków brata Nadii, która nieco znudzona dzwoni po pogotowie. W ten sposób od razu wciągnięci zostajemy w historię, która przez większość czasu jest równie intensywna, choć często zmienia się jej wektor emocjonalny - smutny i poważny ton przeplatany jest znacznie lżejszymi scenami, łatwo wywołującymi uśmiech na twarzy.

Tym łatwiej że - mimo odwołań do ekologii i wspomnianych już statystyk, z uporem maniaka cytowanych z głowy przez tytułowego bohatera - reżyser nie sili się na komentarz społeczny. Przeciwnie, już na początku sugeruje słowami psychologa, że chłopak, próbując zabić się we własnym domu, a nie w jakimś symbolicznym miejscu pełnym ludzi, nie tyle manifestuje swoje poglądy, co stara się zwrócić na siebie uwagę rodziny. A ta już na pierwszy rzut oka jest dysfunkcyjna - matka to apodyktyczna hetera, która nie daje swoim dzieciom przestrzeni do swobodnego rozwoju, Kelly po zaliczeniu wpadki oraz opuszczeniu przez chłopaka wciąż płacze lub panikuje (tłumacząc się burzą hormonów), a mąż Raf, zamiast być stanowczym ojcem, wydaje się całkowicie podporządkowany pani domu. Nic dziwnego, że buntowniczy Vincent co jakiś czas na swój niedojrzały, ale też bezkompromisowy sposób rozpaczliwie woła o pomoc - na przykład próbując się podpalić.

"Vincent" jest filmem wielogatunkowym - swobodnie przechodzi od dramatu do komedii, garściami czerpie z kina inicjacyjnego oraz kina drogi. I dzięki niebanalnym bohaterom sprawdza się w każdym stylu. Niesamowita jest rudowłosa, energetyczna ciotka, zagrana przez Alexandrę Lamy, która otrzymała w Locarno nominację do nagrody w kategorii najlepsza aktorka. Chłopak, jak na tytułową postać, może ma w filmie nieco zbyt małą siłę sprawczą, ale wcielający się w niego Spencer Bogaert, który po zakończeniu seansu i odśpiewaniu mu przez widzów "sto lat" (we wtorek obchodził 20. urodziny) odpowiadał na pytania, zdecydowanie wyszedł z roli zwycięsko. Barbara Sarafian jako apodyktyczna, choć chyba niezdająca sobie sprawy ze swojego negatywnego wpływu na bliskich matka pozostaje przerażająco wiarygodna, podobnie pozostali członkowie rodziny. Może nieco zbyt przerysowany jest pracujący jako kucharz mąż ciotki Nikki, ale jako generator żartów i konfliktowych sytuacji spełnia się idealnie.

Film Van Rompaey'a to kino mądre, zabawne, z wciągającą historią i interesującymi bohaterami, ale też refleksyjne i na dłużej pozostające w pamięci. Można rzec - esencja festiwalu "Ale Kino!".

Adam Horowski

  • 35. Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!
  • "Vincent"
  • reż. Christoph Van Rompaey
  • kolejny seans: 7.12, g. 17, Multikino 51
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.