Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Muzeum Poznańskiej Melancholii?

Program "Poznańskiego Muzeum Melancholii" celnie punktował newralgiczne aspekty "kryzysu poznańskości". Wystawa miała wchodzić w dialog z aktualnie kreowanym wizerunkiem miasta, określać dysonans między pragnieniem nowoczesności a faktycznie dojmującą, melancholijną stagnacją. Czy jednak obiecany wymiar krytyczny wystawy został zrealizowany? Czy artyści poruszyli problemy dla Poznania istotnie ważne?  

. - grafika artykułu
Poznańskie Muzeum Melancholii działa do 22 listopada. Fot. Ł. Gdak

Przywołany przez organizatorów film promocyjny "Metropolia Poznan 2030" pokazuje Poznań jako "tryskające światłem serce Europy, wymarzony cel każdej podróży" - wizję daleką od faktycznego stanu miasta. Bardzo interesującymi, w świetle tego opisu, są nieprzypadkowe przestrzenie wystawiennicze - to 11 piętro opustoszałego wieżowca Alfy oraz stary dworzec PKS. Miejsca, niegdyś tętniące życiem, istotne dla gospodarki i transportu miejskiego, na wystawie stały się swego rodzaju eksponatami, pomnikami dawnej świetności, przestrzeniami tęsknej melancholii.

W mojej opinii dworcowa ekspozycja jest ciekawsza. Niegdyś tętniące życiem miejsce prezentuje najciekawszy chyba eksponat - pokoik Pani Wandy, której głos, zapowiadający odjazdy autobusów, towarzyszy nieustannie w trakcie zwiedzania. Psychologiczny portret Wandy,  nakreślony przez przedmioty znajdujące się w jej pokoju pracowniczym, pokazuje kobietę w średnim wieku, przechodzącą wewnętrzny konflikt, rozgrywający się między schematycznością pracy, religią, obyczajowością a podświadomymi tęsknotami - wciąż młodzieńczymi, utajonymi pragnieniami erotycznymi. Portretu dopełnia głos - sprowadzony do roli automatu, w takcie kryzysu emocjonalnego przekazuje nam swoje spojrzenie na seks, miłość i intymność. Praca jest nie tylko wnikliwym studium kobiecej psychiki, doskonale wpisuje się także w poznańską obyczajność i stojące pod znakiem zapytania istnienie dworcowego budynku.

Dziełem poświęconym charakterystyce poznańskości są również dworcowe automaty losujące. Widz  jest postawiony wobec decyzji: czy jest gotów wydać większą kwotę dla dokładniejszej informacji? Przywołane w pracy legendarne, poznańskie skąpstwo można odczytać także w szerszym, globalnym kontekście.

Ów globalny kontekst, poza nielicznymi eksponatami, zdaje się przeważać, co działa na niekorzyść wystawy. Praca niemieckich artystów poświęcona palącemu problemowi emigrantów, pokazująca proces asymilacji jako opresyjny, jest niewątpliwie tyleż intrygująca, co kontrowersyjna. Nie ujmując dziełu niewątpliwej wartości, ukazanie przez zagranicznych twórców skomplikowanych, lokalnych problemów, byłoby dla poznańskiego widza cennym doświadczeniem.

Eksponowane w Alfie dzieło, czarna dziura, wypalana świeczką w suficie, odnosi się do współczesnej metafizyki spod znaku New Age, utożsamiającej zjawiska kosmiczne z duchowością. To bardzo ciekawa realizacja, jednak również poznańskich problemów - choćby kontrowersyjnego związku władz z kościołem - niestety nie przybliża.

Ciekawym aspektem wystawy jest krytyczna uwaga kuratorów, jakoby obecny w Poznaniu "styl zachodni przysłaniał faktyczny stan rzeczy oraz potencjał drzemiący w innych niż zachodnie wizjach i rozwiązaniach". Moim zdaniem wystawa, zarówno pod względem analizowanych problemów, jaki i stylu ekspozycji, wpada w błędne koło zachodnich wzorców. Jak wielu widzów zauważyło, dworzec PKS to "poznański" Berlin Hamburger Bahnhof.

Niestety, nie dostrzegłam społeczno-kulturalnego, politycznego ostrza wystawy, odczuwalnego w błyskotliwej, kuratorskiej nocie. Wystawa jednak nie rozczarowuje - oddalając się od poznańskiego kontekstu zobaczymy wiele intrygujących dzieł współczesnych twórców.

Aleksandra Nieścioruk

  • Poznańskie Muzeum Melancholii
  • stary dworzec PKS i jeden z wieżowców Alfa
  • czynne do 22.11 w g. 12-20