W tworzeniu obiektów i teoretycznej pracy magisterskiej inspirował się Pan między innymi teoriami Timothy'ego Mortona i Donny Haraway i tak zwaną ciemną ekologią. Co jest dla Pana szczególnie ważne w ich filozofii?
Teksty Mortona i Haraway i pojęcie ciemnej ekologii były podstawą moich późniejszych poszukiwań, a research teoretyczny przekształciłem w poetycką wersję, która przyjęła postać wideo. Morton odrzuca antropocentryzm i romantyczne wizje natury. Według jego teorii człowiek nie jest koroną stworzenia - to zakłamana wizja świata - ale stanowi raczej sumę relacji z innymi organizmami. Taka wizja uwalnia nas i pokazuje, jaki świat jest szeroki. Na wybór tematu wpłynęło także zainteresowanie kosmosem. Wiąże się z tym pewna anegdota z dzieciństwa. Mój tato często wyjeżdżał do Holandii, a jako dziecko byłem przekonany, że jego podróż odbywa się nie między krajami, a między planetami.
Wciąż stawiam sobie wiele pytań dotyczących wszechświata, na które być może nie znajdziemy odpowiedzi. W pewnym momencie zacząłem się interesować mikrokosmosem, który jest w nas i który w raz z nami tworzy swoisty "koktajl" (stąd tytuł mojej pracy "Coctail Creatures"): tworzymy skomplikowane sieci relacji z wodą, grzybami, wirusami, bakteriami.
Koncentruje się Pan także na ograniczeniach ludzkiej percepcji, niezdolnej do ogarnięcia wszystkich form istnienia.
Z powodu ograniczoności naszych zmysłów świadomością obejmujemy zaledwie wycinek świata. Rejestrujemy i przetwarzamy tylko niektóre sygnały z otoczenia. Nie widzimy na przykład napięć pola, nie czujemy mikrowibracji, zmian ciśnienia, pola elektrycznego. Lubię podawać taki przykład: nietoperz posługujący się echolokacją postrzega jelenia jako przeszkodę, a jeleń, kierując się węchem, nie dostrzega z kolei nietoperza. Żyją obok, ale nie są w stanie zaistnieć w jakiejś relacji. Tak też jest z człowiekiem. Zmysły nie odkrywają świata, ale go raczej filtrują. Nieskończona jest liczba krajobrazów, które postrzegają różne organizmy. Każde stworzenie ma swój własny sposób przetwarzania świata.
Fizyczne obiekty przeznaczone na konkursową wystawę, odnoszą się - jak Pan podaje - do procesów, które rozciągnięte w czasie pozostają dla nas niewidoczne. Stworzone przez Pana obiekty wydają się przypominać coś organicznego, a jednak są dla nas obce, to struktury nie dające się nazwać, ani odnieść do tego, co znamy. Taki był Pana zamiar?
Tak, moim zamierzeniem było, by pokazać coś, co jest fragmentem ewolucji, ale bez żadnego konkretnego wyobrażenia. Obiekty mają prowokować do myślenia o tej obcości, do zadawania pytań, ale nie mają dawać odpowiedzi.
Jak przebiegał proces ich tworzenia i czym był podyktowany wybór materiałów, których Pan użył?
Siłą napędową do pracy był teoretyczny research. Konstruując obiekty, wyobraziłem sobie, co chcę zrobić, w programie komputerowym w 3D stworzyłem negatyw rzeźby, potem drukowałem je na drukarce 3D. Pierwsze miesiące spędziłem na testowaniu, jakie efekty daje zastosowanie różnych materiałów. W końcu wybrałem silikon, jest materiałem płynnym, elastycznym, co dobrze odpowiadało idei, że my sami jesteśmy płynni, zmienni. Wylewałem więc ten silikon do negatywu cienkimi warstwami, pigmentując go od środka. Silikon wysychał stopniowo, warstwa po warstwie, czasem trwało to kilka tygodni. Obserwowałem, jak zmienia się postać rzeźb od wewnątrz, ale ostateczny ich kształt mogłem zobaczyć dopiero po wyjęciu z formy, co było trudne i pracochłonne. To, że nie mogłem przewidzieć do końca efektu mojej pracy, sprawiło, że był to rodzaj spotkania z inną materią. Ta praca jest teraz czymś osobnym ode mnie. Postrzegam siebie jako narzędzie, które było potrzebne do stworzenia innego bytu. Musiałem przy tym współpracować z innymi "organizmami" - komputerem, drukarką, silikonem. To oddziaływało także na mnie.
Dał Pan temu wyraz w rozważaniach w dołączonym do obiektów filmie. Zadaje Pan tam pytanie, czy jesteśmy ciałem, czy wydarzeniem, procesem. I czy nasze istnienie - i zdolność mówienia - może być sumą przypadkowych splotów ewolucyjnych transformacji. Zastanawia się Pan, jak na nasze myślenie i działanie wpływają inne organizmy, z którymi jesteśmy w różnych relacjach.
Tak, ciało ludzkie jest złożonym ekosystemem, siecią, na przykład z mikrobiomem, który w nas mieszka. Być może człowiek nie jest - jak uważa - jednostką, kimś niezmiennym, ale wydarzeniem, szeregiem spotkań i zależności. Mikrobiom może decydować o tym, co czujemy, czy się zakochamy, co jemy, czy mamy depresję, jakie podejmujemy decyzje. Organizmy te nie pytają nas o zgodę na to, co robią.
Wydaje nam się, że obcość jest na zewnątrz. Tymczasem Pan kończy swoją opowieść konstatacją, że obcy jest w nas.
Tak, obcy jest w nas. Zauważenie tego jest ważne. Historia człowieka mogłaby się inaczej potoczyć, ale potoczyła się w taki sposób. Jednak to, kim jesteśmy teraz, to kwestia organizmów, które mamy w środku. Nasze ja to sieć relacji z innymi bytami.
Obcość podkreślił Pan w eksperymentalnym filmie będącym uzupełnieniem obiektów. Jaki efekt chciał Pan osiągnąć, używając określonych środków wizualnych?
Mój film eksperymentalno-przyrodniczy został wykonany w technice animacji 3D. To był fascynujący proces - wyobrażania sobie różnych światów i wizualizowanie ich przy pomocy komputera, który jest moim wspólnikiem przy wielu projektach. Narratorem jest chłopiec, którego pierwowzorem byłem ja w wersji dziecięcej. Wybrałem takiego narratora, bo trudno przypisać mu winę - mówi z pozycji niewinności, a nie osądu. Starałem się stworzyć dysocjacyjną przestrzeń, w której łatwiej zdystansować się od samych siebie i udać się w immersyjną podróż na spotkanie z obcością.
W tych rozważaniach o relacjach z innymi bytami zwraca się Pan także w przyszłość, przyglądając się związkom między człowiekiem a stworzoną przez niego technologią.
Myślimy, że to ludzie tworzą technologię, tymczasem ona, rozwijając się, zaskakuje nas. Sami już nie wiemy, czym może się stać, tak szybki jest rozwój technologiczny. Powstają już komputery złożone z ludzkich neuronów - to połączenie inżynierii tkankowej z informatyką. Przekraczamy bariery kiedyś nieprzekraczalne. Warto zadać sobie pytanie: czy to my stworzyliśmy technologię, czy ona stworzyła nas, by móc istnieć? Kim będzie technologia, jeśli się w pełni uformuje i kim będziemy my, jeśli jesteśmy tylko etapem w jej stawaniu się?
Rozmawiała Barbara Kowalewska
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026