Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Nie wiedzieli lub przemilczeli

- Kiedy dowiedziałem się o tej koszmarnej historii więźniów żydowskich, byłem nie tylko totalnie zaskoczony, ale zły i rozczarowany - mówi Maciej Krajewski* ze Stowarzyszenia Łazęga Poznańska. Dzięki staraniom jego i Aleksandra Przybylskiego oraz społecznej zbiórce, 1 września nad jeziorem Rusałka stanęła tablica upamiętniająca tragiczną historię powstania tego sztucznego zbiornika wodnego.

. - grafika artykułu
fot. Maciej Krajewski

Kiedy dowiedziałeś się o historii powstania jeziora Rusałka?

O budowie Rusałki, jako sztucznego jeziora kosztem ofiar i istnień więźniów dowiedziałem się w 2015 roku przy okazji mojego udziału w Festiwalu Rusałka Niepamięci, na zaproszenie Marcina Mikołajczaka. Miałem tam wystawę plenerową Żydowskie ślady. Wcześniej w okresie dzieciństwa i młodości przychodziłem nad Rusałkę rekreacyjnie, zażywając spacerów i kąpieli.

Czy pamiętasz, co wtedy czułeś, gdy dowiedziałeś się prawdy o tym tak pozornie ładnym, przyjemnym miejscu?

Kiedy dowiedziałem się o tej koszmarnej historii więźniów żydowskich byłem nie tylko totalnie zaskoczony, ale zły i rozczarowany. Sobą, szkołą, systemem edukacji, Miastem, moją rodziną i przyjaciółmi, którzy tak wrażliwi i oczytani, również w historii, i obeznani w wielokulturowości - nic o tych faktach nie wiedzieli, albo... nie mówili, zmilczeli, przemilczeli.

To był szok?

To trochę jak z odkrywaniem, że świat nie jest czarno-biały, że niektórzy, nawet liczni poznaniacy, czy Polacy byli/są antysemitami - nie tylko ratowali Żydów, ale brali czynny udział w Ich denuncjowaniu, dobijaniu, eksterminacji... Ta historia oczywiście akurat nie ma nic wspólnego z Polakami. Także oni - mimo, że na innych warunkach - byli zmuszani do prac ziemnych przy tworzeniu zbiornika Rusałki. Za tę zbrodnię wyniszczającej pracy, za tortury i egzekucje w okupowanym Poznaniu, winę ponoszą Niemcy wojujący pod sztandarami nazizmu i Hitlera. Jednak kwestia pamięci o ofiarach II wojny światowej, nie tylko polskich - za to ponosimy już odpowiedzialność wszyscy, bez względu na winy ojców, narodowość, wyznanie, czy cokolwiek jeszcze sobie jako wyróżnik i spoiwo wykreujemy.

Jak spotkałeś Aleksandra Przybylskiego, z którym zacząłeś wspólnie upominać się o pamięć o Rusałce?

Aleksandra Przybylskiego poznałem jesienią zeszłego roku. Wówczas nagłośniłem w mediach społecznościowych, że odkryłem na brzegu i dwa metry od brzegu jeziora wyłaniające się macewy, fragmenty nagrobków. Zadzwonił do mnie wtedy Aleksander Przybylski jako dziennikarz TVN i zaproponował spotkanie nad Rusałką oraz nakręcenie reportażu telewizyjnego o powracającym w istocie problemie. Bo to nie był pierwszy sygnał o pojawianiu się nagrobków. Widać je podczas naturalnego, okresowego obniżania się poziomu wody w zbiorniku.

Jak odebrałeś zainteresowanie wykazane przez Przybylskiego - czy miało ono wyraz wyłącznie dziennikarskiego tropienia bieżących tematów?

Wspólnie zaczęliśmy wizje lokalną i rozmowę na ten temat. Wstyd przyznać, ale my poznaniacy mało o sobie wiemy, na przykład o tym, czym się zajmujemy. Aleksander, dziennikarz, okazał się, co dla wielu jest oczywiste, ale dla mnie wówczas nie było - wrażliwym i aktywnym społecznikiem, zajmującym się zarówno odkrywaniem i ocalaniem śladów przeszłości, jak i społeczną i historyczną pamięcią. Swoją działalność skupił między innymi w Stowarzyszeniu Mieszkańców Abisynia, jak i w Stowarzyszeniu Eksploracji Perkun.

Czy proces związany z postawieniem tablicy był trudny do przeprowadzenia?

Nie był łatwy... Przejście wszystkich urzędowych szczebli, wymaganych zezwoleń, a nade wszystko przekonanie do idei zabiera trochę czasu i przede wszystkim wymaga zaangażowania wielu osób. Napisaliśmy list do Prezydenta Miasta. Nastąpiło kilka spotkań w Urzędzie Miasta. Miasto uznało, że sprawą upamiętnienia i sprofanowanych macew trzeba się zająć. Tak jak jednak sprawa macew jest trudniejsza i długoterminowa, to w kwestii tablicy uznaliśmy, jako społecznicy, że 74 lata milczenia to stanowczo za długo, że tutaj nie ma co zwlekać i pozostawiać tego w rękach urzędów. Postanowiliśmy działać.

I co zrobiliście?

Ogłosiliśmy społeczna zbiórkę, co poprzedziło ustalenie, jak wyglądać ma tablica, jakiej użyć ikonografii, jaką umieścić na niej treść. Ta treść została skonsultowana z trzema niezależnymi od siebie historykami. Ikonografię pozyskał Aleksander ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. Z kolei sam wygląd tablicy określiły wymogi i wzory Systemu Informacji Miejskiej - musiały być zatwierdzone przez plastyka miejskiego i Wydziału Kultury UM. Jeśli chodzi o lokalizację tablicy, to duże znaczenie miało tutaj poparcie Rady Osiedla Sołacz, bo Rusałka to obszar działania tej rady, oraz Zarządu Lasów Poznańskich, na którego terenie stanęła. Treść tablicy musiała być zaaprobowana przez IPN - najpierw poznański, potem warszawski, a na końcu jak się okazało samego dyrektora IPN. Ostatecznie udało się.

Bardzo wam gratuluję tego wielkiego sukcesu - przeprowadzenia tak ważnego zadania. A co mówią ci ludzie w reakcji na to, co zrobiliście?

Proszę wybaczyć, że nie będę się odnosił z entuzjazmem do określenia "wielki sukces" w stosunku do pojawienia się tej tablicy. To powinno zdarzyć się już dawno. Z pewnością podjęliśmy się zadania w poczuciu, że wymaga tego zwykła ludzka przyzwoitość i szczera potrzeba żywej pamięci o historii, o ofiarach - w przeciwieństwie do posługiwania się pamięcią jako niewiele znaczącym fasadowym hasłem lub traktowaniem pamięci instrumentalnie i wybiórczo.

Drugi, nie mniej ważny aspekt tej sprawy to nasze pragnienie, byśmy w Poznaniu, mieście, które wyraźnie ma problem z pamięcią, byśmy wspólnie zaczęli pracować nad upamiętnianiem miejsc, ludzi i zdarzeń, o których niestety jak dotąd w przestrzeni miejskiej brak rzetelnej informacji, a co za tym idzie pamięci. Jest za to przemilczenie i "błoga" pustka, cisza...

Mógłbyś podać przykłady?

Mam tu na myśli głównie brak oznaczeń i symbolicznych choćby kamieni pamięci w miejscu dawnych cmentarzy (obecnie to w większości miejskie parki), a także oznaczeń i opisania miejsc oraz budynków, które powstały z inicjatywy, donacji i rękoma żydowskich i niemieckich mieszkańców. Tablica, która dzięki inicjatywie i ofiarności mieszkańców Poznania została postawiona 1 września tego roku nad jeziorem Rusałka to dobry znak, ale jedynie początek naszych starań, byśmy pamiętali o minionych pokoleniach, abyśmy docenili bogactwo i dziedzictwo, które nam pozostawiono.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Maciej Krajewski - pielęgniarz i społecznik. Fotograf-dokumentalista kulturalnego i codziennego życia Poznania, tworzący pod pseudonimem Łazęga poznańska. Założyciel i reprezentant utworzonego w 2016 roku Stowarzyszenia Łazęga Poznańska, które prowadzi niezwykle aktywną, niezależną przestrzeń kulturalną na mapie Poznania i ulicy św. Marcin. W ubiegłym roku Krajewski został nagrodzony tytułem Człowieka Kultury w plebiscycie IKS-a i portalu kultura.poznan.pl.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020