Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

URZEKAJĄCA PARALAKSA. Wiedza za emocje

Wystawę "Urzekająca paralaksa. Fotografia i jej obrazy", z dziełami m.in. Zdzisława Beksińskiego, Fortunaty Obrąpalskiej czy Józefa Mehoffera, można oglądać w Muzeum Narodowym.

. - grafika artykułu
Wernisaż wystawy. Fot. materiały MNP

Paralaksa jest rozbieżnością między dwoma obrazami uzależnioną od punktu obserwacji, która w praktyce opisuje przestrzeń i daje efekt trzeciego wymiaru. Tego typu perspektywy używamy na co dzień, mając do dyspozycji dwa punkty odniesienia - dwoje oczu. W ten sposób nie pokażemy jednak przestrzeni na papierowej, tradycyjnej fotografii w obrębie jednego kadru. Fotografia nie jest więc środkiem wyrazu o nieograniczonych możliwościach, niemniej przy odpowiedniej wiedzy i wyobraźni można przy jej pomocy zdziałać bardzo wiele. Można nie tylko zarejestrować rzeczywistość, ale także, manipulując obrazem, uchwycić przebłyski wyobraźni. Na wystawie "Urzekająca Paralaksa. Fotografia i jej obrazy" możemy zobaczyć, jak najlepsi polscy artyści fotograficy starali się osiągnąć ideał w odwzorowywaniu swoich wizji, zmagając się z ograniczeniami medium i czerpiąc z jego możliwości. Przy okazji sami możemy zaczerpnąć tej tajemnej wiedzy, bo wystawa jest trochę jak podręcznik.

Po wyznaczonej ścieżce

Tematy fotografii są bardzo różne. Na wystawie zobaczymy martwą naturę, portret, przedmiot, akt czy abstrakcyjne przedstawienie. Nie temat był bowiem czynnikiem, którym kierowała się kuratorka Ewa Hornowska, budując merytoryczną konstrukcję wystawy. Widz musi zadać sobie pytanie: co jest ważniejsze, obiekt czy jego obraz? Tutaj na pierwszy plan wysuwa się to drugie.

Wystawa skonstruowana jest w taki sposób, że prowadzi nas za rękę przez różne aspekty fotografii artystycznej, pozwalając co jakiś czas zajrzeć na zaplecze. Wybrane fotografie, oprócz tytułu, autora i daty powstania, mają dłuższy opis komentujący wykorzystywane w danej fotografii techniki i styl. Nieraz są to zagadnienia czysto techniczne, innym razem niemal filozoficzne, dotykające problematyki czasu, przestrzeni i światła. Muszę przyznać, że pod tym względem ekspozycja skonstruowana jest bardzo dobrze. Nie jesteśmy bombardowani przesadną ilością tekstu. Treści przekazane pod jednym dziełem pozwalają inaczej spojrzeć na kolejne. To wszystko sprawia, że przez wystawę się przepływa. Ogląda się ją z przyjemnością. Nie nuży.

Jest trochę tak, jakbyśmy poznawali sekrety sztukmistrza, tajemne iluzje, które po wyjaśnieniu stają się banalnie proste. Czy takie pozbawianie aury tajemniczości jest dobre dla samych dzieł? W niektórych przypadkach odbiór nieco traci, no ale coś za coś - wiedza za emocje.

Dym i lustra

Kolejnym aspektem, który zasługuje na komentarz, jest sposób ekspozycji prac. Zamieszczone są one na kilku płaszczyznach budujących pewną spójną strukturę. Na początku wita nas lustrzana ściana, której powierzchnia odbija otoczenie i (z powodu nierówności i pofalowania) przekształca ją. Tak jak fotografowie starają się sterować rzeczywistym obrazem, tak Raman Tratsiuk (autor aranżacji) gra z widzem modyfikując przestrzeń, poszerzając ją i zniekształcając. Narzędziem modyfikacji percepcji są nie tylko odbicia, ale kształt i rozmiar płaszczyzn modyfikujący perspektywę. Takie rozwiązania urozmaicają odbiór, nie zakłócając go przy tym. Zakłóca go za to niedobór światła. Panuje wrażenie półmroku i prostokąty fotografii nie są punktowo doświetlone. Niejednokrotnie trzeba wysilać wzrok, co przy tak dużej kolekcji niestety staje się męczące.

Prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy jest wrażliwość oryginalnych odbitek na nadmiar światła, więc być może był to problem nie do pominięcia. Moje wątpliwości budzi też ta część ekspozycji, której tło w przeciwieństwie do achromatycznej reszty, jest jaskrawo czerwone. Nie mogę odczytać roli tego koloru w przestrzeni i zastanawiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłaby całkowita rezygnacja z koloru w elementach ekspozycyjnych.

Poza schematem

Istnieje poważne ryzyko, że przy tych dogłębnych analizach, zabiegach stylistycznych i edukacyjnych ścieżkach przeoczymy to co najważniejsze - fotografie. A byłaby to wielka szkoda, bo zbiór jest imponujący. Dzieła tych bardziej i mniej znanych polskich artystów reprezentują bardzo wysoki poziom. Opowiadają swoje własne historie, budują światy, modyfikują rzeczywistość, niosą treści albo po prostu są piękne. Wiele z nich wybija się samych i nie daje się przykryć tekstem, inne możemy niechybnie przeoczyć, bo są zbyt subtelne. Niektóre poruszają tę samą tematykę, co sama wystawa i po prostu zazębiają się z trybami koncepcji. Zdarzają się też takie nie do końca warte uwagi, ale nie wszystko może być idealne.

Na koniec chciałbym coś zasugerować. Jeśli wybierzecie się na wystawę, zarezerwujecie sobie nieco więcej czasu, i kiedy już przez nią przepłyniecie drogą podyktowaną przez jej twórców, obejrzyjcie ją jeszcze raz - tym razem kierując się własną ścieżką i zapominając na chwilę o wiedzy, którą przyswoiliście, skupcie się na fotografiach. To może przynieść wiele dodatkowej przyjemności.

Bogusz Bogatko

  • "Urzekająca paralaksa. Fotografia i jej obrazy"
  • Muzeum Narodowe w Poznaniu
  • wystawa czynna do 13.12