Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

TZADIK. Do tańca, do zadumy

Muzyczna część tegorocznego festiwalu Tzadik rozpoczęła się w piątek dwoma bardzo ciekawymi i różnorodnymi koncertami. Zabrzmiały one w Meskalinie i Dragonie - klubach bliskich takiemu ambitnemu, niebanalnemu graniu.

. - grafika artykułu
Fot. Tomasz Nowak

Bardzo różne oblicza muzyki, odwołującej się do żydowskich tradycji, zaprezentowali artyści występujący podczas drugiego dnia (pierwszego, podczas którego odbywały się koncerty) tegorocznego festiwalu Tzadik. Najpierw w Meskalinie warszawsko-sejneński Sztetl Quartet zagrał dynamiczną, taneczną wręcz muzykę, czerpiąc pełnymi garściami z tradycji, robiąc artystyczne ukłony w stronę szeroko pojętej muzyki folkowej i jazzu. Dwie godziny później w Dragonie rozpoczął się solowy popis poznańskiego pianisty Krzysztofa Dysa, którzy przedstawił autorskie odczytania kompozycji Mordehaja Gebirtiga. Oba koncerty spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem.

Sejny i Warszawa

Wieczór rozpoczął znakomity koncert zespołu Sztetl Quartet. Muzycy pochodzą z Sejn i Warszawy. Te miejsca są przeze mnie wspominane nieprzypadkowo. Pierwsze wiąże się z Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego, z którą są związani, z której wywodzą się członkowie kwartetu. Działają zaś w Warszawie, gdzie funkcjonuje duże środowisko muzyków niezależnych, offowych, których zainteresowania i pasje przejawiają się w szeregu muzycznych projektów - od jazzowych, przez folkowe, po te odwołujące się do nowoczesnych brzmień.

Te dwa jakże różne miasta, te dwa nastroje, klimaty spotykają się i zaplatają w twórczości kwartetu. Z jednej strony mamy tu muzykę bezpretensjonalną, spontaniczną, z naturalną żywą energią, zapraszającą do tańca, z drugiej - świadome operowanie formą, brzmieniowe niuanse, może lekki dystans do swego scenicznego wizerunku. Sztetl Quartet jest bowiem przecież w pełni świadomą estradową kreacją. I chociaż mimo zachęt artystów publiczność nie ruszyła do tańca (poza kilkoma osobami kołyszącymi się w miejscu), to nagrodziła zespół owacjami, zmuszając do bisów.

Ich czterech

W składzie kwartetu znajdziemy muzyków doświadczonych na scenach jazzowych i folkowych. Pojawiali się oni m.in. we Frozen Bird czy Trifonidis Orchestra. Klarnecista Tomasz Stawiecki i tubista Piotr Janiec grają w tegorocznej rewelacji - nie tylko folkowych scen - zespole Banda Nella Nebbia. Janiec jest też członkiem świetnej Bum Bum Orkestar. Lider kwartetu Sztetl, akordeonista i skrzypek Radosław Polakowski może być pamiętany przez słuchaczy także z zespołów Balkan Sevdah oraz (może przede wszystkim?) Pablpoavo i Ludziki. Perkusista Bartosz Nazaruk współpracował m.in. z Leszkiem Możdżerem, gra w Kayah & Transoriental Orchestra.

Wspólnie potrafią wykreować muzykę, która ma wdzięk, ulotność i melodyjność żydowskiej tradycji, w której czuć powiew Bałkanów i Polski nizinnej, a znakomite umiejętności artystów nie przeszkadzają im w graniu rzeczy szalenie komunikatywnych. Kiedy Polakowski odkładał akordeon i brał do ręki skrzypce, całość zmierzała w kierunku bardziej lirycznym, nie tracąc jednak uroku i charakteru. Wiele pięknych partii zagrał Tomasz Stawiecki, który grał nie tylko na klarnecie, ale tez klarnecie basowym i saksofonie tenorowym. To był znakomity występ.

Gebirtig, fortepian

W Dragonie czekała nas radykalna zmiana nastroju. Wcześniej rozwibrowana atmosfera zabawy z czekającym na chętnych tanecznym parkietem, tu: jedynie fortepian i kameralny, pełen skupienia nastrój.

Jednym z głównych akcentów tegorocznego Tzadika są odwołania do twórczości wybitnego krakowskiego twórcy żydowskiego Mordechaja Gebirtiga. W piątek swoją osobistą wizję jego muzyki, albo własny komentarz do tych kompozycji, przedstawił Krzysztof Dys. Twórczość Gebirtiga, poety, kompozytora, pieśniarza, nie jest specjalnie znana szerokiemu gronu słuchaczy. Choć przecież tłumaczenia jego wierszy pisała Agnieszka Osiecka, śpiewali jego teksty Gołda Tencer, Bente Kahan, Andre Ochodlo. Swoje odczytania jego muzyki przedstawiali w ostatnich latach na wspaniałych płytach wybitni polscy artyści: Cukunft czy Bester Quartet, ale też słynny amerykański pianista Anthony Coleman. Siłą rzeczy, już choćby ze względów formalnych, instrumentalnych, Dysowi najbliżej było do ostatniej ze wspomnianych koncepcji. Wolno jednak stwierdzić, że poznański pianista potrafił nadać granej przez siebie muzyce własne piętno.

Słuchaliśmy zatem tyleż kompozycji Gebirtiga, ile własnej, niemal autorskiej wypowiedzi Dysa. Pianista zaprezentował nie tylko znakomitą technikę, ale i umiejętność osobistego, wyrazistego widzenia muzycznej rzeczywistości. Umiejętność dostosowania utworów Gebirtiga do własnego języka, własnego stylu, wyrafinowanego, elokwentnego, pełnego pasji, a nie będącego tylko popisem technicznej sprawności. Inna sprawa, że niektóre utwory wydawały się zbyt przegadane, jakby emocje poniosły artystę zbyt daleko w zapętlonych fortepianowych pasażach. Publiczność jednak nagrodziła jego wysiłek bardzo gorącymi oklaskami.

W sobotę i niedzielę dalszy ciąg koncertowych atrakcji tegorocznego Tzadika.

Tomasz Janas

  • Tzadik Poznań Festival
  • 25.09
  • Sztetl Quartet, Meskalina
  • Krzysztof Dys, Dragon