Główną część festiwalu rozpoczął Echotone. Feelaz poprzedzający największą gwiazdę wieczoru zagrał energetycznie i spójnie. Jego taneczny set, pełen opływających wokali rozgrzewał powoli gromadzących się widzów.
Kode9 swój dźwiękowy show rozpoczął brutalnie - zarzucając publiczność szaleńczym tempem oraz krzykliwym, rapowym i hip-hopowym wokalem. Jak można było przewidywać, zrezygnował z mrocznego, klimatycznego dubstepu, tak dobitnie przepełniającego jego obie płyty, i poraził fanów surową, pourywaną, a miejscami nawet wulgarną ścianą dźwięków. Smagana coraz to nowymi kontekstami publiczność zmuszona była przystosowywać swoje ciała do podrygów w nieustannie zmieniającym się rytmie. Kode9 przerzucał motywy muzyczne jakby skakał po kanałach telewizyjnych - kompulsywnie i bez końca, sprawnie przeplatając trapowe i rave'owe fragmenty. Wszystko to sprawiło, że czułam się, jak pod perkusyjnym ostrzałem karabinowym.
Niestety Kode9 nie "zagrzał mnie do walki", jedynie sparaliżował. Być może wszystko to przez popularny ostatnio w środowisku klubowym powrót do dawnych, surowych hip-hopowych korzeni tej muzyki. Nie tylko mnie zmęczył ten diaboliczny, brutalny set. Gęsty, ale docierający tylko do powierzchni atak prymitywnych dźwięków bez głębi niskich częstotliwości sprawił, że pokonani całkiem licznie opuszczali pole bitwy. Artysta zgotował widzom piekielną dyskotekę na zgliszczach dawnego ładu.
Niekiedy jednak Kode9 rzucał tańczącym małe koła ratunkowe. W ścianie drażniących dźwięków pojawiały się pojedyncze perełki - wydłużone, wijące się basy czy kilkunasto- i kilkudziesięciosekundowe fragmenty o dopracowanym, głębokim brzmieniu, za które tak go kochamy. Kolejny raz udowodnił, że jest bez wątpienia bardzo dobrym didżejem. Jednak jego muzyka zupełnie mnie nie poruszyła. Pozostaje nam nostalgiczny powrót do mrocznych, minimalistycznych, dubstepowych albumów artysty.
Dużo bardziej niż set brytyjskiej gwiazdy porwała mnie muzyka Grabaduba. Poznański didżej zagrał porządny, spójny, dubstepowy koncert, przepełniony wyginającymi całe ciało sub-bassami - głębokimi basami o najniższych częstotliwościach. Wprawdzie przy bardzo szybko ewoluującej muzyce klubowej set Grabaduba to już niemodny, a nawet trochę obciachowy, staroć, ale na festiwalu promującym dubowe brzmienia (szczególnie po podążającym za najnowszymi trendami dźwiękowym ostrzale Kode9) sprawdził się bardzo dobrze. Osobiście ucieszyły mnie leciwe, dobrze znane, ciepłe, powykręcane basy, które bardzo łatwo wprawiały ciało w ruch, tak że taniec i odbiór muzyki nie był wysiłkiem, a przyjemnością i zabawą.
Międzynarodowy Festiwal Kultury Niezależnej Sounds For Freedom radzi sobie coraz lepiej. W Poznaniu mamy nieznośnie mało imprez z obszaru muzyki elektronicznej, a już na pewno żadna z nich nie przyciąga fanów tych specyficznych brzmień z innym państw, a nawet miast. Bardzo ważne jest to, że organizatorzy Sounds for Freedom zadbali o porządne nagłośnienie. Natomiast żenującą (wygłoszoną w połowie po polsku, w połowie łamaną angielszczyzną) zapowiedź gwiazdy wieczoru mogli sobie podarować. Mimo drobnych niedociągnięć sobotnie koncerty w Eskulapie składają się na ciekawą edycję obiecującego wydarzenia z kręgu muzyki klubowej.
Zuzanna Kubiak
- Kode9, Echotone, Feelaz, Grabadub i inni
- koncert w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kultury Niezależnej Sounds For Freedom 2012
- 10.11
- Akademickie Centrum Kultury Eskulap (ul. Przybyszewskiego 39)