Caravaggio fascynuje nie tylko jako autor jednych z najpiękniejszych obrazów religijnych w historii sztuki, ale również jako bohater awanturniczej opowieści biograficznej. U szczytu sławy, w 1606 roku, podczas ulicznej sprzeczki zabija Ranuccia Tomassoniego i zmuszony jest uciekać z Rzymu, a kilka lat później opuszcza Maltę, ścigany przez własną reputację i kolejne konflikty.
Poznański "Caravaggio" to kolejny dowód na nieprzemijającą fascynację postacią włoskiego malarza i jego twórczością. Spektakl przybiera formę swoistego moralitetu. Obok samego Caravaggia (w tej roli Mateusz Sierant) na scenie pojawiają się personifikacje: Przeznaczenie, Dusza, Światło, Piękno, Cyganka i Mrok. Nie są to postaci istniejące samodzielnie, lecz siły oddziałujące na bohatera, prowadzące go ku określonym wyborom i doświadczeniom. Szczególnie interesujące wydaje się przy tym dość tradycyjne rozłożenie akcentów: Caravaggio-artysta jako centralna postać jest przedmiotem walki przeciwstawnych sił (w rolach Przeznaczenia i Duszy występują soliści - odpowiednio Iannis Teirlijnck i Alexandre Sellani), podczas gdy kobiece personifikacje stają się ucieleśnieniem pokus, lęków i wewnętrznych rozdarć (z najbardziej emblematyczną personifikacją nazwaną tu - może nieco kłopotliwie - Cyganką, w którą wciela się z powodzeniem Katarzyna Augustyn).
Całość otwierają sceny z udziałem dwóch Bachusów i biesiadników, wywiedzionych wprost z ikonografii Caravaggia. To oni wprawiają spektakl w ruch, inicjują świat zbudowany z choreograficznych obrazów i symboli. Choreografia Maura Bigonzettiego opiera się na wyraźnych kontrastach. Rozbudowane sceny zbiorowe są dynamiczne, z wieloma geometrycznymi figurami i częstym wykorzystaniem synchronii. Niestety zdarzały się także niedoskonałości w wykonaniu tancerzy, przede wszystkim rozbieżność ruchów i nienadążanie za tempem muzyki w scenach zbiorowych. Miejscami można odnieść wrażenie pewnej schematyczności, a także dramaturgicznej przypadkowości poszczególnych układów. Niektóre wydają się funkcjonować bardziej jako autonomiczne popisy zespołu niż kolejne etapy opowieści o artyście.
Znacznie ciekawsze okazują się sceny introspektywne. Wówczas ruch staje się spokojniejszy i skoncentrowany na wewnętrznym doświadczeniu bohatera. To właśnie w tych momentach balet najpełniej odsłania rozdarcie Caravaggia - geniusza próbującego oswoić własną gwałtowność, poczucie winy i nieustannie powracający, prześladujący go Mrok (Sofiia Hatylo). Dlatego też najgłębszym tematem spektaklu wydaje się relacja między sztuką a cierpieniem. Poznański "Caravaggio" sugeruje, że malarstwo jest dla bohatera próbą samoodkupienia i ucieczki od własnych demonów. Pojawienie się Mroku i towarzyszące mu metaliczne brzmienia smyczków przywołują skojarzenia ze zbrodnią i nieuchronnością kary. Balet zdaje się podpowiadać, że biografia Caravaggia pozostaje nieustannym zmaganiem ze śmiercią - zarówno tą zadaną innym, jak i tą, którą artysta nosi w sobie. Stąd też pojawią się w przedstawieniu jawne nawiązania do postaci Orfeusza.
Warstwa muzyczna okazuje się dość zaskakująca. Choć Buno Moretti odwołuje się do inspiracji Monteverdim, dominują tu raczej monumentalne, symfoniczne brzmienia, bliższe późnemu romantyzmowi niż XVII-wiecznemu barokowi, budujące przede wszystkim nastrój dramatu i wewnętrznego niepokoju. Muzyka opiera się także na wyraźnych kontrastach dynamicznych i brzmieniowych, konsekwentnie wzmacniając emocjonalny wymiar przedstawienia, zwłaszcza w scenach wewnętrznego rozdarcia bohatera. Jednak, co ciekawe, niektóre spokojniejsze partie, wykorzystujące delikatne arpeggia harfy (dźwięki grane pojedynczo, po kolei - przyp. red.) i liryczne motywy smyczkowe, przywołują skojarzenia z tradycją włoskiej muzyki filmowej, a momentami wręcz z kompozycjami Ennia Morricone, dzięki czemu spektakl zyskuje bardzo emocjonalny, niemal filmowy wymiar, a opowieść o Caravaggiu tym bardziej zbliża się do współczesnej wrażliwości.
Bardzo wysmakowana i atrakcyjna jest warstwa plastyczna spektaklu. Choć twórców bardziej interesuje legenda Caravaggia niż religijna metafizyka jego płócien, same obrazy malarza nieustannie powracają na scenę. Najciekawszym rozwiązaniem scenograficznym jest ogromna, złota rama, pojawiająca się w głębi sceny. Co jakiś czas wypełniają ją pojedyncze postaci zastygające w pozach przypominających żywe obrazy. Za przyczyną świateł, za które odpowiadał sam scenograf Carlo Cerri, obrazy te wydają się widmami. Tworzy to naprawdę niezwykły efekt w połączeniu z akcją dziejącą się na scenie. We wnętrzu ramy pojawia się też krwista płachta materiału, która w jednej ze scen wydostaje się poza granice obrazu i wlewa na scenę. To jeden z najbardziej sugestywnych motywów spektaklu. Czerwień przywołuje pamięć o najsłynniejszych dziełach Caravaggia - od "Judyty odcinającej głowę Holofernesowi" po inne, mniej szokujące obrazy ukazujące męczeństwo i ofiarę. W zestawieniu z grą świateł plastyczna warstwa przedstawienia przywołuje estetykę tenebryzmu (posługiwanie się mocnym kontrastem światła i cienia, dzięki czemu przedstawione na obrazie elementy są bardziej widoczne - przyp. red.). To właśnie na tym poziomie balet najpełniej dialoguje z malarstwem Caravaggia, w bezpośredni sposób symbolizując także biografię malarza naznaczoną przemocą, lękiem i przeczuciem katastrofy.
Nieprzypadkowo jednym z najczęściej powracających motywów ruchowych na przestrzeni całej choreografii jest obejmowanie własnej głowy i twarzy. Ruch ten, często powtarzany przez tancerki i tancerzy, przypomina gest trwogi, strapienia i przeczucia klęski. W ten sposób choreografia zdaje się sugerować, że bohater od początku nosi w sobie świadomość nadchodzących wydarzeń, co również przydaje mu "boskiego" wymiaru. W wielu scenach można dostrzec układy przypominające przedstawienie Chrystusa z obrazu "Złożenie do grobu": ciała układają się w charakterystyczne diagonalne linie, budujące napięcie między ciężarem i ruchem. Interesujące są również motywy podwojenia, przywołujące skojarzenia z "Narcyzem", zwłaszcza na początku drugiego aktu.
Kostiumy również podporządkowane zostały symbolicznej logice. Tłum ubrany jest w wielobarwne stroje, podczas gdy główne postaci - personifikacje kierujące losem Caravaggia - występują w bieli. Można odczytać je jako figury wybrania, siły należące do innego porządku niż zwykły świat ludzi. To właśnie sceny z udziałem Cyganki, Duszy i Przeznaczenia należą do najbardziej udanych fragmentów spektaklu. Ich liryzm i emocjonalna intensywność kontrastują z bardziej widowiskowymi sekwencjami zespołowymi. Gdy na scenie pojawia się cały zespół, dynamika wyraźnie rośnie, obrazy zaczynają układać się po przekątnej, ruch przyspiesza i nabiera rozmachu. Mimo wizualnej atrakcyjności nie wszystkie te sceny mają jednak podobną siłę dramaturgiczną. Paradoksalnie najgłębiej zapadają w pamięć właśnie chwile wyciszenia - momenty, gdy postaci zamierają w ramie obrazu, a spektakl rzeczywiście staje się medytacją nad życiem wielkiego malarza.
Adam Domalewski
- "Caravaggio", chor. Mauro Bigonzetti
- Teatr Wielki
- recenzja z 26.06
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026