Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Poezja jakby nie istnieje

- Za sprawą tęsknoty i czasu zdarzenie, które miało miejsce w przeszłości, zyskuje pewną aurę we wspomnieniu - stając się poezją - mówi Karolina Belter*, której wystawa Przyjęcie zostanie otwarta 24 kwietnia w Galerii Jak.

. - grafika artykułu
"Przyjęcie", fot. Karolina Belter

Co było impulsem, który sprawił, że zajęła się Pani filmem animowanym i eksperymentalnym?

Z wykształcenia jestem fotografką. To medium bardzo szybko, już na studiach, przestało mi jednak wystarczać. Zajęłam się filmem eksperymentalnym, który w moim przypadku jest bardzo ściśle związany z fotografią. Zresztą w filmie Przyjęcie ruch jest w pewnym stopniu statyczny, bo polega na poruszaniu elementów fotografii.

Dlaczego fotografia Pani nie wystarczała?

Zależało mi na możliwości stosowania manipulacji i przejść między obrazami, które w fotografii nie mają po prostu miejsca. Chodziło również o proces myślowy i twórczy, będący bardziej zbliżony do filmu. Rzeczy, które się wymyślają - wymyślają się przecież w czasie. Spotkanie ze statycznym obrazem pozwala na swobodę, widz decyduje kiedy nasyci się oglądaniem, wideo daje możliwość rozporządzania czasem odbiorcy i hipnotyzowania widokiem, czasem i dźwiękiem. Mogę zostawiać po sobie więcej wskazówek.

Przez lata współpracowała Pani z Weroniką Wronecką, a przy okazji najbliższej wystawy te role trochę się zmieniły - a ona została jej kuratorką.

Mamy już dwuletnią przerwę od wspólnej twórczości. Ale podczas powstawania pracy Przyjęcie ponownie współpracowałyśmy ze sobą. Nie była to jednak już współpraca oparta na obrazie, a na słowie - dużo rozmawiałyśmy i pisałyśmy. To, że została kuratorką mojej wystawy, przyszło naturalnie, bo wiązało się ze wspólnym wspomnieniem.

Kiedy zrobiła Pani film Przyjęcie?

Był to okres, gdy czułam, że potrzebuję zmiany bądź zdecydowanego określenia się co do tego, czym chcę zajmować się dalej, a zarazem odcięcia się od tego, co robiłam dotąd. Ta praca była elementem tego przejścia. Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie, czym jest poezja, którą dotychczas się zajmowałam.

Przyjęcie miało premierę w formie instalacji wideo, w pokoju, w którym powstała. Było to jakby wspomnienie z pokoju... w pokoju! Zapraszając gości na przyjęcie w poszukiwaniu poezji - zapraszałam ich jednocześnie do wspomnienia, które mieszkało w tym pokoju.

Co ma Pani na myśli, wspominając o poezji?

Mówiąc o poezji nie myślę o języku, tylko o zdarzeniu, które ma miejsce fizycznie. Próbowałam sprawdzić, czym to zdarzenie jest. Zamiar był dosyć absurdalny, bo chciałam ją "złapać na gorącym uczynku", podczas trwania wystawy. Dzięki wspomnieniom odtworzonym w obrazach, przeszłość miała stać się elementem teraźniejszości.

Na podstawie takich pseudonaukowych dochodzeń wywnioskowałam, że poezja po części nie istnieje, bo mamy z nią kontakt dopiero po pewnym czasie. Za sprawą tęsknoty i czasu zdarzenie, które miało miejsce w przeszłości, zyskuje pewną aurę we wspomnieniu - stając się poezją, czymś przez swoje niejasne znaczenie magicznym.

Na czym polegało pokazywanie Przyjęcia w pokoju, w którym wykonała Pani zdjęcia wykorzystane w tym filmie? Czy goście patrzyli na tę samą przestrzeń i obiekty... podwójnie?

Zaprosiłam ich na przyjęcie do mojego pokoju. Pracę pokazywałam na telewizorze. Nie był on eksponowany w galeryjny sposób, tylko stał na starej komodzie. Wideo miało się wtopić w przestrzeń i stworzyć sytuację polegającą na grze z przestrzenią. Rzeczy w filmie działy się wolno, aby można było zauważać ich konsekwencje w pokoju. Obrazy na ekranie miały jedynie wskazywać, że akcja dzieje się poza nim. Kiedy na przykład w filmie pojawiało się lustro, od którego odbijało się światło, to równocześnie zapalała się latarka, odbijając światło od fizycznie stojącego w pomieszczeniu lustra.

Gdy dziś ogląda się Przyjęcie, to odbiera się je trochę inaczej. Wydaje się bardzo aktualne - można wręcz uznać, że oddaje stan pandemicznego zamknięcia w mieszkaniu, spojrzenia w głąb siebie...

Nie ukrywam, że był to dosyć introwertyczny projekt. Polegał na egoistycznej próbie odpowiedzi na własne pytanie, czym jest poezja, którą się na co dzień zajmuję. Pracowałam siedząc w pokoju, więc w tym pomieszczeniu praca została zrealizowana - i jego dotyczyła.

Ciekawą sytuacją jest dla mnie teraz to, że ta praca będzie prezentowana w nowym miejscu, oderwana od swojego mieszkania. Przyjęcie będzie jak znaleziony na pchlim targu album. Tutaj pomocne było dla mnie spojrzenie Weroniki Wroneckiej, która napisała tekst towarzyszący wystawie. Zajmowałam się poezją w kontekście jej "zdarzania się", a ona wskazała w nim zagadnienie językowe. Zauważyła, że język podobnie do wspomnienia jest zdolny do metamorfozy - co jak pisze jest warunkiem istnienia poezji.

To ciekawe, bo film eksperymentalny bywa określany poprzez porównywanie go do poezji - a typowy film fabularny byłby w takim zestawieniu opowiadaniem bądź powieścią. Napisała Pani o swojej twórczości: "Tworzenie to spostrzeganie. Tłumaczę oku, co jest do zobaczenia". Na czym polega takie tłumaczenie - czy Pani filmy mają uczyć widzów innego widzenia świata?

Widzenie to zabawa, kiedyś żartowałam z Weroniką, że każdy widzi to, na co zasługuje. Dlatego staram się widzieć najlepiej. Często imponuje mi to, że ktoś zauważył coś, czego ja nie dostrzegłam i jestem o to zazdrosna. Oko traktuję jak narzędzie, które należy ćwiczyć, dla samej przyjemności doświadczania. Chciałabym wskazać, że wzruszenia są blisko - tam gdzie sięgamy wzrokiem.

I znajduje Pani takich odbiorców, na jakich Pani zależy?

Każdy ma na swój sposób wyćwiczone oko i wiele można poznać z jego zauważeń. I dla mnie atrakcją jest spotkanie z kimś, kto widzi co innego.

Czy gdyby wyciągnąć z Pani filmów refleksje, to dałoby się je połączyć w jedną całość, rodzaj eseju, a Przyjęcie byłoby czymś odrębnym?

Taki był pomysł, ale jak zawsze wyszło podobnie. Pracując ze swoją wrażliwością całe życie, po trochu mówi się o tym samym.

Przyjęcie było próbą podsumowania i efektem zmęczenia niejasnym pochodzeniem i nieformalnym stosunkiem do wzruszeń. Chciałam ustalić, czym jest poezja - źródło wzruszeń, wrzucić ją do wora,podpisać i otwierać kiedy przyjdzie na to ochota.

Jak powstawały? Czy najpierw notowała Pani różne spostrzeżenia, a potem starała się je zilustrować filmem? Czy działała Pani raczej intuicyjnie?

Gdy współpracowałam z Weroniką Wronecką, to mieszkałam i żyłam z nią, a rzeczy się po prostu pojawiały. Budziłyśmy się rano i gdy widziałyśmy, że jest projekcja światła z okna, to ją filmowałyśmy. Nie krył się za tym żaden zamysł i scenopis. To życie projektowało nam sceny, co było fantastyczne. Staram się nadal tak działać. Po drodze pomagają mi teksty, które piszę. Są one pamiętnikarskie i dosyć płynne w narracji - tak, jak filmy.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

  • wystawa Karoliny Berter, Przyjęcie
  • kuratorka: Weronika Wronecka
  • wernisaż online: 24.04, g. 18
  • Galeria Jak
  • czynna do 15.05
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021