Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Pandemia otworzyła nam oczy

- Od zawsze wielkim bólem i problemem było to, co w tej szkole zastałem. To był jeden z głównych powodów, dla których chciałem rektorować. Obezwładniało mnie to, że szkoła była zamkniętą twierdzą. Przez wiele lat mnóstwo ludzi mi to mówiło. Nawet moja mama! - mówi prof. Wojciech Hora, rektor Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu.

. - grafika artykułu
Prof. Wojciech Hora, fot. Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu

W niedawnej debacie Czy Poznań jest miastem kultury?, organizowanej przez Fundację Rozwoju Miasta Poznania, jeden z internautów wyraził pogląd, iż niebawem wróci normalność. Pan odpowiedział pytaniem "Co to takiego jest normalność?". Odpowiedź na nie jest dziś trudna. Proszę jednak cofnąć się pamięcią do pierwszego lockdownu. Co się działo na uczelni? Jakie decyzje Pan podjął?

Założyliśmy, że trzymamy się wprowadzonych restrykcji. Niemal z godziny na godzinę nadsyłano do nas zmieniające się ministerialne wytyczne i trzeba było szybko reagować. Spotkałem się z dziekanami i powiedziałem im, że podtrzymujemy możliwie największą aktywność uczelni, zwłaszcza w sferze dydaktyki, bo to jeden z trzech filarów jej działalności. Przede wszystkim staraliśmy się utrzymać zajęcia warsztatowe.

Czyli nie było decyzji o zamknięciu uczelni?

Nigdy nie zamknęliśmy się zupełnie. Były krótkie momenty, kiedy lockdown to wymusił. Natomiast uruchomiliśmy szkołę od godziny 7 rano do 23, a nawet 24. Studenci zapisywali się na konkretne godziny i dzięki temu utrzymaliśmy reżim dotyczący liczby osób w przestrzeniach zamkniętych. Uelastycznienie godzin pozwoliło na utrzymanie kontaktu pomiędzy studentami i pedagogami. Muszę też powiedzieć, że na wiele rzeczy pandemia otworzyła nam oczy i uzmysłowiła nowe możliwości. Na przykład prowadzenie egzaminów wstępnych w wariancie onlinowym. Na całym świecie tak robiono od lat, a u nas to się nie udawało. Pandemia wymusiła tę formę i ona okazała się nawet lepsza niż tradycyjne egzaminy.

W jakim sensie?

Jest mniej stresująca dla kandydatów i mniej obciążająca naszych pracowników. Egzaminy powodowały, że szkoła była niemal zasypana aplikacjami. Teraz idzie to sprawniej. Korzystne są również wykłady prowadzone online. Nie mamy własnej auli, w której moglibyśmy robić wykłady dla stu lub więcej osób. Wykłady online rozwiązały ten problem. Sprawdza się system hybrydowy, w którym mamy np. trzy wykłady online w miesiącu, a po nich spotkanie typu questions and answers, jako formę wzmocnienia przekazu czy jego aktualizacji. To warto utrzymać.

Czyli online zdał egzamin?

Absolutnie tak i do normalności - w rozumieniu stanu czy systemu nauczania, który był kiedyś - nie ma powrotu. Tak już jest, że każde nieszczęście, które dotyka ludzkość, przynosi i pozytywne, i negatywne skutki. Ostatni kryzys też to pokazał.

Wróćmy do samego lockdownu. Uczelnia ani na chwilę nie zamarła, ale Państwo musieliście wdrożyć procedury, przeorganizować pracę...

Bardzo poważnie traktowaliśmy tę sytuację. Zespoły administracji podzielone były na dwie, trzy podgrupy, które pracowały wymiennie. To się sprawdziło, a administracja stanęła na wysokości zadania. Praca ani na moment nie została przerwana, a pamiętajmy, że pandemia w pewnym sensie nałożyła się na wprowadzenie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, która obciążyła nas mnóstwem dodatkowych obowiązków. Trzeba było dużego wysiłku, żeby wszystko nie stanęło.

Mówił Pan o dydaktyce jako jednym z trzech filarów. Powiedzmy o innych.

Drugi filar to badania naukowe. Tak się składa, że nasi pracownicy aktywność naukową i twórczą realizują we własnym zakresie, poza murami szkoły. Tutaj żadnych zakłóceń nie było, choć oczywiście miały miejsce pewne kryzysy emocjonalne, bo to grupa osób o niezwykłej wrażliwości. Nawiasem mówiąc, na naszej uczelni od czterech lat funkcjonuje opieka psychologiczna, a ostatnio - faktycznie - zapotrzebowanie na nią wzrosło. Trzeci filar to działalność artystyczna, w tym także społeczna. I jej pandemia nie zniszczyła, a nawet pojawiły się nowe projekty. Np. w porozumieniu z Miastem uruchomiliśmy tzw. witryny sztuki. Zaczęliśmy o nich rozmawiać przed pandemią, ale ona wręcz wzmocniła ich wartość. Witryny miejskich lokali w centrum Poznania, które czekały na wynajęcie, zostały udostępnione nam na dwa, trzy miesiące, a my prezentowaliśmy w nich sztukę. Projekt był trafiony, bo wszystko było pozamykane i mieliśmy wiele pozytywnych reakcji ze strony odbiorców. Ludzie zobaczyli, że co prawda nie mogą pójść do galerii, ale nadal mają kontakt ze sztuką.

Podobny efekt mamy na pl. Cyryla Ratajskiego. Oswajacie ludzi ze sztuką współczesną.

Taki jest nasz zamysł i chcemy, by Al. Marcinkowskiego stały się aleją rzeźby. Na pl. Ratajskiego prace prezentują studenci, a na Al. Marcinkowskiego wykładowcy. Poza tym na ul. Solnej, obok Prokuratury, jest zagajnik. Tam też chcemy zrobić park rzeźby. Planujemy postawienie Art Aquarium, czyli dwóch szklanych kontenerów. Jeden stanie naprzeciw opery, a o drugim ciągle rozmawiamy. Była mowa o Świętym Marcinie, a ja optowałem za jakimś miejscem na pl. Wolności. Zobaczymy.

Czyli na przekór pandemii Pan nie chce zamykać sztuki w murach?

Od zawsze wielkim bólem i problemem było to, co w tej szkole zastałem. To był jeden z głównych powodów, dla których chciałem rektorować. Obezwładniało mnie to, że szkoła była zamkniętą twierdzą. Przez wiele lat mnóstwo ludzi mi to mówiło. Nawet moja mama! Stwierdziłem, że to jest nie do pomyślenia. Ta uczelnia funkcjonuje w tym mieście i dla tego miasta, a konkretnie dla mieszkających w nim ludzi. Wyjście na zewnątrz z naszą działalnością jest naszym obowiązkiem. Gdy wygrałem wybory, a stanowisko obejmowałem we wrześniu, byłem już po rozmowach z Miastem i już w tym miesiącu otworzyliśmy nasze cztery galerie miejskie.

Pandemia nie zahamowała procesów inwestycyjnych, prawda?

Kończymy remont sąsiadującej z uczelnią kamienicy przy Al. Marcinkowskiego. Powstanie tam m.in. duża galeria, która zajmie cały parter. W ogóle trzeba powiedzieć, że niedobór przestrzeni do pracy to jedna z głównych naszych bolączek. Gdy zostałem rektorem, wynosił on 4,5 tysiąca metrów kwadratowych.

Ale sukcesywnie ta sytuacja się poprawia?

Tak, będziemy remontowali Starą Papiernię, co da nam sporo przestrzeni, ale potrwa to co najmniej dwa lata.

Czy pandemia wpłynęła na Państwa kontakty zagraniczne? Mam na myśli choćby takie programy jak Erasmus.

Odrobinę tak. Nie ma przecież obszaru, na który by nie wpłynęła, ale ta wymiana ciągle była. Obecnie kolejna grupa studentów rusza w Europę, a i do nas przyjeżdżają zewsząd.

Czego chcą się tutaj uczyć?

Generalnie nowych technologii i tzw. nowej sztuki w szerokim jej rozumieniu, ale przyjeżdżają tu także korzystać z tzw. polskich szkół, czyli polskiej szkoły plakatu, polskiej rzeźby, animacji. Tu nadal procentuje praca Magdaleny Abakanowicz. Ona zapoczątkowała zapraszanie tu ludzi z całego świata. Przyjeżdżali do niej, ale "wsiąkali" w szkołę i potem stawali się jej ambasadorami. Część z nich nadal ma z nami kontakt.

Owocuje też sposób myślenia, o którym pisze Pan we wstępie do katalogu trwającej właśnie wystawy Magdaleny Abakanowicz, a który zawiera się w haśle "Think Big!", czyli myśl z rozmachem, przekraczaj granice, wychodź poza swoją strefę komfortu...

Przekraczanie granic to jest immanentna cecha tej szkoły od samych jej początków. Wystawa na nasze stulecie pokazała to, co w tej szkole jest unikatowe i najcenniejsze. Wychodzenie poza dyscypliny i przekraczanie granic. Podobnie wystawa Magdaleny Abakanowicz, naszej patronki, i jej idee, bo ona jest najlepszym exemplum potencjału szkoły i jej głównej cechy, czyli wychodzenia poza schemat, mieszania dyscyplin, eksperymentowania. To jest największa wartość naszych pedagogów, pracowników, studentów...

I ta wartość wyraża się również w sposobie kształcenia. Uczelnia kształci studentów na 14 kierunkach i 8 wydziałach, w 143 pracowniach, laboratoriach fotograficznych, studiu filmowym, galeriach...

Student wybiera kierunek, ale może wybierać pracownie funkcjonujące w ramach wszystkich wydziałów. To jest fenomenalne, bo np. student wzornictwa wybiera pracownię rzeźby i tam spotyka się z rzeźbiarzami i ludźmi z innych wydziałów. Następuje swobodny przepływ myśli, bo oni wymieniają się doświadczeniami. To jest bardzo dobre dla tych, którzy zaczynając studia, są na tyle dojrzali, by opracować dla siebie indywidualny program. Tu się nikogo nie wypycha i nie zmusza do czegokolwiek, a student uzyskuje od profesora tyle, ile chce. To daje komfort pracy, ale też uczy odpowiedzialności i samodzielności.

Czy pandemia negatywnie wpłynęła na rekrutację?

Nie, bo od pięciu lat mamy nieustający wzrost liczby kandydatów - w tej chwili średnio ośmiu na jedno miejsce. Liczby nie kłamią. Jest to sukces wynikający - jak sądzę - również ze sposobu, w jaki realizujemy kształcenie, i naszej renomy.

Czy zakłada Pan, że cokolwiek by się teraz działo, uczelnia będzie pracowała tym rytmem, w którym cały czas pracuje?

Do pandemii już przywykliśmy. Będzie jak dotychczas, a nawet bardziej intensywnie. A 8 października odbędzie się inauguracja nowego roku i obchody nadania Uniwersytetowi imienia Magdaleny Abakanowicz. Serdecznie na nie zapraszam.

Rozmawia Katarzyna Kamińska

*prof. Wojciech Hora - absolwent Wydziału Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego Poznańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (obecnie Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu) i wieloletni pracownik tej uczelni. Od 1991 roku kierownik Pracowni Bioniki, a w 2016 rektor UAP. Prowadzi autorskie studio projektowania. Jest twórcą i organizatorem międzynarodowego festiwalu artystycznego "Synteza Sztuk".

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021