Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Nasi tam byli! Wielkopolanie w Powstaniu Warszawskim

- Jednym z motywów wyjazdów Wielkopolan do Warszawy stał się fakt, że w wielkim mieście jest się łatwiej ukryć. Z możliwości tej korzystali przede wszystkim konspiratorzy, na których ślad natrafili Niemcy. Co ciekawe, do stolicy przenosiły się zarówno pojedyncze osoby, jak i całe środowiska - mówi Agnieszka Cubała*, autorka książek o Powstaniu Warszawskim.

. - grafika artykułu
Agnieszka Cubała, fot. archiwum prywatne

Powstanie Warszawskie jest chyba najlepiej opisanym wydarzeniem w naszej historii.Bibliografia książek o Powstaniu liczy już kilka tysięcy pozycji. Są książki o poszczególnych ulicach, dzielnicach, oddziałach i pojedynczych osobach, o broni, pojazdach, łączności i o kanałach. Pani jest autorką ośmiu książek o Powstaniu i zapewne planuje kolejne. Czy można jeszcze znaleźć jakąś ciekawą, nową perspektywę? Jaki aspekt jego historii nie jest jeszcze opisany?

Powstanie Warszawskie jest dobrze opisane tylko pozornie. Wiemy dużo na temat aspektów militarnych, politycznych czy międzynarodowych. Ukazało się wiele monografii poświęconych poszczególnym oddziałom czy dzielnicom. Jednak im głębiej wejdziemy w temat, tym więcej dostrzegamy zagadnień, które do tej pory nie zostały opracowane, "białych plam" na naszej mapie wiedzy. Niestety uzupełnienie tej luki jest już prawdopodobnie niemożliwe. Przepadło wiele źródeł, odeszli świadkowie i uczestnicy konkretnych wydarzeń. Nie zdążyliśmy im zadać wielu trudnych, kluczowych pytań. Zajmuję się Powstaniem Warszawskim już prawie 20 lat i ciągle odkrywam nowe, nieopisane wątki. Najbardziej fascynuje mnie ludzka, indywidualna perspektywa. Uważam na przykład, że losy cywilów to nadal najsłabiej przebadany rozdział. W tamtym roku sięgnęłam po temat kobiet uczestniczących w sierpniowym zrywie. Okazało się, że zupełnie inaczej patrzą na Powstanie niż mężczyźni. Opowiadają przez pryzmat emocji i uczuć. Zwracają uwagę na takie szczegóły jak np. kolor, zapach, dźwięk, kształt, faktura. Dzięki ich relacjom wydarzenia zaczynają przybierać bardziej namacalną formę - można je "zobaczyć", "usłyszeć", a nawet "poczuć", choć częściej śmierdzą niż pachną, np. krwią lub odorem ciał pogrzebanych w płytkich grobach. Nowym aspektem, który dotąd rzadko brano pod uwagę, jest udział w Powstaniu ludzi przybyłych do Warszawy z rożnych części kraju. Wiele osób nadal uważa, że wydarzenie to było sprawą warszawiaków, że mieszkańcy innych rejonów kraju nie interesują się tym tematem, nie znają go, nie rozumieją.  Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Okazuje się, że w sierpniowym zrywie  uczestniczyli ludzie z całej Polski. Wśród walczących było co najmniej 800-1000 Wielkopolan. Odnajdujemy wśród nich także osoby z Małopolski, Śląska, Pomorza czy Podhala.

Co sprowadziło Panią do Poznania? Wiem, że jest tu Pani w związku z jakimś tajemniczym projektem łączącym Poznań, Warszawę i Powstanie Warszawskie.

To projekt Wielkopolanie w Powstaniu Warszawskim przygotowywany przez Biuro Edukacji poznańskiego IPN, który będzie prezentowany w ramach Przystanku Historia.  Zdecydowałam się na uczestnictwo w nim, ponieważ w napisanych przeze mnie książkach wielokrotnie pojawiał się "wielkopolski" wątek. Dotąd jednak nie traktowałam go jako odrębnego tematu.  Dlatego, przygotowując się do wywiadu, musiałam sprawdzić, w jakich okolicznościach Wielkopolanie pojawiali się w przedstawianych przeze mnie wcześniej zagadnieniach. Dzięki temu dotarłam do wielu mniej oczywistych wątków i postaci. Do tej pory mówiło się przede wszystkim o Adamie Borysie, ps. "Pług", dowódcy batalionu "Parasol", który pochodził z Niechanowa koło Gniezna i o Henryku Czapczyku, ps. "Mirski", piłkarzu poznańskich klubów - "Lech" i "Warta". Ale gdy bardziej weszłam w temat, okazało się, że ludzi z Wielkopolski, którzy walczyli w Warszawie, było bardzo wielu.

Do Warszawy i do Generalnego Gubernatorstwa trafiło w czasie wojny bardzo wielu Wielkopolan. Wynikało to z innej polityki okupanta wobec Polaków. Niemcy dążyli do stopniowego oczyszczenia Kraju Warty z ludności polskiej i prowadzili wielką akcję wysiedleń, która objęła kilkaset tysięcy ludzi. Czy ten fakt jest w Warszawie znany?

Myślę, że każdy region Polski jest skupiony przede wszystkim na własnej historii. To ją pragnie szczególnie upamiętniać, dokumentować, pielęgnować, popularyzować wśród dzieci i młodzieży. Oczywiście wątek wysiedlonych Wielkopolan doskonale znają osoby bardziej interesujące się historią Powstania, jak również dzieci czy wnuki uczestników walk. Co ciekawe, nie wszyscy mieszkają w Warszawie. Znam osoby z Poznania, Gdańska, Wrocławia czy Krakowa znające świetnie ten temat. Przyznam się, że ja sama dopiero niedawno sięgnęłam po książkę o "Kraju Warty" i to ona uświadomiła mi, jak bardzo różniła się okupacja na terenach Generalnego Gubernatorstwa i na ziemiach wcielonych do III Rzeszy. Przekonałam się przy okazji, jak różne były losy Wielkopolan w czasie II wojny światowej. Dotykały ich nie tylko wysiedlenia, ale także bezpośrednie prześladowania - te ostatnie dotyczyły zwłaszcza powstańców wielkopolskich. W Generalnym Gubernatorstwie zachowano jednak jakieś pozory swobody,  o których tutaj  nie było mowy. Dlatego jednym z motywów wyjazdów Wielkopolan do Warszawy stał się fakt, że w wielkim mieście jest się łatwiej ukryć. Z możliwości tej korzystali przede wszystkim konspiratorzy, na których ślad natrafili Niemcy. Co ciekawe, do stolicy przenosiły się zarówno pojedyncze osoby, jak i całe środowiska.

Co Pani ustaliła badając udział Wielkopolan w Powstaniu Warszawskim? Jacy ludzie, jakie grupy społeczne wyjechały do Warszawy? Czy byli wśród nich także ludzie związani z kulturą?

Były to przede wszystkim środowiska harcerskie, wojskowe, naukowe, medyczne - do Warszawy wyjechało bardzo wielu wybitnych lekarzy, a także ludzie kultury. Warto zaznaczyć, że zwykle wyjeżdżały całe rodziny, a więc np. wraz z oficerami Wojska Polskiego w stolicy pojawiły się ich żony, siostry, matki i dzieci. Dlatego tak wielu dowódców późniejszych oddziałów powstańczych pochodziło z Wielkopolski. Jeden z nich - ppłk. Mieczysław Sokołowski, ps. "Grzymała", który w latach 1930-1935 pełnił służbę w 55 Pułku Piechoty w Lesznie, był nawet dowódcą obwodu (IV Obwód "Ochota"). Wśród lekarzy warto wspomnieć np. o profesorach - Januszu Zeylandzie i  Leonie Strehlu, ps. "Feliks". Ten ostatni pełnił służbę nie tylko w Powstaniu Warszawskim, ale także w Wielkopolskim i Śląskim! Wśród ludzi kultury, którzy walczyli albo byli w stolicy w czasie walk, chciałabym wymienić Romana Padlewskiego - wybitnego kompozytora, pianistę, muzykologa, dziennikarza. Nie urodził się w Wielkopolsce, ale w Moskwie, wybrał jednak Poznań na swoje miejsce na ziemi. Tutaj uczył się gry na skrzypcach w klasie Zdzisława Jahnke i kompozycji u Tadeusza Szeligowskiego. Studiował muzykologię na Uniwersytecie Poznańskim. W Powstaniu pod pseudonimem "Skorupka" walczył w Brygadzie Dywersyjnej "Broda 53" Zgrupowania "Radosław". Był narzeczonym Moniki Żeromskiej. To na jej rękach umarł w szpitalu powstańczym. W czasie okupacji do Warszawy trafiła też matka artysty, wybitna pianistka Nadzieja Padlewska. Koniecznie trzeba wspomnieć o Zbigniewie Jasińskim, ps. "Rudy", nazywanym "poetą Powstania Warszawskiego". Co prawda urodził się w Łodzi, ale - jak sam mówił - przez przypadek, bo cała jego rodzina pochodziła z Wielkopolski. W młodości najpierw uczył się w Poznaniu, a potem w Kaliszu. Był rozrabiaką i, chociaż uczył się dobrze, aż 16 razy wyrzucano go ze szkoły. W czasie Powstania pełnił funkcję Prasowego Sprawozdawcy Wojennego i spikera Stacji Nadawczej AK "Błyskawica". To on jest autorem słynnego wiersza Żądamy amunicji. Ciekawa postać to urodzony w Kwilczu, a wykształcony w Poznaniu Franciszek Brodniewicz, amant przedwojennego kina polskiego, aktor Teatru Polskiego w Poznaniu. Zmarł 17 sierpnia 1944 roku w swoim mieszkaniu przy ul. Złotej 73 na zawał serca wywołany przez wybuch bomby. Z kolei do grona absolwentów poznańskiego konserwatorium i Uniwersytetu należał Zygmunt Latoszewski - organizator życia kulturalnego powstańczej Warszawy. Nie można pominąć również wybitnej pisarki Marii Dąbrowskiej, tak bardzo związanej z Wielkopolską. W czasie Powstania znalazła się w Warszawie, co opisała w ogromnie ciekawy sposób w pamiętnikach.

Czy natrafiła Pani także na innych sportowców, skoro wcześniej pojawiło się nazwisko Henryka Czapczyka?

Sportowcy w Powstaniu Warszawskim to jeden z moich ulubionych tematów. Przede wszystkim chciałabym wspomnieć o Ignacym i Ksawerym Tłoczyńskich, wybitnych tenisistach, którzy walczyli w batalionie "Ruczaj" i 1 sierpnia 1944 roku wzięli udział w zdobyciu koszar SS przy ul. Koszykowej. Ignacy Tłoczyński był naszym najlepszym tenisistą. Uznawano go za 3. rakietę Europy i 10. świata. W konspiracji stał na czele kolportażu tajnej prasy i wydawnictw przy Dowództwie Obwodu Warszawa Śródmieście. Organizował także konspiracyjne mecze tenisowe, mówiąc zawodnikom, że mimo okupacji muszą trenować, bo po wojnie polski tenis będzie ich potrzebował. Co ciekawe, sportowcy należący do batalionu "Ruczaj", wykorzystywali swoje umiejętności z kortów i stadionów w walce. Zarówno umiejętność celnego rzucania granatami, jak i szybki bieg, okazały się kluczowe podczas akcji zdobycia koszar. W Powstaniu walczył też Henryk Budziński, wioślarz, brązowy medalista olimpijski z Los Angeles. Urodził się w Rosji, ale w 1923 roku przyjechał do Poznania, gdzie osiadł na stałe. Był zawodnikiem klubu KW 04 Poznań, w ramach którego odniósł wiele sukcesów (m.in. złoty medal Mistrzostw Europy). W czasie wojny trafił do niewoli sowieckiej, a następnie niemieckiej. Po ucieczce z obozu przedostał się do Poznania, skąd został przerzucony do Warszawy. W sierpniu 1944 roku wziął udział w Powstaniu. Po wojnie związał się z przemysłem stoczniowym, mieszkając najpierw w Szczecinie, a następnie w Gdańsku.

Chciałbym także poruszyć trudny temat porównania Powstania Wielkopolskiego do Powstania Warszawskiego. Od jednego do drugiego minęło zaledwie 25 lat, a to w historii bardzo niedługo. Tymczasem wydaje się, że KG AK zupełnie nie analizowała przebiegu i nie wzorowała się na Powstaniu Wielkopolskim. Okazało się, że 1 i 2 sierpnia 1944 roku wszystko poszło źle, nie zdobyto kluczowych obiektów, np. lotniska. Czy w Warszawie nie zauważono Powstania Wielkopolskiego?

Uważam, że o Powstaniu Wielkopolskim mówi się za mało, a jest to jedno z nielicznych naszych wygranych powstań. Było świetnie przygotowane, co wynika zapewne m.in. z pracowitości, sumienności i dobrej organizacji, które są tak charakterystyczne dla Wielkopolan. Dlatego zakończyło się sukcesem. Niestety większość naszych zrywów narodowowyzwoleńczych opierała się głównie na "romantycznych" przesłankach, za którymi nie zawsze szła "pozytywistyczna" praca i chłodna kalkulacja szans. W roku 1944 w Warszawie raczej nie myślano o tym, by wzorować się scenariuszach, które 25 lat wcześniej przyniosły sukces. Na pewno zabrakło takiego wielkopolskiego, racjonalnego spojrzenia na sprawę i twardego stąpania po ziemi. Gdy Jan Nowak-Jeziorański dotarł do stolicy na kilka dni przed wybuchem walk zauważył, że sztab KG AK nie rozpatruje kwestii "bić się, czy nie bić?". Zadawano sobie jedynie pytanie, kiedy rozpocząć walkę.

Moim zdaniem dyskusjom na temat Powstania Warszawskiego nieustannie towarzyszy za dużo emocji, a za mało gruntownej wiedzy i spokojnej refleksji. Ja sama zmierzyłam się z pytaniem o sens Powstania Warszawskiego podczas pisania pracy magisterskiej w SGH. Przeanalizowałam wtedy złożoną genezę tego wydarzenia, przyjrzałam się aspektom politycznym i międzynarodowym oraz krótko- i długofalowym skutkom. Ostatecznie podpisałam się pod opinią, że zryw ten nosi cechy tragedii greckiej - "od pełnego złych znaków prologu po katastrofalne rozwiązanie". Uważam jednak, że często zbyt surowo oceniany jest gen. Tadeusz Komorowski, ps. "Bór", który, jak, sam przyznawał, nie był odpowiednią osobą do pełnienia funkcji Komendanta AK. Idealnie do tej roli nadawał się za to jego poprzednik - gen. Stefan Rowecki, ps. "Grot", schwytany w 1943 roku przez Gestapo.  To wówczas na jego następcę został niejako automatycznie mianowany gen. "Bór". On nie chciał się jednak podjąć pełnienia tej funkcji (początkowo nie przyjął nominacji). Jednak ostatecznie otrzymał rozkaz od Wodza Naczelnego, co zamknęło sprawę. Powstanie było bardzo potrzebne polskiemu rządowi na uchodźstwie, który chciał je wykorzystać jako argument w rozmowach premiera Mikołajczyka ze Stalinem w Moskwie.

Tymczasem w Warszawie niezdecydowany w sprawie Powstania gen. Komorowski był pod silnym wpływem generałów Tadeusza Pełczyńskiego, ps. "Grzegorz", a także Leopolda Okulickiego, ps. "Kobra", "Niedźwiadek". Ten ostatni bezkompromisowo parł do rozpoczęcia walk. O generale Okulickim pojawiają się różnorodne opinie. Zwraca się m.in. uwagę na fakt, że, gdy pierwszy raz znalazł się w niewoli sowieckiej, został złamany przez NKWD podczas śledztwa. W lipcu 1944 roku to on przekonał sztab KG AK do rozpoczęcia walki w stolicy, co, nie bez powodu, określane jest jako "podarunek dla Stalina". W Warszawie ogromną rolę odegrały również "nastroje ulicy". W całym mieście wyczuwalne było napięcie. Generał Komorowski wspominał, że gdy spotkał dozorcę domu, w którym mieszkał, ten zapytał go: "Panie szanowny, a czy to ich tak puścimy na sucho, bez wyrównania rachunków?" Uważam, że nie bez znaczenia była również kwestia mentalności mieszkańców różnych regionów II RP.  Wielkopolanie słyną np. z racjonalnej analizy sytuacji, ale w sztabie KG AK przeważali oficerowie wychowani na tradycjach legionowych oraz mający kresowe gorące serca i głowy. Już w wydanej w podziemiu książce Kamienie na szaniec pisano, że jej bohaterowie potrafili pięknie żyć i pięknie umierać. Zastanawiam się, czy w Wielkopolsce ukazałaby się publikacja promująca tak "romantyczną" wersję patriotyzmu, czy raczej sugerowałoby się w niej pozostanie w konspiracji do momentu pojawienia się realnej szansy na zwycięstwo.

Rozmawiał Szymon Mazur

*Agnieszka Cubała - autorka 8 książek o Powstaniu Warszawskim, w tym m.in. bestsellerowych Miłość'44 i Kobiety'44. Pracowała w Muzeum Powstania Warszawskiego, opracowała hasła autorskie do "Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Powstania Warszawskiego", konsultowała dwa rozdziały polskiej edycji książki Normana Davisa Powstanie'44. W 2016 roku otrzymała prestiżową nagrodę Klio dla autorów książek historycznych. 27 lipca 2021 ukazała się  jej najnowsza książka Warszawskie dzieci'44.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021