Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Czy muzyka klubowa musi być zamknięta w ciemnych, dusznych piwnicach i wymagać drogich biletów wstępu? Ekipa projektu "UPSA UPSA Sound" udowadnia, że wystarczy wózek z prądem, porządne nagłośnienie i trochę zajawki, aby zmienić przestrzeń miejską w otwarty dla każdego parkiet rave'owy. Pod mostami, w parkach na Wildzie, a nawet na pokładzie statku pływającego po Warcie... Poznańska inicjatywa gromadzi setki fanów basowych brzmień oraz daje przestrzeń debiutującym DJ-om. O kulisach powstawania projektu, wyzwaniach technicznych, przeskoku z amatorskiego grania na potężne nagłośnienie i planach na przyszłość rozmawiamy z twórcą inicjatywy, Markiem Straszakiem.

Grupa ludzi płynie małym statkiem po Warcie. - grafika artykułu
fot. archiwum prywatne "UPSA UPSA Sound"

Zacznijmy od początku. Skąd wziął się pomysł na stworzenie mobilnej DJ-skiej rikszy z własnym nagłośnieniem i zasilaniem? Przecież już samo zorganizowanie autonomicznej sceny muzycznej w plenerze wymaga sporych nakładów technicznych i logistycznych.

Szczerze mówiąc cały pomysł wziął się ze zbiegu dwóch zupełnie niezależnych od siebie wydarzeń i doświadczeń. Pierwszą iskrę stanowił sam motyw mobilności technicznej. Rok wcześniej robiłem na Las Festival pewien projekt performatywny - zbudowałem wózek o nazwie "Wehikuł Przeczuć". Pomysł polegał na tym, że na wózku zamontowałem akumulator przemysłowy, czyli potężny UPS. Chodziło o to, by wchodzić w przestrzeń festiwalową zupełnie niezależnie, bez konieczności podłączania się do żadnych przewodów czy stacjonarnych gniazdek, mając jednocześnie pełną moc energetyczną. Na tym wózku podłączałem wówczas mnóstwo tradycyjnych żarówek, tworząc mobilną oprawę świetlną.

Festiwal się skończył, sam wózek dość szybko się rozleciał, bo konstrukcyjnie był zrobiony tak sobie, ale akumulator UPS został u mnie. Mój mózg cały czas przetwarzał ten niewykorzystany potencjał - miałem potężną, przenośną baterię i poczucie, że ta mobilność daje niesamowitą wolność artystyczną.

Więc jak to się stało, że na wózku stanęły deki i subwoofery?

Drugi wspomniany zbieg okoliczności wynikał z moich osobistych poszukiwań muzycznych. Zapisałem się na Jeżycach na kurs DJ-ski prowadzony przez Dawida Dąbrowskiego. Zacząłem eksperymentować z graniem na różnym sprzęcie i niezwykle uderzyło mnie jedno doświadczenie: jak drastycznie różni się percepcja grania muzyki, gdy ćwiczysz na słuchawkach albo na małym głośniczku domowym typu JBL od tego, jak ta sama muzyka brzmi na nagłośnieniu o dużej mocy. To jest zupełnie inny świat. Piosenki, które w słuchawkach sklejały się idealnie, na dużych głośnikach nagle brzmią zupełnie inaczej albo wręcz przeciwnie - okazuje się, że nie kleją się wcale! Na dużym sprzęcie słychać po prostu każdą częstotliwość ze zwielokrotnioną siłą. Fizyka robi swoje - kiedy fala dźwiękowa ma ogromną amplitudę w przestrzeni powietrznej, a nie tylko bezpośrednio przy błonie bębenkowej w uchu, tworzy się zupełnie inny klimat i wibracja. Do tego dochodzi potężny czynnik stresu związany z graniem głośno i publicznie. Pomyślałem sobie wtedy: jak wspaniale byłoby stworzyć otwartą, ogólnodostępną platformę, na której początkujący DJ-e mogliby przyjść i bez presji spróbować swoich sił na prawdziwym, głośnym sprzęcie nagłośnieniowym.

Nazwa projektu "UPSA UPSA Sound", przyciąga uwagę i zapada w pamięć. Skąd się wzięła?

Nazwa to połączenie dwóch rzeczy: gry słów i czystej onomatopei. Z jednej strony mamy serce całego systemu, czyli akumulator zasilający - potocznie zwany UPS-em, od angielskiego Uninterruptible Power Supply (zasilacz bezprzerwowy - przyp.red.). Z drugiej, szukaliśmy czegoś, co odda charakter dźwiękowy. Wzięło się to z onomatopei "upsa-upsa", czyli charakterystycznego, rytmicznego pulsowania stopy w muzyce techno lat 90. Uznaliśmy z Tomkiem Gęstwickim (Gęstwą), że "UPSA UPSA" to idealna nazwa dla naszego wózka.

Skoro już wspomniałeś o Tomku. Jak wyglądały Wasze pierwsze kroki i narodziny projektu w terenie?

Projekt wymyśliliśmy i wystartowaliśmy we dwóch. Pierwszy oficjalny test zrobiliśmy na przełomie października i listopada 2025 roku. Skonstruowałem nową, stabilniejszą wersję wózka z solidnym blatem na sprzęt i zamontowałem w nim nasz akumulator UPS. Kupiliśmy zestaw nagłośnienia - taki klasyczny "zestaw weselny" z porządnym subwooferem i górkami, które miały już bardzo sensowne brzmienie. Spakowaliśmy to wszystko i po prostu wyszliśmy pod jeden z poznańskich mostów. Nie robiliśmy wielkiej promocji, po prostu postawiliśmy sprzęt i włączyliśmy muzykę. Okazało się, że to brzmi świetnie! Pierwsza bateria w tamtej wersji trzymała łącznie około 120 minut, czyli równe dwie godziny grania. Zobaczyliśmy, że ten pomysł działa, ludzie reagują entuzjastycznie i że w ciągu tych dwóch godzin spokojnie można zaprosić kilku chętnych, z których każdy zagra krótkiego seta.

Czy sami mieliście wcześniej silne zakorzenienie w poznańskim środowisku klubowym? Wygląda na to, że porwaliście się na niezbadane wody.

Zdecydowanie weszliśmy na całkowicie nieprzetarty szlak! Sam w ogóle nie wywodzę się ze środowiska muzycznego czy klubowego. Jestem po studiach artystycznych - zajmowałem się filmem eksperymentalnym, realizuję studia animacji, tworzę wizualizacje na żywo i projekty audioreaktywne. Audio od zawsze było dla mnie niezwykle istotną ścieżką ekspresji, ale klubowy światek był mi obcy. Nawet nie pochodzę z Poznania - gdy się tu przeprowadziłem słynnego klubu Eskulap już dawno nie było, więc nawet go nie załapałem! Nie mieliśmy z Tomkiem szerokich znajomości wśród poznańskich DJ-ów.

Jak więc udało Wam się rozwinąć ten projekt do rozmiarów regularnego cyklu?

Kluczowym momentem było dołączenie do naszej ekipy nowych osób. Najpierw dołączyła do nas Magda znana w środowisku jako Mariolka Patomierska. Sama jest początkującą DJ-ką, ale w przeciwieństwie do nas posiadała świetny przegląd poznańskiej sceny muzycznej i znała mnóstwo ludzi. Do tego już wcześniej organizowała różne wydarzenia. Kiedy Mariolka wzięła na siebie kwestie organizacyjne projekt po prostu wystrzelił...

Dołączył też Bartek aka Mariusz Patomierski, który ogarnia nasze media społecznościowe, lata dronem, robi fantastyczne zdjęcia i dba o całą oprawę promocyjną na Instagramie. Z kolei Śruba to nasz niezastąpiony techniczny - jak cokolwiek się połamie, rozłączy albo brakuje jakiegoś kabla pod mostem, Śruba w dwie minuty potrafi to naprawić i zabezpieczyć. Karol zajął się profesjonalnym nagraniem wideo i montażem setów. Ja pełnię rolę pomysłodawcy, ładuję baterie, podłączam technikę i dbam o sprawność wózka. Wiele osób działa w "UPSA" na wiele różnych sposobów to m.in. Błażej, Denys, MadziX, Norbert, Paprocki, Otter, Wierzbici i inni. Tworzymy zgraną paczkę i dzięki temu ta inicjatywa tętni życiem.

Od Waszego pierwszego testu minęło trochę czasu. Jak rozwinęła się skala Waszych występów i gdzie do tej pory można było Was usłyszeć?

Od tamtego pierwszego wyjścia w październiku 2025 roku zrobiliśmy już kilkanaście edycji "UPSA UPSA". Stawaliśmy ze sprzętem w różnorodnych punktach miasta. Oprócz naszej "bazowej" miejscówki pod mostem, graliśmy m.in. pod poznańską Operą, dwa razy w parku na Wildzie łącząc się z ekipą Poznań Surf Crew, przy Uniwersytecie Przyrodniczym w kolworkingu muzycznym i zamiejscowo na plaży na Helu przy Chałupy 6. W czerwcu tego roku Mariolka przekształciła cykl "UPSA UPSA" w piękny Rave, gdzie gramy równolegle ze sceny na plaży Warta Poznań, a mały statek zamieniamy na scenę i muzyczny tramwaj wodny. W czasie dwóch czwartkowych wieczorów w czerwcu i lipcu, płynęliśmy po trzy rejsy z trzema duetami B2B DJ-skimi. W Poznaniu spędzamy czas nad rzeką, ale jeszcze mało kto doznawał muzyki płynąc statkiem, dlatego planujemy kolejne rejsy.

Na statku zagrali u nas m.in. Joanna, MadziX, Keytov, KrzOne, Mitch, Bart Sucharski, Vintage Lane czy Tony Handel - uznane postaci lokalnej sceny. Nawet ja, chociaż słabo orientuję się w świecie DJ-skim, doskonale znam twórczość Joanny! To było wspaniałe uczucie móc gościć artystów tej klasy na naszym wodnym spocie.

Dwie godziny działania na początkowej baterii to spory sukces, ale przy tak ogromnym zainteresowaniu musiało to być ograniczeniem. Jak rozwiązaliście kwestię zasilania?

Tu wydarzyła się niezła historia! Podczas jednej z naszych imprez pod mostem podszedł do nas pewnien człowiek. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że pracuje w firmie spod Poznania, która zajmuje się produkcją profesjonalnych zasilaczy UPS. Powiedział: - Słuchajcie, produkujemy takie rzeczy, odezwijcie się, może uda się dogadać. Spotkaliśmy się i dostaliśmy od nich wybitne, profesjonalne jednostki UPS! Teraz mamy zapas energii pozwalający na granie dosłownie przez całą noc. Zwykle nasze wydarzenia trwają około 5-6 godzin i sprzęt działa bez najmniejszego zająknięcia.

Wspomniałeś o otwartych deckach. Jak wygląda rekrutacja DJ-ów i kto może u Was zagrać?

Zgłasza się do nas mnóstwo osób - skrzynka na Instagramie pęka w szwach! Ludzie piszą, że chcą spróbować swoich sił, sprawdzić, jak ich selekcja brzmi na dużym nagłośnieniu. Zapotrzebowanie jest tak ogromne, że musieliśmy ograniczyć czas setów do 20 minut na osobę, by jak najwięcej chętnych mogło stanąć za konsoletą. Oddajemy deki każdemu - zarówno doświadczonym artystom, jak i tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę. Często sam ustępuję miejsca i od dawna nic nie grałem, bo wolę oddać przestrzeń nowym ludziom.

Jakie są Wasze najbliższe plany na rozwój "UPSA UPSA Sound"? W którym kierunku zamierzacie zmierzać?

Chcemy przede wszystkim dbać o regularność i powtarzalność. To kluczowe, by przyzwyczaić mieszkańców Poznania, że ta kultura po prostu żyje w przestrzeni miejskiej i jest na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tego lata planujemy m.in. koleje wydarzenia spod szyldu "Upsa upsa w piękny Rave", najblizszy 22 sierpnia, oraz rave nocny - secret location. Na jesień poza outdoorowymi "Upsaniami" chcemy odpalić cotygodniowe granie w Wierzba Matejki. Poza tym właśnie rozszerzamy działania. Odpalamy "YoutUPSA" i publikujemy pierwszy zmontowany przez Karola set Vintage Lane z muzycznego rejsu po Warcie. Nagrania wideo będziemy publikować promując współpracujących z nami artystów.

Moim wielkim marzeniem i "listą życzeń" na przyszłość jest mocne rozwinięcie oprawy wizualnej. Jako osoba z tłem w sztukach wizualnych, animacji i VJ-ingu, czuję duży niedosyt. Chciałbym połączyć muzykę z projekcjami wideo na żywo - projektor, ekrany, visuale. Chociaż "UPSA" często gra w ciągu dnia, marzy mi się, by po zmroku w zacienionych przestrzeniach miejskich nasz projekt stał się też otwartą sceną dla artystów wizualnych.

Jak nasi czytelnicy mogą Was znaleźć, dołączyć do Waszych wydarzeń lub nawiązać współpracę?

Zapraszamy każdego! Znajdziecie nas na profilu Instagramowym i Facebookowym pod nazwą "Upsa Upsa Sound", również na Youtube i SoundCloud. Zachęcamy do śledzenia naszych ogłoszeń, wpadania pod mosty i pisania do nas. Jedna mała uwaga - czasem bywamy wolniejsi w odpowiadaniu na wiadomości, bo wszyscy pracujemy zawodowo i robimy to w 100% z czystej pasji, po godzinach. Ale gwarantuję, że do każdego wrócimy. Wpadajcie na parkiet pod mostem!

Rozmawiała Barbara Pilawska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026