Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Rozważnie i romantycznie

Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus stanowi jakość, o której może marzyć wiele zespołów. Ich wykonania cenione są w Polsce i na świecie, a nazwisko Duczmal stało się synonimem arcyciekawych interpretacji. 

.
fot. Jacek Mójta

Orkiestra ta nie nigdy nie bała się wyzwań repertuarowych. Doskonale odnajdywała się w epokach klasycyzmu i romantyzmu. Muzyka wieku XX, dla wielu zespołów niewykonalna, dla nich była okazją do ukazania bogactwa brzmieniowego zespołu. Wreszcie, muzycy nie uciekają przed współczesnością, o czym świadczą liczne, dedykowane im utwory młodych i tych bardziej doświadczonych kompozytorów.

Rok 2017 jest szczególny dla Amadeusa. 50 lat koncertów, festiwali, wyjazdów i reprezentowania naszego kraju za granicą. 50 lat, w czasie których zbudowali swoją markę, od początku trzymając się nad wyraz wysokiej jakości. Dziś nadszedł czas świętowania i podsumowania pewnego etapu życia zespołu. Czas na refleksję, ale też na pójście dalej. 1 października, podczas Międzynarodowego Dnia Muzyki, Amadeus rozpoczął obchody 50-lecia.

Dwa oblicza prawykonań

Koncert rozpoczęły dwa prawykonania. Najpierw zabrzmiały "Trzy utwory w dawnym stylu" Romualda Twardowskiego. Utwór ten mógłby powstać równie dobrze w I połowie wieku XX, gdy kompozytorzy zafascynowani byli neoklasycyzmem. Już sama nazwa kompozycji odwołuje się do epok wcześniejszych, a muzyka rzeczywiście to potwierdziła. Pierwszoplanowa melodyka, harmonika wprost odwołująca się do tradycyjnej tonalności. Do tego mało zaskoczeń fakturalnych, brzmieniowych. Utwór ten jest dobrze skomponowany, momentami całkiem efektowny, częściej jednak nudnawy. Najciekawsza była część trzecia, polonezowa. Kameraliści zagrali oczywiście to dzieło bez zarzutu - po prostu utwór był nazbyt konwencjonalny.

Co innego "Koncert podwójny" Jana Radzyńskiego. Partie solowe wykonali Karolina Jaroszewska (wiolonczela) i David Radzyński (skrzypce). Trzyczęściowy utwór intrygował swoim chmurnym brzmieniem, które nasycała niezwykle gęsta faktura. Śledzenie toku narracji muzycznej było bardzo zajmujące, a pomagał w tym atrakcyjny, nasycony dysonansami język brzmieniowy kompozytora. Z początku sądziłam, że utwór ten będzie niezrozumiały, jednak logiczna forma była dużą pomocą. Utwór ten ukazywał niezwykłe bogactwo zestawień brzmieniowych, które ważniejsze były nawet od samej techniki kompozytorskiej. "Koncert podwójny" nie jest arcydziełem, ale kompozycją udaną i atrakcyjną brzmieniowo. To także utwór dobrze ukazujący możliwości brzmieniowe instrumentów solowych. Do mnie bardziej przemówiła gra Davida Radzyńskiego, który zdecydowanie lepiej wyczuł nasycony świat dźwięków kompozytora.

Powrót do Chopina

Nie da się ukryć, że najbardziej oczekiwanym solistą był Ingolf Wunder. Austriacki pianista oczarował swoją osobowością wielu wielbicieli muzyki Chopina. Chociaż XVI edycja Konkursu Chopinowskiego dawno za nami, krytycy i melomani nadal do niej wracają i dyskutują nad kontrowersyjnym wynikiem. Wielu widziałoby na pierwszym miejscu zamiast Julianny Awdiejewy właśnie Wundera. Przyznam, że sama najmocniej trzymałam kciuki za tego właśnie muzyka. Agnieszka Duczmal chyba także, o czym świadczą jej słowa, że wrażliwość tego pianisty do niej przemawia. Ich porozumienie słyszalne było podczas koncertu, na którym Wunder wykonał "Koncert fortepianowy" e-moll.

Trudno było oderwać się od porównań. Miałam w uszach jeszcze jego wykonanie pierwszego z dwóch koncertów fortepianowych Chopina. To nim Austriak podbił wiele serc. Chwalono go za doskonałe wyczucie tempa, śpiewane, naturalne prowadzenie melodii, a także za doskonałą technikę, która nie przysłaniała jednak muzykalności.

Drugi chronologicznie koncert fortepianowy Chopina mniej według mnie pasował do osobowości pianisty. Pierwsza część e-mollowego koncertu była jakby w oderwaniu od reszty. Trochę zbyt nerwowa, jakby muzyk jeszcze nie zdążył uspokoić emocji. Było w niej zdecydowanie za dużo brawury, a mniej słuchania. Jednak druga i trzecia część przypomniały, co Wunder potrafi zrobić z muzyką Chopina.

Nieziemskie piano

Wunder jest lirykiem i melodystą - swoją wrażliwość najpełniej pokazał w części wolnej, "Larghetto". Każdą z melodii prowadził nad wyraz plastycznie i w idealnym legato. Jego fortepian nie grał, a śpiewał. Kameraliści byli mu partnerami, równie wspaniale czują chopinowską śpiewność, doskonale klasyczną formę i romantyczny, sentymentalny charakter. W orkiestrowym tutti brzmienie Amadeusa zawsze było eleganckie i spójne. Wunder i orkiestra patrzyli dokładnie w tym samym kierunku i doskonale oddali charakter tej części, o której Chopin pisał: "ma czynić wrażenie miłego spojrzenia w miejsce, gdzie stawa się tysiąc lubych przypomnień na myśli. Jest to jakieś dumanie w piękny czas wiosenny, ale przy księżycu".

Najsłynniejszy krakowiak, czyli trzecia część koncertu, była istnym muzycznym żywiołem. Kontrolowanym jednak, bo w przeciwieństwie do części pierwszej, pianista trzymał całość w ryzach. Zagrał z werwą i lekkością, która zawsze wzbudzała mój zachwyt. Mało który pianista tak pięknie potrafi w szybkim tempie grać w tak cichej i jednocześnie czytelnej dynamice. Wunder w sposób naturalny czuje ludowy, polski charakter tej części. Rytmy krakowiaka, akcentacja, szybkie tempo - krakowiak wirował dokładnie tak, jak trzeba! Nie obyło się bez bisu. Po żywiołowym stylizowanym tańcu emocje uspokoiło preludium "Clair de Lune" Debussy'ego. Wybór może sztampowy, jednak wykonanie rewelacyjne!

Kameralna wizytówka

Po przerwie kameraliści przypomnieli utwór, który jest jednym z najpiękniejszych w ich repertuarze. "Souvenir de Florence" op. 70 Piotra Czajkowskiego to kompozycja przeznaczona na sekstet smyczkowy. Opracowanie Agnieszki Duczmal stało się jedną z wizytówek orkiestry. Przepiękna melodyka tego utworu, a także bogactwo harmoniczne i barwowe sprawia, że to idealny materiał, by pokazać muzykalność zespołu. Dyrygentka przeprowadziła go bezpiecznie przez wszystkie trudności wykonawcze - utwór zachwycił całą publiczność.

Amadeus jest perłą wśród polskich orkiestr. To zespół, który zasługuje na długą i szczęśliwą historię. Oby jak najwięcej koncertów, prapremier, festiwali i nut. Jak najwięcej nowych interpretacji i nagrań, które zajmą czas do kolejnych poznańskich wystąpień. Bo na Amadeusa iść można zawsze i "w ciemno". O mało której orkiestrze można tak napisać, prawda?

Aleksandra Bliźniuk

  • Koncert inaugurujący 50. sezon artystyczny Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus
  • Aula UAM
  • 1.10